12 stycznia 2016

Rozdział 5. cz.2 Bo tak kończą się kłamstwa...a prawda jest bolesna.

Witajcie kochani!
Wrzucam z opóźnieniem, ale to wina internetu nie moja. Ogólnie kłopoty techniczne. Ale koniec końców jestem! Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodoba :)
Zapraszam do czytania i komentowania.
********
Od godziny bawiłyśmy się w klubie. Nina i Alex się pogodziły, z czego się cieszyłam. Może to nie była jakaś wielka kłótnia, ale nie lubię takich sytuacji. Jesteśmy w końcu jak siostry. Ach zapomniałam wspomnieć, że najlepiej z nas bawi się Nina - zawsze była duszą towarzystwa. Poderwała jakiegoś Włocha i nie odstępuje go na krok. On też wygląda na bardzo zainteresowanego moją przyjaciółką. Wydaję się całkiem w porządku. Może będzie nawet z tego coś więcej niż kolejna przygoda na jedną noc.
******
Nie spodziewałem się, że zastanę taką scenę. Stanąłem w progu inie mogłem się ruszyć. Jakbym był wmurowany w ziemię. Czułem się sparaliżowany tym co zobaczyłem. Poczułem złość, smutek, żal, rozgoryczenie, zawiść...
Do oczu napłynęły mi łzy, a w klatce piersiowej poczułem bolesne ukłucie. Jak ona mogła?! Na łóżku leżał jakiś koleś, a na nim MOJA dziewczyna i to w samej bieliźnie! Obmacywał ją wszędzie, z czego ona była wyraźnie zadowolona, bo cały czas się uśmiechała. Przepraszam to nie był jakiś koleś, przyjrzałem się dobrze. No nie...jego się nie spodziewałem.
-Jermaine?!-krzyknąłem najgłośniej jak się dało. Wystraszeni odwrócili się w moją stronę. Mój brat zepchnął z siebie Mad, która od razu do mnie podbiegła.
-On chciał mnie zgwałcić.
-Ona rzuciła się na mnie.- powiedzieli w tym samym czasie. Patrzyłem na nich jak na idiotów.
-Nie jestem głupi! Stałem tu przez pięć minut i nie widziałem, żebyś jakoś specjalnie się broniła.- Mad zaczęła udawać, że płacze.
-Mike...ale to nie tak....ja Ci wszystko wytłumaczę..
-Zabiję Cię!- spojrzałem złowrogo na Jermaine'a i rzuciłem się na nie go z pięściami. Zaczęliśmy się szarpać, a moja BYŁA już dziewczyna próbowała nas rozdzielić co marnie jej szło. Uderzyłem go z pięści dwa razy, przez co upadł na podłogę, ale wcale nie było mi lepiej. Chciałem stamtąd jak najszybciej wyjść. Mad próbowała mnie jeszcze zatrzymać, ale odepchnąłem ją.
-Nie chcę Cię znać!- to były ostatnie słowa jakie do niej powiedziałem. Po czym wybiegłem z domu. Wsiadłem do Rolls Royce'a i z piskiem opon ruszyłem do centrum. Jechałem 230 km/h i złamałem chyba wszystkie możliwe przepisy drogowe. Wolną ręką starłem z policzka kilka łez, które zdążyły wydostać mi się z oczu, naprawdę hamowałem płacz, bo miałem ochotę rozryczeć się jak małe dziecko.
Byłem tak wściekły, że chętnie bym zawrócił i sprałbym go tak, że już by nie wstał. Jak mogła mnie zdradzić i to jeszcze z moim rodzonym bratem? Było jej źle ze mną? Nie rozumiem tego. Przecież ja ją tak kochałem. Byłem ślepy i głupi,skoro dopiero teraz zauważyłem, że mnie oszukuje. To na pewno nie był pierwszy raz. Jessica, Janet, moi rodzice wszyscy mieli rację,a ja nie chciałem ich słuchać. Byłem zaślepiony fałszywą miłością. Jak mogła patrzeć mi prosto w oczy i mówić, że mnie kocha? Nigdy im tego nie wybaczę. Mam nadzieję, że znikną z mojego życia raz na zawsze. Nikt nigdy mnie tak nie zranił, ale nie będę płakać z tego powodu. Skoro od dawna nam się nie układało ciągłe kłótnie, pretensje, sceny zazdrości...Widocznie tak musiało być. Każda miłość trawa tyle na ile zasługuje. Mimo, że w środku czułem się okropnie to nie chciałem tego pokazywać, chciałem być silny. Zatrzymałem się pod klubem „Hades". W tej chwili jednego czego chciałem to upić się do nieprzytomności i zapomnieć....zapomnieć o wszystkim. Nie przebierałem się. Mam to gdzieś czy ktoś mnie rozpozna czy nie. Jestem normalnym człowiekiem i też mam prawo jak każdy pójść do baru. Mimo dziwnych spojrzeń i zamieszania, wszedłem do środka i usiadłem przy barze.
-Setkę poproszę.- zwróciłem się do barmana, spojrzał na mnie zdziwiony,a ja spuściłem wzrok.- Będzie się pan teraz tak patrzył? Czy Michael Jackson nie może napić się wódki?- rzuciłem zirytowany.
-Przepraszam pana.- zmieszał się i podał mi pełny kieliszek. 
******
Nina przyprowadziła tego swojego Włocha do naszego stolika. Muszę przyznać, że jest fajnym facetem, miło się z nim rozmawia. Chyba zapomniała już o Jacksonie, na moje szczęście, bo dalej by mi o nim dniami i nocami nadawała jaki to on seksowny nie jest. Na samą myśl o tym wywróciłam oczami.
-Idę po drinka, chcecie coś?-zapytałam moich towarzyszów, którzy byli tak pochłonięci rozmową, że mnie nawet nie zauważyli. No trudno, nie to nie. Poszłam w stronę baru. Z kolejnym drinkiem szłam do naszego stolika. Nagle ktoś na mnie wpadł, a mój kolorowy drink oblał całą sukienkę.
-Jak łazisz kretynie?!- wydarłam się na jakiegoś faceta. Dotknęłam plamy na sukience.
-Ja...yyyy... nie chciałem...- jąkał się.
-Nie chciałeś?! Jak ja teraz wyglądam?!
-Przepraszam, naprawdę nie zauważyłem pani...-zaczął delikatnym już spokojniejszym głosem. Zaraz, zaraz skądś znam ten głos. Podniosłam powoli głowę. O szlak! Nie wierzę, Michael Jackson wylał na mnie drinka. Byłam trochę zdziwiona, że to akurat on, ale nie dałam tego po sobie poznać. No tak sławny, bogaty to myśli, że jak się głupio uśmiechnie to po sprawie. W ogóle co taka gwiazdeczka robi w zwykłym klubie?
-Może odkupię pani tego drinka?- spytał skruszony.
-Obejdzie się.- fuknęłam naburmuszona i chciałam odejść, ale przytrzymał mnie za nadgarstek. Spojrzałam na niego zdziwiona.
-Zaczekaj, przecież Cię przeprosiłem nie musisz...
-Spadaj na drzewo.- wyrwałam mu się i poszłam do łazienki zostawiając tego idiotę za sobą.
Cholera...nowa sukienka i nadaję się tylko do kosza. Super po prostu! Zaczęłam namoczoną chusteczką wycierać plamę, ale to i tak nic nie dało. Najwyżej założę na siebie kurtkę i nic nie będzie widać. Wracając zauważyłam Jacksona siedzącego przy barze. A gdyby tak podejść i przeprosić? Poczułam wyrzuty sumienia. W końcu nic takiego mi nie zrobił...Ale ja zawsze działam pod wpływem emocji i jak jeszcze zobaczyłam, że to ON... Trochę za ostro go potraktowałam, ale to była moja ulubiona sukienka chyba miałam prawo się zdenerwować?
Dobra pójdę do niego, przeproszę i wrócę do dziewczyn. Wzięłam głęboki wdech, spokojnie przecież to tylko MJ. Nikt wielki. Podeszłam do baru i usiadłam na wysokim krześle.
-Gorący wulkan po proszę.-zwróciłam się do barmana.
-Ciężki dzień co?- rzuciłam do Jacksona wskazując na kieliszek wódki, który trzymał. Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Taaak i to bardzo. -powiedział i chlustem opróżnił kieliszek i kiwnął do barmana, który posłusznie mu polał. Po czym podał mi drinka.
-Może zaczniemy od początku?Jestem Victoria.-wyciągnęłam w jego kierunku dłoń, którą od razu uścisnął.
-Michael.-uśmiechnął się. Miał piękny uśmiech...i oczy, ale wydawały mi się jakieś smutne.
-Tak wiem, poznałam Cię od razu.
-Serio?Myślałem, że nie.-powiedział zdziwiony.
-Czemu?
-Wiesz nie jestem przyzwyczajony do takiego normalnego traktowania, zwykle wszyscy się na mnie rzucają.-powiedział jakby mówił o czymś na porządku dziennym. Zaśmiałam się, zaczynam go lubić.
-A pro po traktowania, chciałam Cię przeprosić za moje zachowanie.
-Nic się nie stało, a ja chciałem przeprosić za Twoją sukienkę.
-Wypierze się. -skłamałam i machnęłam ręką. Mimo, że był zabawny wydawało mi się, że coś jest nie tak, a ten uśmiech jest udawany. Postanowiłam o to zapytać. Upiłam trochę drinka.
-Coś się stało, że siedzisz tak tu sam i topisz smutki w alkoholu?-spytałam w końcu.
-Wszystko okej oprócz tego, że dziewczyna zdradziła mnie z moim bratem -podkreślił słowo''moim''. Zakrztusiłam się drinkiem.
-Naprawdę z bratem?-spytałam nie dowierzając, pokiwał głową.
-Przykro mi.
-A mnie nie -widać było, że skłamał.- Już od dawna nam się nie układało.- wlepił wzrok w ścianę.
-Widocznie nie była Ciebie warta. Ale żeby z własnym bratem? Suka...musisz przyznać.
-Ale suka?-powtórzył i spojrzał na mnie uśmiechając się głupkowato, zaśmiałam się.
-To zabrzmiało jakbyś pierwszy raz w życiu przeklinał.
-No w sumie to....-przerwałam mu.
-Boże chłopie gdzieś Ty się wychował?
-W Gary.-wybuchnęliśmy śmiechem. Nim się obejrzeliśmy minęły nam dwie godziny na rozmowie i śmianiu się z byle czego. Muszę przyznać, że z Michaela nie jest taki idiota za jakiego go uważałam. Pozory mylą...W międzyczasie wypiłam pięć drinków przez co trochę szumiało mi w głowie, a mój rozmówca był już nieźle wstawiony.
-Wiesz Mike może zadzwonię po kogoś żeby po Ciebie przyjechał? Ledwo siedzisz.- zaproponowałam widząc jego stan. Pokręcił przecząco głową.
-Nie, nie trzeba jestem samochodem. Dam sobie radę...- próbował wstać z krzesła, prawie się przy tym przewracając. W ostatniej chwili go przytrzymałam.
-Taa właśnie widzę.- mruknęłam. Boże jaki on ciężki! Jakoś doczłapałam się z nim do jego auta, który wcześniej mi opisał z wyglądu. Posadziłam go na masce i usiadłam obok niego, zaczęłam przeszukiwać jego marynarkę. W końcu znalazłam telefon, a Michael tak się zachwiał, że wylądował głową w moim biuście i zaczął się chichrać. No co on sobie jaja ze mnie robi? Chyba mu się spodobało, bo położył rękę na moim kolanie.
-Ejjjj nie rozpędzaj się tak.- rzuciłam roześmiana. Sama byłam pijana więc nie za bardzo przeszkadzało mi, że ktoś mnie obmacuje, a zwłaszcza Michael Jackson. Próbowałam się od niego odkleić, bo miałam ograniczoną możliwość ruchu. Mogłam ewentualnie pomachać rękami lub nogami. Poddałam się w końcu. A niech sobie tak siedzi skoro mu tak wygodnie nie? Wyszukałam w kontaktach numer do Janet, siostry tego kochasia. Skąd wiedziałam, że to jego siostra? Mając w domu rodzinnym wiernego fana MJ'a nie sposób tego nie wiedzieć. Wykręciłam numer.
-Halo Michael?- usłyszałam przejęty, kobiecy głos.
-Nie tu nie Michael. Dobry wieczór pani ja nazywam się Victoria Lancaster i jestem znajomą Michaela.
-Miło mi Janet Jackson coś się stało, wszystko z nim w porządku?
-Właśnie nie. Pani brat jest kompletnie pijany, a w dodatku samochodem. Czy mogłaby pani po niego przyjechać?
-Oczywiście.- wytłumaczyłam Janet pod jakim klubem jesteśmy i w którym miejscu stoi samochód Michaela. Obiecała, że przyjedzie najszybciej jak się tylko da. Spojrzałam na mojego towarzysza, który zasnął wtulony we mnie.
-Oj Michael, Michael...- pokręciłam głową i pogłaskałam go po włosach. Janet przyjechała 15 minut później ze swoim chłopakiem. Zapakowali Michaela do samochodu. Oczywiście przeprosiła za kłopot i podziękowała, po czym odjechali. Miła z niej dziewczyna, gdy zobaczyła w jakiej pozycji śpi jej brat roześmiała się. No nic wrócę do klubu, dziewczyny pewnie się o mnie martwią. Usiadłam przy naszym stoliku, a Alex, Nina i Stefano spojrzeli na mnie wyczekująco uśmiechając się przy tym chytrze.
-No co?-zapytałam wreszcie.
-Jak tam Twój kochanek?- usłyszałam wścibski głos Niny, szturchnęła mnie lekko.
-Co? Widzieliście nas?- pokiwali głowami.
-My tylko...
-Było coś więcej czy tylko to co widzieliśmy na zewnątrz?- Nina poruszyła zabawnie brwiami, na co reszta się zaśmiała.
-Pogięło Cię? Nie jestem taka i on zresztą też.- powiedziałam oburzona.
-Taaa jasne to co to było na parkingu? Przyjacielskie macanko?- spytała Alex.
-Już widzę te jutrzejsze nagłówki gazet „Michael Jackson uprawia dziki seks na samochodzie!"- Nina trzęsła się jak by miała atak padaczki, jak to usłyszałam oplułam się sokiem.
-Totalnie Ci na mózg padło?! Jaki seks?!- krzyknęłam tak głośno, że wszyscy w klubie ucichli i popatrzyli się na nas. Wstałam gwałtownie i wzięłam swoją torebkę.
-Czekam na was przy samochodzie.-syknęłam i udałam się do wyjścia. Nie minęło pięć minut,a wszyscy siedzieli w aucie, Stefano też. Za kierownicą usiadła Alex, która nie piła, a z tyłu ta głupia małpa ze swoim Włochem. Najpierw odwieźliśmy Ninę i jej nowego chłopaka, którzy postanowili rozpocząć już "grę wstępną" na tylnym siedzeniu. Alex odstawiła mój samochód do garażu i poszła do siebie, bo nie mieszkała daleko.
-Wreszcie w domu. -powiedziałam ściągając niewygodne szpilki. Poszłam na górę wziąć szybki prysznic i jak najszybciej położyłam się do łóżka. Sama się dziwiłam, że miałam jeszcze siłę się umyć, bo byłam padnięta. Chwilę rozmyślałam o wydarzeniach z dzisiejszego dnia, o spotkaniu Michaela, o jego uśmiechu, oczach...w końcu zasnęłam z delikatnym uśmiecham na twarzy.
******
PS: Jechanie po Madonnie mile widziane xD

10 stycznia 2016

Rozdział 5. cz.1 Bo tak kończą się kłamstwa...

Witajcie kochani!
Tak jak obiecałam wrzucam dzisiaj kolejny rozdział, który jest podzielony na dwie części. Część druga pojawi się we wtorek. Zakończenie tego rozdziału zapewne Wam się nie spodoba xD Od następnej części będzie się działo obiecuję.
Zapraszam do czytania i komentowania!
********** 
Od pół godziny siedzę w kuchni i modlę się nad talerzem. Jak patrzę na to jedzenie to bierze mnie na wymioty. Nie potrzebnie wczoraj tyle piłem, ale musiałem się jakoś odstresować. Za to dzisiaj mam nauczkę, chyba więcej nie tknę alkoholu.
-Jess nie stój tak nade mną tylko lepiej daj mi jakąś tabletkę, bo zaraz łeb mi pęknie.-powiedziałem dłubiąc widelcem w jajecznicy.
-Daj to taki chiński sprzedawca jaj, a Ty już dostałeś trzy tabletki. Oszalałeś, może od razu całe opakowanie?
-A wiesz, że to całkiem dobry pomysł....-już miałem wstać, ale jedno jej spojrzenie i z powrotem usiadłem.
-Nie pajacuj tylko jedz, chciało się balować to teraz trzeba pocierpieć.
-Mówisz jak moja mama.
-I czasami tak się czuję.
-Nie przesadzaj potrafię o siebie zadbać.-wstałem z zamiarem zrobienia sobie kawy, ale no właśnie....
-Gdzie jest kawa?
-Właśnie widzę jak potrafisz o siebie zadbać.- zaśmiała się.
-Siadaj, sama zrobię bo jeszcze przypalisz wodę, albo się poparzysz.
-Daj spokój i nie naśmiewaj się ze mnie.- dodałem ze smutkiem.
-Oj nie dąsaj się tak.- zmierzwiła mi włosy- Jakie plany na dziś?
-Mam dzisiaj casting, muszę jeszcze wpaść do studia, a i wiesz jestem umówiony z Mad na kolację wieczorem, więc pomyślałem..że no wiesz...może..
-No mów!
-Wzięłabyś kilka dni wolnego?- spojrzałem na nią błagalnie.
-W sumie czemu nie, należy mi się za te męki, które z Tobą mam.- zmrużyłem oczy.
-Ze mną?
-Widzisz tu innego Jacksona?
-Och przesadzasz, nie jestem taki zły.
-No wiesz nie wiem, nie wiem Twój image mówi sam za siebie.- zaśmiałem się w odpowiedzi i dopiłem kawę.
-Widzisz więc lepiej mnie nie prowokować, because I'll really, really bad.- Jessica się roześmiała.
-Panie Bad Boy lepiej uciekaj, bo się spóźnisz na casting.
-Masz rację, cholera już 12:00. Dobra lecę pa!- wybiegłem z kuchni.
-Nie zabij się!- krzyknęła za mną. Jak najszybciej wybiegłem z domu i chwilę później siedziałem już z Georgiem w samochodzie w drodze na casting.
******
Kilka godzin później, dom Victorii...
-Hej Alex.- przywitałam się z przyjaciółką wpuszczając ją do środka.
-Cześć, Nina już jest?- spytała rozglądając się po salonie.
-Nie,pojedziemy po nią.
-To może lepiej.- westchnęła i usiadła na kanapie.
-Czemu,coś się stało?
-Pokłóciłyśmy się.- spuściła głowę- Powiedziała, że James zrobił ze mnie kurę domową i nie mam dla was w ogóle czasu. Po prostu nie chciałam iść z wami do klubu, bo Rachel ma przedstawienie w szkole i sama rozumiesz jakie to dla niej ważne i...-powiedziała po czym się rozpłakała. Przytuliłam ją od razu.
-Ej nie płacz.- mruknęłam.
-Przepraszam po prostu mam już wszystkiego dosyć. Ciągle tylko praca, dom i tak w kółko. A gdzie w tym wszystkim ja? Przecież mam dopiero 27 lat,a czuję się na 40. Nina miała rację, nie jestem na nią złą. Tą kłótnią otworzyła mi tylko oczy.- wytarła szybko łzy i podeszła do okna.
-A co na to James?- zapytałam ciekawa.
-On niczym się nie interesuję, siedzi tylko w pracy, a z domu zrobił sobie hotel.
-Posłuchaj musisz z nim pogadać. Powiedzieć co Ci leży na sercu. Znam Jamesa na pewno się zmieni, ale musisz z nim porozmawiać.
-Masz rację zrobię to jutro, dziękuję.- przytuliła mnie. Uśmiechnęłam się.
-Niema za co.
-Chyba będziemy się już zbierać co? Już 18:30.
-Okej tylko się przebiorę.- pognałam na górę.
Ubrałam moją nową, złoto-czarną sukienkę i do tego czarne szpilki. Pomalowałam się delikatnie, a włosy zaplotłam w luźnego warkocza. Ostatni raz spojrzałam w lustro i zeszłam na dół. Droga do Niny zajęła nam godzinę. Jakie było moje zdziwienie kiedy zapukałam do drzwi i nikt nam nie otworzył. 
-Co jest?- zwróciłam się do Alex.
-Może śpi?
-O tej porze?- nacisnęłam na klamkę, która ustąpiła. Powoli weszłyśmy do środka.
-Chodź do jej sypialni.- przyjaciółka pociągnęła mnie za rękę. Myślałam, że wybuchnę śmiechem kiedy zobaczyłam Ninę. Spała w poprzek łóżka z otwartymi ustami i mówiła coś pod nosem. Ale tonie było coś... gadała o Michaelu, a raczej do niego. Zaczęłyśmy się chichrać. Boże co jej się musiało śnić, biedny...Nagle zadzwonił jej budzik. Obudziła się na jego dźwięk i schodząc z łóżka zahaczyła nogą o prześcieradło przez co upadła na podłogę.
-Fuck!-podniosła się szybko i dopiero w tym momencie nas zauważyła.
-Boże! Co wy tu robicie?! Miałyście być za godzinę!- oburzyła się. Śmiałyśmy się jak opętane.
-Z czego tak lejecie?- zapytała zdezorientowana naszym zachowaniem.
-Och Michaaaael tak! Oooooooo....mhmmm... nie przestawaj!- udawałam jej głos podczas snu. Znowu wybuchłam niekontrolowanym śmiechem, a Alex zgięła się w pół podtrzymując komody. Policzki Niny natychmiast przybrały purpurowy kolor, postanowiła udawać idiotkę.
-Nie wiem o czym mówisz.- zaczęła ścielić łóżko.
-Jak to o czym? O Twoim bajecznym śnie.- poruszyłam zabawnie brwiami.
-Czemu przyjechałyście wcześniej?- zagadnęła.
-Nie zmieniaj tematu!- rzuciłam w nią poduszką z... Serio? Z podobizną Michaela?
-Łap swojego Jacksona!- wybiegłam z sypialni.
-Ty żmijo!- zaczęła mnie gonić.
******
W tym samym czasie w Epic Records...
-Quincy ja będę się powoli zbierać.- powiedziałem zakładając kurtkę.
-Okej,ja też zaraz wychodzę, gdzie się tak...- ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę.-odpowiedziałem, a do pokoju weszła Madonna.
-Cześć kochanie jesteś wreszcie, ale się za Tobą stęskniłem.-podszedłem do niej uśmiechając się szeroko.
-Witaj Mike.- uśmiechnęła się sztucznie i pocałowała mnie w usta.-Cześć Quincy.
-Cześć Mad, dobra będę leciał dzieciaki.- mrugnął do mnie porozumiewawczo- Na razie.- dodał i wyszedł nim się obejrzeliśmy.
-Coś się stało?- spytałem swojej ukochanej, patrząc na jej dziwny wyraz twarzy.
-Bo wiesz ja chciałam przełożyć naszą kolację...-spuściła wzrok.
-Ja kto przełożyć?- nie wierzyłem własnym uszom.
-No wyjazd mi się trochę przedłużył i muszę zostać w NY jeszcze tydzień.
-Co,jak to tydzień?! Żartujesz sobie ze mnie?!
-Michael nie denerwuj się. Przyleciałam żeby Ci o tym powiedzieć, a zaraz jadę do siebie żeby spakować kilka rzeczy i...- przerwałem jej.
-Rób sobie co chcesz!- wyminąłem ją i wyszedłem trzaskając drzwiami. Poszedłem do łazienki, w której obmyłem twarz zimną wodą, żeby ochłonąć. Znowu mnie wystawiła. Ile to już razy? Mam tego serdecznie dość. Podejrzewam, że nie ma dla mnie czasu, bo kogoś ma. Zsunąłem się po ścianie i ukryłem twarz w dłoniach. Siedziałem tak chyba z godzinę, nie wiedziałem co mam teraz zrobić. Wreszcie wstałem i postanowiłem, że do niej pojadę. Muszę z nią szczerze porozmawiać, musi mi wszystko wyjaśnić, nie dam się więcej zbywać. Wyleciałem jak burza ze studia i ruszyłem w stronę Beverly Hills. Droga zajęła mi niecałą godzinę. Pod apartamentem Mad zauważyłem jakiś samochód, ale nie należał do niej. Ona jeździ czerwonym cabrioletem. Gdzieś już widziałem ten samochód...chyba jednak sobie nie przypomnę. Poszedłem w stronę drzwi, nie zapukałem tylko wszedłem od razu. Usłyszałem muzykę dobiegającą chyba z sypialni. Ruszyłem do góry krętymi schodami. Uchyliłem drzwi. Nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Byłem w szoku. Nie spodziewałem się, że...
 

ciąg dalszy nastąpi wkrótce...

7 stycznia 2016

Rozdział 4. Wkurzający Jackson i poradzę sobie sam.

Witajcie kochani!
Dzisiaj rozdział krótki, ale że tak powiem tak miało być :) Wiem, że niektórzy liczą na to, że w tym rozdziale Vicki i Mike się poznają, ale bądźcie cierpliwi.
Zapraszam do czytania i komentowania!
********
W domu Victorii...
Spałam sobie spokojnie, aż tu nagle usłyszałam głośne:
-Aoowww!!!
-Cholera!-zaklęłam spadając z łóżka - Co to było?! - spojrzałam na telefon, który leżał na łóżku. No tak mogłam się domyślić. Zabiję ją kiedyś przysięgam! Moja kochana przyjaciółeczka znowu to zrobiła. Ustawiła mi budzik na 5:30, gdzie do pracy mam na10:00, a mogłabym jeszcze sobie pospać, ale nie to było najgorsze. Najgorsze było to w jaki sposób to zrobiła. Na dzwonek alarmu ustawiła mi Smooth Criminal. Chyba nie muszę mówić czyja to piosenka i jak się ona zaczyna? Też tak myślę. Przecież przez ten jego krzyk można zawału dostać. Ja nie wiem co mój brat widzi w jego piosenkach same piski, krzyki, sapanie. To jest muzyka? Tylko te "Aoowww", "Hoowww", "Heeheee","Shamone" i ot cała piosenka. Moje wspaniałe przemyślenia o Jacksonie przerwał dzwonek sms-a. Wzięłam telefon do ręki.
-„Jak tam, Michael Cię obudził? :D"
-„Spadaj małpo, jeszcze raz tak zrobisz to pójdę do tego Twojego Jacksona i powiem mu, że się w nim bujasz!"
-„Hahahaha, przecież Ty go tak nie lubisz, że do niego nawet nie podejdziesz."
-„Oj uwierz mi, że jeszcze jeden taki numer i to zrobię."
-„Trele morele. Już się tak nie wkurzaj, tylko zadzwoń do mnie bo mam sprawę."
Wykręciłam numer do Niny, po pierwszym sygnale odebrała.
-Czego?-warknęłam.
-Vicki jeszcze Ci nie przeszło?- zapytała śmiejąc się.
-Wiesz co zwale Cię o z wyra o 5 rano piskami Jacksona, zobaczymy czy Ci będzie fajnie!
-Wolałabym jękami....- zaśmiała się chytrze.
-Jesteś zboczona.
-Oj tam od razu zboczona, a Ty jesteś dziewicą z zasadami.
-Zostaw moje życie erotyczne w spokoju i zajmij się swoim.
-Z moim życiem erotycznym jest wszystko w porządku.
-Nonie wydaję mi się skoro co chwile gadasz i myślisz o jednym .-prychnęła - No co? Taka prawda, ostatnio na przykład siedzieliśmy w salonie z moim bratem i oglądaliśmy bajki, a Ty stwierdziłaś,że nie będziesz oglądać Kubusia Puchatka bo to gej i kręci z Prosiaczkiem.- zaczęła się śmiać- Potem musiałam przez godzinę tłumaczyć Max'owi kto to jest gej. Tylko jedno Ci w głowie, chyba będę musiała pogadać z Jacksonem, że za mało się stara.-odpowiedziałam z triumfalnym uśmiechem na twarzy.
-Michaela w to nie mieszaj! A tak w ogóle to zmieńmy temat, bo ja tu mam propozycję nie do odrzucenia, a Ty sobie jaja robisz.
-Zamieniam się w słuch.- poszłam do kuchni zrobić coś do jedzenia.
-Jutro jest piątek, może wybierzemy się do klubu z Alex co?
-I Jacksonem?- zaśmiałam się.
-Możesz już przestać?- chyba na serio się wkurzyła.
-Dobra,żartowałam przecież. Myślę, że to dobry pomysł tylko zadzwoń do Alex teraz, bo może ma jakieś plany na dzisiaj.
-Okej,to przyjedziesz po mnie o 20:00?
-Tak.
-To do jutra!
-Pa.-rozłączyłam się. Zapowiada się ciekawy weekend. Po zjedzonym śniadaniu poszłam szykować się do pracy. Nie było sensu kłaść się dalej spać, bo i tak bym już nie zasnęła przez tą wariatkę.
******
W tym czasie w Neverland...
Siedziałem w gabinecie i podpisywałem dokumenty, gdy nagle do pokoju wparowała wkurzona Janet.
-Cześć Jan.- podszedłem do siostry i dałem jej całusa w policzek. Wróciłem z powrotem na fotel. Zdziwiłem się kiedy Janet dalej stała w tym samym miejscu z założonymi rękami i patrzyła na mnie zabójczym wzrokiem.
-No co?- zapytałem wreszcie.
-Jajco.-usiadła naprzeciw mnie z naburmuszoną miną.
-Możesz mi łaskawie powiedzieć czym byłeś tak zajęty przez cały tydzień, że nie raczyłeś odebrać ode mnie telefonu?
-Aaaaaa o to Ci chodzi.- machnąłem ręką- Byłem....no właśnie byłem bardzo zajęty.
-Ciekawe czym.-prychnęła.
-Przyszła w jakimś konkretnej sprawie?
-Tak,jest szanowna Królowa Popu?- rzuciła z ironią.
-Od kiedy to interesujesz się moją dziewczyną?- coś czułem, że się pokłócimy.
-Po prostu martwię się o Ciebie, jesteś moim bratem.- jej twarz złagodniała. Podszedłem do okna.
-Nie masz powodu.
-Przecież widzę, że coś jest nie tak. Kiedy się ostatnio widzieliście?
-Przedwczoraj,musiała wyjechać do NY w...
-No właśnie, znowu.
-Co znowu?- odwróciłem się w jej stronę.
-Znowu Cię zostawiła.- przewróciłem oczami.
-Wyolbrzymiasz wszystko.- podeszła do mnie i złapała za ręce patrząc głęboko w oczy.
-Michael czy Ty jesteś szczęśliwy?- przez chwilę nic nie mówiłem.
-Tak...-spuściłem wzrok.
-Kłamiesz.-podniosła mój podbródek - Widzę to w Twoich oczach.- przytuliła mnie.
-Powiedz,jak mogę Ci pomóc?- coś we mnie pękło, nie wytrzymałem.
-Nie możesz mi pomóc, dajcie mi wszyscy święty spokój, mam tego dosyć!- wyrwałem się jej i wybiegłem z gabinetu trzaskając drzwiami. Dlaczego wszyscy muszą mnie pouczać?
Nie mam już 5 lat. Każdy się czepia, mnie, Mad, naszego związku. Nawet Joseph miał do mnie ostatnio pretensje, że Madonna psuje mi reputacje, robi same skandale i jak tak dalej pójdzie to sprzedaż moich płyt zmaleje. A co do tego mają moje płyty? My się kochamy. Nie rozumiem, teraz jeszcze Janet. Zamiast mnie wspierać wszyscy na mnie naskakują. Zabrałem z barku butelkę whisky i zamknąłem się w sypialni. Może to nie był dobry sposób na odreagowanie, ale musiałem odpocząć od tego wszystkiego.
*****

5 stycznia 2016

Rozdział 3. Naćpałaś się i przepraszam?

Witajcie kochani!
Dzisiaj pojawia się nowa postać i mam nadzieję wyczekiwana, a dokładniej Victoria.
Czy pozna się z Michaelem w tym rozdziale ? Zobaczcie sami :D
Rozdział miał być jutro, ale taka jedna niedobra pani kazała mi zapierdalać na bloggera i wstawić dzisiaj :D Notkę dedykuję Patrycji, to dzięki niej możecie to właśnie czytać. Ogólnie nie jestem zadowolona z rozdziału, ale końcową ocenę zostawiam Wam.
Zapraszam do czytania i komentowania.
*******

Obudziło mnie jakieś głośnie stukanie, a raczej walenie w drzwi.
-JA ŚPIĘ, NIE MA MNIE W DOMU!- wykrzyczałam i zakryłam uszy poduszkami, ale to nic niestety nie dało, bo dalej ktoś się dobijał.
-AAAGGGRRRRRRR!-wkurzona do granic możliwości poszłam otworzyć.
-No hej Vicki.- zadowolona nie wiadomo z czego Nina wparowała do środka.
-Czy Ty się dobrze czujesz?-zapytałam ledwo przytomna.
-Oczywiście wręcz świetnie, a Ty? -przymrużyła oczy- Wyglądasz strasznie.-zrobiła dziwną minę.
-Kobieto, a jak mam wyglądać o 6 rano do cholery?!
-Czego się drzesz? Jak 6 rano ? Myślałam, że już o wiele później. Oj nie złość się już, bo zmarszczek dostaniesz.- zaśmiała się.
-Możesz mi powiedzieć co się takiego wydarzyło, że obudziłaś mnie o tej porze?-zignorowałam temat zmarszczek. Poszłyśmy do salonu.
-Nie uwierzysz!
-No już nie wierzę .-usiadłyśmy na kanapie.
-Ej no.
-Dobra gadaj szybko i wypad, bo chce mi się spać.
-Posłuchaj....-aż wstała podekscytowana i zaczęła chodzić po całym pokoju- Wczoraj siedzę sobie w pracy i nudzę się jak zwykle, a tu nagle wchodzi Michael i ......
-Czekaj,jaki Michael ?
-No jak to jaki? Michael Jackson.- spojrzała na mnie jak na idiotkę. Wywróciłam oczami. Nie zrobiło na mnie to kompletnego wrażenia,bo Nina codziennie spotyka sławne osoby w końcu pracuje w wytwórni muzycznej.
-No i ?
-Najpierw normalnie ze mną pogadał i zamyślił się na chwilę, a potem spytał się czy mam chłopaka. Kumasz?!- wyszczerzyła się głupio. Zmierzyłam ją wzrokiem. Podeszłam do niej i dotknęłam ręką jej czoła. Niby nie gorące, ale....
-Co Ty robisz?
-Sprawdzam czy nie masz gorączki, albo czy się nie naćpałaś.- no bo to chyba trochę dziwne, że akurat Michael Jackson pyta się zwykłej Niny Johnson czy ma chłopaka, a co go to obchodzi?
-Oszalałaś? Mówię serio, nie wierzysz mi?
-Szczerze?-pokiwała głową.
-Nie. Idę spać, a Ty wytrzeźwiej.-rzuciłam i udałam się do sypialni. Pobiegła za mną.
-Vicki, ale ja mówię prawdę .-zatrzymała mnie i popatrzyła mi prosto w oczy.
-No dobra załóżmy, że Ci wierzę. Co z tego, że Jackson zapytał czy masz chłopaka?
-No to chyba znaczy, że mu się podobam.- mówiła z wielkim bananem na twarzy.
-A może zapytał z ciekawości. Przecież mówiłaś, że jest z Madonną.
-A Ty jesteś po mojej stronie czy Madonny?- założyła ręce na biodra.
-Oczywiście,że po Twojej, ale...
-No właśnie to mnie wspieraj, a nie Madonną się przejmujesz.
-Tylko nie podnieć się za bardzo, bo Jackson się wystraszy i ucieknie.- wybuchłam śmiechem, otworzyłam drzwi do sypialni i położyłam się do łóżka.
-Ha ha ha ha ha.- zaśmiała się sarkastycznie i rzuciła we mnie poduszką. W ten sposób rozpoczęła się prawdziwa bitwa.
*****
W studio...
-Mike nie śpij, bo Cię okradną!-wrzasnął mi do ucha Quincy, aż spadłem z krzesła.
-Chcesz żebym zawału dostał?-spytałem podnosząc się z podłogi i rozmasowując obolały tyłek.
-Tymi lepiej powiedz czemu nocowałeś w studiu?
-Och zasiedziałem się po prostu, bo pracowałem nad nową piosenką.
-To teraz jedź lepiej do domu i wyśpij się, wrócisz za kilka godzin i zobaczymy te Twoje nowe dzieło.
-Ok, tu masz tekst.- podałem mu zapisaną kartkę.
-Zmykaj mały.
-Do później.
Postanowiłem,że wyjdę tylnym wyjściem. Głupio mi spojrzeć Ninie w oczy, po tym co wczoraj wygadywałem. Mam nadzieję, że nie wzięła moich słów do siebie i nie zrobiłem jej złudnych nadziei. Wsiadłem do auta i wyjąłem swój telefon. 30 nieodebranych połączeń, no ładnie. Janet – moja mała panikara, mama, Jessica, George. Spodziewałem się jeszcze jednej osoby na tej liście. Ruszyłem w stronę Neverlandu, w którym znalazłem się szybko. Całe szczęście, że jest wcześnie rano i nie ma o tej porze korków. Gdy tylko przekroczyłem próg domu na szyję rzuciła mi się...Jess? Serio? Nie wierzę, a gdzie jest Mad?
-Michael do cholery, gdzie Ty byłeś całą noc!- zaczęła na mnie krzyczeć.
-Byłem w studiu.- wyminąłem ją i zacząłem iść schodami.
-I tylko tyle? "Byłem w studiu"? Przecież ja już chciałam na policję dzwonić.-odwróciłem się.
-Serio?-zapytałem śmiejąc się z jej wyrazu twarzy.
-I co się głupio cieszysz?-wybuchłem śmiechem, a Jess zaraz pomnie.
-Ty durniu masz więcej tak nie robić, martwiłam się.
-Tak jest mamo.-zaśmiałem się i objąłem ją ramieniem- Przecież nic mi nie jest, żyję.
-Dobra,dobra nie wymądrzaj się już tylko migiem na śniadanie, ale już.-rozkazała.
-Nie przekona Cię argument, że...- spojrzała na mnie wzrokiem mordercy.
-Okey,no już idę .- poszedłem do kuchni ze spuszczoną głową niczym dziecko, któremu właśnie zabrano cukierka. Po zjedzonym śniadaniu, przepraszam wmuszonym wziąłem prysznic. Z ręcznikiem zawiązanym na biodrach wyszedłem z łazienki. Do sypialni weszła Mad.
Nasze spojrzenia się spotkały, ale ja szybko odwróciłem wzrok. Postanowiłem ją ignorować. Chciałem ją wyminąć, ale złapała mnie za rękę.
-Przepraszam Michael.- powiedziała wtulając się w mój tors. Stałem jednak niewzruszony. Widząc to odsunęła się.
-Nie chciałam tego powiedzieć naprawdę. Przepraszam, że Cię wtedy uderzyłam, poniosło mnie. To było pod wpływem emocji...ja.....-spojrzałem na nią, a jej oczy były zaszklone -
Wybaczysz mi? Przecież wiesz, że bardzo Cię kocham.- pocałowała mnie w usta i już chciała się odsunąć, ale zacząłem odwzajemniać po czym przytuliłem ją mocno do siebie.
-Ja Ciebie też kocham. Pamiętaj o tym, nigdy nie mógłbym Cię zdradzić.
-Wiem przepraszam byłam głupia, że w ogóle o tym pomyślałam.-cmoknąłem ją w policzek.
-Idę się ubrać, poczekaj tutaj zaraz przyjdę.- pokiwała głową i usiadła na łóżku, a ja zniknąłem za drzwiami garderoby. Ubrałem granatową koszulę i czarne przykrótkie spodnie. Wróciłem do sypialni.
-Wiesz co kochanie, wpadłam na pomysł.- powiedziała do mnie moja ukochana przeglądając jakieś czasopismo. Położyłem się obok niej.
-Jaki?
-Wyjeżdżam dzisiaj dokończyć nagrywanie teledysku do Nowego Jorku na trzy dni,a jak wrócę czyli w piątek zrobię dla nas romantyczną kolację i spędzimy ten wieczór razem co Ty na to?- przytuliła się do mnie- Sam na sam.- dodała całując mnie namiętnie.
-Myślę,że to dobry pomysł.- uśmiechnąłem się na myśl spędzenia wspólnego wieczoru.
-Noto jesteśmy umówieni. Jakie masz plany na dziś?- zapytała bawiąc się moimi lokami.
-Właśnie chciałem jechać do studia, ale....
-To świetnie! Pojedziemy razem. Czekam na dole.- zeszła z łóżka i wyszła. Westchnąłem głęboko, poleżałem chwilę i również zszedłem na dół. Nim się obejrzeliśmy byliśmy w studiu. Poszedłem od razu do Q, zabraliśmy się do roboty i znowu pracowaliśmy do późna.