15 maja 2016

Rozdział 26 cz 1. Jestem w ciąży....

Witam kochani! :D
Pewnie zastanawia Was tytuł rozdziału xD Ciekawe kto tam jest w ciąży nie? :D Nie powiem, ale zaraz się dowiecie. Jak zauważyliście rozdział jest podzielony, bo jak bym miała go nie dzielić to...pół dnia byście go czytali xD poza tym muszę się porządnie mhmm przygotować? XD do następnej części, ale o co chodzi dowiecie się za tydzień - mam nadzieję, że dłużej mi to nie zajmie, ale jak wiecie ze mną nigdy nic nie wiadomo :)
Zapraszam do czytania i komentowania! 
*******
Weszłam do domu ściągając w holu niewygodne szpilki, a torebkę zostawiłam na komodzie. Byłam zmęczona, ale szczęśliwa. To chyba najważniejsze, aby czerpać przyjemność ze swojej pracy. Z salonu dobiegały jakieś śmiechy, jeden rozpoznałam należał do mojego ukochanego. Drugi zaś do jakiejś kobiety i chyba już wiedziałam jakiej. Powolnym krokiem ruszyłam w kierunku salonu. Zobaczyłam rozbawioną parę siedzącą na kanapie.
-Nie przeszkadzam?- oparłam się framugę.
-O kochanie jesteś już.- Michael podszedł do mnie i pocałował soczyście w usta.
-A Ty nie za wcześnie wróciłeś?
-Nie, dzisiaj ja popracuję w domu. Od rana chodzi mi po głowie...
-Ej no ja też tu jestem!- odezwała się moja przyjaciółka podchodząc do nas.
-No chodź tu małpo.- rozłożyłam ramiona, jak zwykle wyściskała mnie z całych sił.

-A Ty co tu robisz?
-To ja pójdę, a wy sobie pogadajcie.
-Nie Michael zostań, bo muszę wam coś powiedzieć. Właśnie głównie po to tu przyjechałam.- była strasznie podekscytowana.
-No to mów.- wzruszyłam ramionami, zachowywała się dziwnie. Znaczy Nina zawsze zachowuje się dziwnie, ale dzisiaj...
-Lepiej usiądźcie.
-Zaczynam się bać.- zaśmiałam się.
-Chyba nie masz czego.- usiedliśmy w końcu.
-Dostałaś awans, że tak się szczerzysz?
-Tsaa awans, w tej...- spojrzała na Michaela.
-Spokojnie jak powiesz prawdę to przecież nie zwolnią Cię przeze mnie.
-Och Vicki mówiłam Ci, że masz wspaniałego chłopaka?- zaśmiał się.
-Ej nie rozpędzaj się.
-Po prostu mam świetny humor.
-No widzimy, ale powiedz w końcu co się takiego wydarzyło.- wzięła głęboki wdech.
-Jestem w ciąży!- nie wiedziałam co powiedzieć. Dosłownie mnie zatkało. Siedziałam tak nieruchomo i ocknęłam się dopiero kiedy zobaczyłam jak Michael jej gratuluje.
-To wspaniale.- powiedziałam bez entuzjazmu przytulając ją.
-Który już miesiąc?- Michaelowi od razu zaświeciły się oczy. Nie, żebym nie cieszyła się z błogosławionego stanu Niny, ale...jakoś nie cieszy mnie to tak jak ją. Nie wiem dlaczego po prostu...jej zazdroszczę? Wiem to chore.
-Drugi.- pogładziła się po brzuchu.
-Stefano pewnie skacze z radości.- uśmiechnęłam się.
-No właśnie jeszcze nie wie...dopiero co wróciłam od lekarza, żeby potwierdzić czy rzeczywiście jestem w ciąży. Wy dowiedzieliście się pierwsi.
-To trzeba to jakoś uczcić.
-A Ty chyba jeszcze nie skończyłeś pracy na dziś.
-Mówię ogólnie uczcić.
-Jak tylko Alex wróci z wycieczki na pewno się spotkamy. No gołąbeczki teraz tylko wy nam zostaliście.
-Co masz na myśli?- udawałam idiotkę.
-No ja jestem w ciąży, Alex ma Rachel, a wy jakoś dalej nic. Michael na co Ty czekasz?
Ładuj naboje i do boju.- zaśmiali się. Mi jakoś nie było do śmiechu.
-Nie musisz się martwić, mamy wszystko pod kontrolą.- puścił mi oczko.
-Ooo czy ja o czymś nie wiem?
-Nie, wiesz tyle ile musisz.- burknęłam.
-Michael telefon w gabinecie dzwoni!- krzyknęła Jessica stojąca na schodach.
-Przepraszam was.- wstał i wyszedł.
-A Ty co okres masz?- wywróciłam oczami.
-Wiedziałam!- rzuciła śmiejąc się.
-Nie mam okresu, po prostu mnie wkurzasz czyli nic nowego.
-Czym ja Cię niby wkurzam? Prawdę powiedziałam. Durna jesteś wiesz? Ja nie wiem na co wy tak uparcie czekacie, znaczy Ty czekasz, bo Michael to pewnie już dawno chciał, ale Ty...kurde cnotka Orleańska.- prychnęła.
-Ale Michael jest wyrozumiały i nie naciska w przeciwieństwie co do niektórych.
-No aż mi go żal. Najpierw był z tą szmatą, która powiedzmy sobie szczerze, ale dupy nie urywa. W ogóle to się dziwię, że w niej moczył, bo jak ja bym była facetem to bym jej kijem przez szmatę nie dotknęła. A potem co? Dwa lata na ręcznym jedzie. I Ty myślisz, że ile on jeszcze tak pociągnie?- wybuchłam śmiechem.
-I z czego rżysz?
-No, bo mówisz to z takim przejęciem jakby był co najmniej śmiertelnie chory, a ja miałabym dla niego magiczne lekarstwo.
-Ja bym na Twoim miejscu przeszukała jego szafeczki.
-Po co?
-No na pewno znajdziesz tam jakieś świerszczyki i kasety.
-Nie przesadzaj, Michael taki nie jest.
-Ten Twój Michael, który wygląda jak aniołek jest przede wszystkim facetem.
-Nie miej do mnie pretensji, bo tak się ciągle jakoś składa, że wszyscy nam przerywają, a jak chciałam ostatnio to zrobić to jemu zachciało się oglądania bajek...- zaczęła się chichrać.
-O Boże serio? To trzeba było mu zrobić bajkę, ale w łóżku.
-Już Ci mówiłam nie martw się o nasze sprawy. Wszystko jest jak w najlepszym porządku.- kogo ja chciałam oszukać?
-Zobaczymy niedługo. Dobra będę się już zbierać, eh trochę się denerwuję.
-No co Ty. Nie masz czego, Stef na pewno się ucieszy.- przytuliłam ją.
-Dziękuję.
-Nie ma za co i daj znać jak Ci tam z nim poszło.- uśmiechnęłam się. Odprowadziłam ją do drzwi i poszłam do kuchni coś przekąsić.
-Michael coś dzisiaj jadł?- spytałam Jess, która myła naczynia.
-Tak, spokojnie pilnuję go.
-To dobrze, a kto do niego dzwonił?- usiałam przy stole.
-Ktoś tam ze studia.
-A Jerm jest w domu?
-Tak u siebie z jakimś kolegą. Matko kiedy on się stąd wyprowadzi?- spojrzała na mnie.
-Został tydzień.- westchnęłam. Tak też już go miałam dość, a zwłaszcza jego bezczelnego zachowania w moim i Michaela stosunku. Żałuję, że tak go broniłam, myślałam po prostu, że chce wszystko naprawić.
-Jak mnie wkurzy to sama go wywalę na zbity pysk. A Ty co taka dziwna?
-Ja? Wydaję Ci się.
-No widzę przecież.
-Jestem zmęczona i...głodna.- to w sumie była prawda.
-O i to rozumiem. Zaraz odgrzeję Ci obiad.
-Daj spokój, zjem jakieś jabłko i...
-Nawet mnie nie denerwuj.
-No dobrze tylko nie nawal mi całego talerza, tyle to nawet Michael by nie zjadł.
-Wyście to się dobrali.- prychnęła na co się zaśmiałam.
*****
Słysząc dzwoniący telefon odłożyłam laptop, który leżał na moich kolanach i szybko odebrałam.
-Halo?
-I co myślałaś, że dam Ci spokój?- znieruchomiałam na dźwięk tego głosu. Po chwili usłyszałam szyderczy śmiech Sebastiana. Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego słowa.
-No to się myliłaś. Jackson tym razem Cię nie obroni.
-Odczep się w końcu ode mnie!
-Ja bym na Twoim miejscu uważał. Jeszcze będziesz moja.
-Nigdy...po moim trupie.- powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
-A właśnie jak już jesteśmy na temacie trupów...To, że mieszkasz w Neverlandzie nie znaczy, że jesteś bezpieczna. Ja mam dostęp wszędzie i do wszystkich...-przerwałam mu natychmiast.
-Spierdalaj White!- rozłączyłam się nim zdążył cokolwiek powiedzieć. Skąd on ma mój numer? Regularnie go zmieniam, to niemożliwe...Myślałam, że dał mi już spokój. Nawet tutaj nie mogę być bezpieczna. Gdzie jest tylu ochroniarzy, są kamery, przede wszystkim jest Michael i ja nie jestem bezpieczna. Właśnie Michael...Wybiegłam z naszej sypialni i wparowałam do jego gabinetu, ale zostałam tam tylko stertę papierów na biurku. Przeszukałam całe piętro, ale nigdzie go nie znalazłam. Przecież miał być w gabinecie i pisać piosenkę. Zaczęłam się poważnie martwić. Może jest na zewnątrz, w wesołym miasteczku, albo zoo? Ruszyłam w stronę schodów, ale przechodząc obok pokoju Jerma, zatrzymałam się. Może on go widział? A co mi tam, zapytam się. Zapukałam, a po chwili usłyszałam głośne „proszę!”. Weszłam od razu. Leżał na łóżku i oglądał telewizję czyli nic nowego. Na mój widok uśmiechnął się.

-Ooo no proszę kto postanowił mnie odwiedzić.
-Nie przyszłam Cię odwiedzić tylko zapytać czy wiesz gdzie jest Michael?
-Widziałem jak wchodził do biblioteki.- no tak...przecież tam nie sprawdzałam.
-Dzięki.- już chciałam wyjść, ale mnie zatrzymał.
-Czekaj, gdzie się tak spieszysz? Michael nie zając nie ucieknie.- zaśmiał się, chociaż nie wiem co było w tym śmiesznego- Mam wrażenie czy Ty mnie unikasz?
-Dobre masz wrażenie.- odpowiedziałam od razu.
-Ładnie dzisiaj wyglądasz.- zmierzył mnie wzrokiem po czym podszedł, blisko...za blisko.
-Już mówiłam, że nie ruszają mnie Twoje teksty, możesz je sobie wsadzić...
-...no fakt nie jesteś taka łatwa jak mi się wydawało.- myślałam, że się przesłyszałam. Zrobiłam zamach, żeby uderzyć go w twarz, ale złapał mnie za nadgarstek.
-Ja bym się zastanowił czy na pewno chcesz to zrobić.
-Jesteś bezczelny!
-Nie, po prostu szczery.- wyrwałam swoją dłoń.
-Jesteście siebie warci Ty i Madonna! Co ona od razu wskoczyła Ci do łózka nie? Nie musiałeś się za bardzo wysilać. Dziwka pozostanie dziwką, ale nie myśl, że ze mną tak będzie.
-Jeszcze zobaczymy kotku.- uśmiechnął się zadziornie.
-W każdej chwili możesz stąd wylecieć. Wystarczy moje jedno słowo.
-Nie wiedziałem, że Michael jest takim pantoflarzem.- myślałam, że mu przywalę.
-Nie jest pantoflarzem, po prostu widzi co robisz. I wystarczy Twoja jedna głupia akcja i możesz zapomnieć o bracie i mieszkaniu tutaj więc lepiej uważaj i ode mnie też radzę Ci się odczepić.- przybliżył swoją twarz do mojej.
-Nie poddam się tak łatwo.- wyszeptał mi do ucha kładąc rękę na moim biodrze. Odepchnęłam go z całej siły i wyszłam trzaskając drzwiami. Boże co za kretyn! Żałuję, że tak go broniłam. Jak mogłam być tak głupia i myśleć, że się zmienił? Niestety, ale przekonywający to on potrafi być. Cała nabuzowana szybkim krokiem udałam się do
biblioteki. Wparowałam tam bez pukania.
-Michael Twój brat...- urwałam widząc ukochanego, który na dźwięk mojego głosu aż podskoczył. Mało tego za plecami coś chował, przypominało mi to jakieś gazety. Zmarszczyłam czoło i podeszłam do niego.
-Co znowu zrobił mój kochany braciszek?- powiedział z sarkazmem.
-Co tam chowasz?- spytałam podejrzliwie.
-Nic.- wzruszył ramionami.
-A ja coś widziałam. Nie udawaj debila.
-A takie tam bzdety.- machnął ręką. 
-Skoro to takie bzdety to chyba możesz mi je pokazać?- spuścił głowę. Szybkim ruchem wyrwałam mu te magazyny. Usiadłam na fotelu i zaczęłam je przeglądać. Już chyba bym wolała, żeby to były świerszczyki. Niby normalne gazety, gdyby nie te nagłówki i zdjęcia.
-Czy to nowa kochanka Jacksona, a może wreszcie postanowił wydorośleć i założyć rodzinę?...Ewidentnie widać, że nowa dziewczyna Michaela Jacksona jest z nim tylko dla zrobienia kariery w show biznesie. A może łączą ich tylko stosunki seksualne? Jacko jest znany z traktowania kobiet na jedną noc, a jego każdy pseudo związek kończył się klapą. Czyżby piosenkarz nie spełniał wygórowanych wymagań swoich partnerek?...Michael zmienia dziewczyny jak rękawiczki. Najpierw Brooke Shields czyli młodzieńcza miłość, później znalazł pocieszenie u boku Oli Ray, następnie Madonna, która do dzisiaj nie może się pozbierać po zdradzie narzeczonego, Tatiana Thumbtzen czyli kolejny romans i zabawa pana Jacksona, który lubi grać na uczuciach kobiet. Teraz spotyka się z Victorią Lancaster. Czy ten idealny związek przetrwa? Najpierw przyjaciele, a teraz zakochana po uszy w sobie para, chodzą nawet pogłoski, że Victoria jest w ciąży, ale niestety nie z Michaelem...- nie wierzyłam własnym oczom. Spojrzałam na Michaela, który miał twarz schowaną w dłoniach. Co to ma być?! Jaka ciąża?!
-Po cholerę czytasz te szmaty?!- rzuciłam w niego tymi gazetami. Podeszłam do okna, które otworzyłam na oścież. Musiałam ochłonąć.
-Chciałem tylko...
-...no co chciałeś?! Boże ja Cię nie rozumiem. Czytasz najpierw artykuły tych hien, a potem płaczesz, bo nikt Cię nie rozumie i o wszystko oskarża!
-Vicki przestań...- podszedł szybko do mnie i chciał przytulić, ale się odsunęłam.
-A może Ty też uważasz, że jestem z Tobą dla kasy co?- odwrócił głowę i milczał. Byłam w szoku. Poczułam ukłucie w klatce piersiowej. Jak on mógł?
-Aha rozumiem. Skoro wierzysz w te plotki to nie mamy o czym rozmawiać.- wyminęłam go i pobiegłam do sypialni. Byłam wściekła i rozgoryczona. To znaczy, że mnie nie kocha, że to wszystko co między nami było...to fikcja? Nawet nie wiem kiedy po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Słyszałam jak za mną biegnie, ale zdążyłam wpaść do sypialni i zamknąć drzwi na klucz. Zsunęłam się po ścianie i zakryłam twarz.
-Victoria otwórz! To nie tak jak myślisz, daj mi to wytłumaczyć proszę.- nie miałam zamiaru go słuchać.
-Jak nie otworzysz to wyważę drzwi!- prychnęłam.
-To sobie wyważaj!
-Proszę bardzo!- tak jak obiecał tak zrobił. Uderzył w drzwi z ogromną siłą, które połamały się na pół. Nie sądziłam, że będzie do tego zdolny. Odrzucił kawałek drewna, które jeszcze przed chwilą robiło za drzwi i ukucnął obok mnie. Starałam nie dać po sobie poznać, że zrobiło to na mnie wrażenie.
-Wysłuchaj mnie błagam.
-Daj mi spokój.- warknęłam.
-Nie dam Ci spokoju dopóki mnie nie wysłuchasz.
-Przecież jestem z Tobą tylko po to, żeby zrobić karierę w show biznesie po co chcesz mi się w ogóle tłumaczyć?- zakpiłam.
-Nie prawda. Kochasz mnie, a ja kocham Ciebie. Nie milczałem dlatego, że wierzę w te plotki tylko dlatego, bo było mi głupio. Miałaś rację we wszystkim...jestem idiotą, że ciągle
czytam te gazety. To była ciekawość, ta cholerna ciekawość.
-I co czujesz się już lepiej po zaspokojeniu ciekawości?- syknęłam.
-Nie, nie czuję się lepiej. Czuję się jeszcze gorzej. Nie chcę żebyś przeze mnie płakała.- otarł moje łzy kciukiem- Przepraszam już więcej tego nie zrobię. Wyrzucę wszystkie brukowce jakie tylko mam, nawet nie będę oglądać telewizji tylko mi wybacz.- spojrzał mi głęboko w oczy. Nie umiałam się na niego długo gniewać.
-Jesteś kretynem...- zrezygnowany chciał wyjść, ale w ostatniej chwili złapałam go za rękę.
-...ale Cię kocham.- jego kąciki ust momentalnie się podniosły.
-Jeszcze raz przepraszam.- wziął mnie na ręce i zaczął kręcić wokół własnej osi- Mam po prostu odchyły jak każda sławna osoba i niestety musisz ze mną wytrzymać.- zaśmiałam się. Postawił mnie na ziemi.
-Nie sądziłam, że aż takie odchyły.
-Uwierz ja też nie...-wybuchnęliśmy śmiechem.

-Chciałaś mi coś powiedzieć o Jermainie?
-Yyyy nie to już nie ważne.- machnęłam ręką uśmiechając się sztucznie.
-Na pewno?
-Tak.
-To co obejrzymy może coś?
-A co z...- wskazałam na delikatnie mówiąc zepsute drzwi.
-Nie przejmuj się, rano będą już nowe.
-Powinieneś je teraz naprawić.
-Nie mam takich zdolności, ale za to mam inne.
-Ty masz w ogóle jakieś zdolności?- zarzuciłam mu ręce na kark.
-Nawet mogę Ci zaprezentować.
-W takim razie czekam.- uśmiechnął się po czym pocałował mnie namiętnie. Oderwałam się od niego.
-Tak to każdy potrafi.- rzuciłam obojętnie. Postanowiłam go sprowokować.
-Taaak?
-Mhmm.
-Ciekawe czy tak też każdy potrafi.- pchnął mnie lekko na komodę.
-Jaka brutalność panie Jackson.
-Ty mnie jeszcze nie widziałaś brutalnego.
-Chętnie zobaczę.
-Nie chcesz zobaczyć. -rzucił z uśmiechem. Podszedł do mnie powoli. Chwycił mnie stanowczo w tali i zaczął całować, najpierw delikatnie, ale z każdą chwilą zaczął to robić zachłanniej. Przejechał swoim językiem po mojej dolnej wardze przez co delikatnie ją rozchyliłam, a jego język znalazł mój. Jeszcze nigdy tak mnie nie całował, ale podobało mi się to. Z taką delikatnością i dzikością zarazem. Przycisnął mnie mocniej do siebie. Dobrze, że siedziałam na komodzie, bo powoli rozpływałam się pod wpływem jego dotyku.
Poczułam jak mój telefon wibruje mi w spodniach.
-Co tak wibruje?- oderwał się ode mnie. Zaśmiałam się, wyciągnęłam telefon i odebrałam nie patrząc kto dzwoni.
-Tak słucham?- rzuciłam z uśmiechem.
-Skarbie dlaczego się rozłączyłaś?- uśmiech momentalnie zszedł z twarzy, a pojawił się strach. Spojrzałam na Michael, który nie wiedział co się dzieje.
-Daj mi spokój!- krzyknęłam i z impetem rzuciłam telefon na komodę. Rozdrażniona usiadłam na łóżku i złapałam się za głowę.
-Kto to był?- Michael usiadł obok mnie.
-Sebastian...- mruknęłam.
-Co?!
-Błagam nie denerwuj się.- przytuliłam się do niego, westchnął głęboko.
-Długo do Ciebie wydzwania?
-To był już drugi raz dzisiaj. 
-Co Ci mówił?
-Że w końcu będę jego i nawet Ty mnie nie obronisz, i że nie jestem bezpieczna. Michael...boję się.
-Nie masz czego, załatwię to. Obiecuję, że nic Ci nie zrobi. Nie pozwolę Cię skrzywdzić.- pogłaskał mnie po włosach.
-Ale ja się boję o Ciebie.- ścisnęłam skrawek jego koszuli.
-Mnie tym bardziej nic nie zrobi. Pożałuje, że się w ogóle urodził.- poczułam jak napina mięśnie.
-Nie rób tylko nic głupiego.
-Nic się nie martw. Kocham Cię.- pocałował mnie w czoło.
-Ja Ciebie też.- zamknęłam oczy i napawałam się jego bliskością.
 ******
2 dni później...
-Michael czy Ty jesteś tego pewny?- Janet dalej nie była przekonana co do mojego pomysłu, a raczej decyzji, od której zależało wiele w moim życiu.
-Oczywiście, że tak.- chodziłem podekscytowany po całym gabinecie.
-Wiesz, że ja lubię Victorię, ale powinieneś się dobrze zastanowić. Najpierw robisz, a potem myślisz. Nie chcę żebyś podejmował takie decyzje pochopnie.
-Posłuchaj ostatnio mało przez moją głupotę jej nie straciłem. Jestem pewien i nie muszę więcej się zastanawiać. Kochamy się i to chyba normalne, że chcę to w końcu zrobić.
-Och no nie nerwicuj się tak. Po prostu się martwię. W Mad też byłeś zapatrzony jak w obrazek.
-Błagam nie wspominaj mi o tej...kobiecie.- stanąłem w miejscu- Nie psuj mi humoru. Madonna dla mnie nie istnieje, nie znam w ogóle takiej osoby. Nie rozumiem, czemu wszyscy mi ciągle o niej przypominacie. Tak wszyscy chcą żebym do niej wrócił czy co?
-Nie, przypominają żebyś już nigdy nie popełnił takiego błędu.
-Nie martw się nie popełnię. Wiem, że byłem kretynem, a ona to wykorzystała, ale Victorii jestem pewien, ufam jej. To jak pomożesz mi czy mam poprosić Jess?
-No oczywiście, że pomogę. O której po nią jedziesz?
-Za dwie godziny.
-Mamy mało czasu. Chociaż pokaż mi to cudo.- zaśmiałem się i pociągnąłem ją za rękę do sypialni.
*******
Weszłam do gabinetu i zobaczyłam, że ktoś siedzi na moim krześle, ale odwrócony jest w stronę okna. Wystarczyła mi ta burza kruczoczarnych loków i już wiedziałam kto to.
-A pan nie pomylił czasami biura?- spytałam zakładając ręce na piersiach. Zaśmiał się.
-Nie, o ile mi wiadomo pracuje tu taka piękna pani.
-A jak ma na imię? Może panu pomogę.- wstał i podszedł do mnie.
-Victoria zna ją pani?
-Chyba dobrze pan trafił. 
-Witaj kochanie.- pocałował mnie w usta. 
-To jak gotowa?
-Tak wezmę tylko torebkę. Myślałam, że będziesz czekać w samochodzie. Na coś się umawialiśmy.- chwyciłam torebkę w rękę. Poczułam jak obejmuje mnie od tyłu.
-Ja nie pamiętam żebyśmy się na coś umawiali.- wyszeptał.
-No tak, Ty nigdy nie pamiętasz takich rzeczy, a raczej nie chcesz pamiętać. To gdzie jedziemy?
-Niespodzianka.- przewróciłam oczami. A czego ja się spodziewałam? Złapał mnie za rękę i wyszliśmy z biura. O dziwo nikogo nie spotykając po drodze.
-Powiesz mi chociaż czy długo będziemy jechać?- spytałam kiedy byliśmy już w samochodzie.
-Bardzo długo.
-To ja idę spać, włącz radio i obudź mnie jak już dojedziemy.
-I coś jeszcze pani sobie życzy?
-Możesz dać mi ewentualnie buzi i na razie mi wystarczy.- zaśmiał się i spełnił moją prośbę. Zamknęłam oczy i ułożyłam się wygodnie, usłyszałam muzykę w radiu.
-Boże...wyłącz tego Jacksona, bo już przereklamowany jest. Ileż można go słuchać? To aż uszy puchną.- znowu się zaśmiał, mało tego podgłośnił.
-Menda.- mruknęłam.
-Też Cię kocham.
-A spadaj.
-Na razie nie mogę, bo prowadzę.
-To bądź już cicho, bo chcę spać.
-A może ja chcę porozmawiać?
-Pogadaj sobie do radia, bardzo Cię lubi jak widać. Daleko jeszcze?
-Jedziemy dopiero 10 minut. Nie jest Ci za zimno?
-Troszeczkę.- po chwili poczułam na sobie coś ciepłego i miękkiego. Otworzyłam jedno oko.
-Jaki Ty kochany dzisiaj jesteś.
-Zawsze jestem, tylko mnie nie doceniasz.
-Zawsze Cię doceniam. Wyłącz te jego piski i mi lepiej zaśpiewaj kołysankę.- nie odpowiedział tylko zaczął śpiewać. Mówiłam już, że kocham I Just Can't Stop Loving You? To teraz mówię. Nie wiem jak to robił, ale jego głos był bardzo usypiający. Chyba nawet nie zdążył dojść do refrenu, a ja już smacznie spałam. 
*******
Kiedy dojechaliśmy na plażę był już wieczór, a do tego piękny zachód słońca, idealnie. Tak jak chciałem. Wyciągnąłem kluczyk ze stacyjki i spojrzałem na moją ukochaną. Tak słodko spała, że nie chciałem jej budzić, ale musiałem.
-Vickuś kotku wstawaj.- nachyliłem się nad nią i pocałowałem w policzek. Otworzyła zaspane oczy.
-Jesteśmy na miejscu?
-Tak.
-To dobrze, tyłek mnie już boli od tego siedzenia.- zaśmiałem się.
-Mogę Ci wymasować.- wyszczerzyłem się.
-Erotoman.- skwitowała.  
 
-Od razu erotoman. To tylko masaż, ale później będzie czas na takie rzeczy. Teraz chodź.- wyszliśmy z auta. Chwilę później spacerowaliśmy brzegiem morza trzymając się za ręce. Spojrzałem na Victorię. Wyglądała bardzo pięknie. Znaczy zawsze wygląda pięknie, ale teraz...Wiatr rozwiewał jej długie włosy, słońce oświetlało jej słodką twarz i ten piękny uśmiech, w którym zakochałem się na zabój.
-Zmierzamy w konkretnym kierunku?

-Tak.- uśmiechnąłem się delikatnie. Byłem trochę zdenerwowany, pomimo że nie było tego po mnie widać. Bałem się, że się nie zgodzi. Że może ją wystraszę, a może nie jest jeszcze gotowa. Po prostu ją kocham, wiem że to miłość na całe życie. I na co mam czekać?
-Michael?
-Tak?
-Coś się dzieje?
-Nie, dlaczego?
-Dziwnie się zachowujesz od rana.- powiedziała niepewnie. Kurcze zaczęła coś podejrzewać, odchrząknąłem.
-Wydaję Ci się.
-Ale na pewno, bo...  
 -...o jesteśmy na miejscu.- zaczęła się rozglądać, a po chwili stanęła jak wryta w ziemię z podziwem wymalowanym na twarzy. Po tej części plaży było więcej skał, dużo złotego piasku, morze było koloru turkusowego, a zachodzące słońce dawało romantyczny klimat. Koce, zapalone pochodnie, szampan, truskawki...wszystko tak jak miało być. Spojrzałem niepewnie na Victorię.

 
-Tu jest wspaniale...nie wiem co powiedzieć.- wyszeptała rzucając mi się na szyję. Uśmiechnąłem się.
-Cieszę, że Ci się podoba.- przełknąłem ślinę i odsunąłem się delikatnie.
-Mike co jest?- teraz albo nigdy. Tylko, żeby się zgodziła. Złapałem ją za dłoń i uklęknąłem.
-Ale...co..Ty...- zakryła usta ręką. Wyjąłem z kieszeni czerwone pudełeczko i otworzyłem je.
-Może nie jestem idealnym kandydatem. Brak mi paru centymetrów...We wzroście. Jestem dosyć kościsty, wybredny i w ogóle...Wiele razy się kłóciliśmy, ale to się zmieni. Jeśli tylko powiesz jedno króciutkie słowo, sprawię, że poczujesz się lepiej niż Afrodyta. Mówię to ja - Twój Hefajstos. Wyjdziesz za mnie, moja bogini?- cały czas patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Próbowałem cokolwiek wyczytać z jej twarzy. Czułem się jakby serce miało wyskoczyć mi z piersi, a Vicki dalej stała nie mogąc wydobyć z siebie słowa.
-Nie tego się spodziewałam...
                                
                                                                                                     ciąg dalszy nastąpi wkrótce....

********
I co zatkało kakao? :D Bolą mnie plecy, chce mi się spać, ale jestem szczęśliwa, że dałam radę skończyć ten rozdział. Jak myślicie, że Victoria się zgodzi? (ja już wiem, tak jeszcze kilka godzin temu sama nie wiedziałam xDD). Teraz wiecie jak to jest, gdy ktoś przerwie Wam w najlepszym momencie. Niestety co będzie dalej dowiecie się za tydzień, a uwierzcie, że będzie się działo to mogę Wam zagwarantować. Pewnie niektórzy uznają, że Michael chyba na głowę upadł. Są ze sobą zaledwie trzy miesiące, a ten się już oświadcza. Dla mnie to idealny moment :) Czekam na Wasze wszystkie szczere opinie. Proszę też anonimków o pozostawienie po sobie śladu, dla mnie to naprawdę ważne :) Przepraszam za błędy, sprawdzałam, ale jak widzicie jest późno więc możliwe, że coś przeoczyłam. Tak wiem też, że rozdział dupy nie urywa, ale cóż...starałam się :D
PS: Martynko słońce Ty moje XD dziękuję Ci za pomoc, za te zajebiste oświadczyny, takie w stylu mojego Michaela :****
Dobranoc <3

9 maja 2016

Rozdział 25. Tiffany i wujek Slash.

Witajcie kochani! :)
Jak dobrze mieć tydzień wolnego od szkoły, ale niestety to co dobre szybko się kończy :D Nie wstawiłam rozdziału przez cały tydzień, za co przepraszam, ale sami rozumiecie, inni sobie jeżdżą po świecie, do jakiejś tam Francji xD a Basia wolała kisić się w domu i leniuchować :D O tak wypoczęłam, w końcu i postanowiłam aż tak Was nie zaniedbywać więc uraczę Was o to tym rozdziałem. Jakbym miała ocenić to jest on raczej wesoły. Ogólnie to ja mam w naturze tłumaczenie się z rzeczy, z których nawet nie muszę, ale lubię jak wszystko jest wyjaśnione :) Oczywiście dziękuję serdecznie za wszystkie komentarze pod ostatnią notką <3 Ach od czego by tu zacząć? Niech będzie, że o rozmowie o dzieciach w poprzednim rozdziale. Jak wszyscy wiemy nasz Michael miał obsesję na punkcie dzieci w dobrym tego słowa znaczeniu. Kochał je i bardzo pragnął mieć swoje. Stwierdziłam, że rozmowa na taki temat jest jak najbardziej normalna. MJ chce wiedzieć na czym stoi więc otwarcie dał do zrozumienia Vicki, że bardzo chciałby mieć dzieci. Przecież wiadomo, że nie teraz, od razu xD ogólnie...to było ogólnie. To, że nie uprawiali ze sobą seksu nie znaczy, że nie mogą porozmawiać o planach na przyszłość. Do tego Michael zaczynając ten temat dał do zrozumienia Victorii, że ma co do niej poważne plany, no bo przecież z byle kim dziecka by nie chciał. Co do Jerma to nawet nie wyobrażacie sobie jak mi się trudno piszę, że MJ mu wybaczył. Po prostu ciągle klnę jak piszę o tej miłości braterskiej, bo to wszystko jest wbrew moim zasadom. Mam taką ochotę wywalić Jerma na zbity pysk z tego opo, ale no na razie nie mogę tego zmienić, ale pocieszę Was już niedługo coś się wydarzy ;) Aaa zapomniałam jeszcze na początku wspomnieć! Ja zaraz kończę naprawdę :D po przeczytaniu po raz kolejny poprzedniego rozdziału stwierdziłam, że chyba trochę przegięłam z TYMI scenami XD taaak najpierw w łóżku, potem w samochodzie. Za dużo chyba tego miziania i kiziania co? XD Powiedzcie szczerze. Jeszcze pół roku temu opisując zwykły pocałunek chciało mi się rzygać tęczą :D achhh co ta miłość z nami robi xD
Zapraszam do czytania i komentowania!
*****
Wchodząc w piątkowy poranek do kuchni doznałam szoku. A może to po prostu zmęczenie i mam zwidy? Otworzyłam szerzej oczy. To raczej nie zwidy...Oparta o blat stała jakaś młoda kobieta. Była dość skąpo ubrana, bo miała na sobie tylko wyzywającą bieliznę i męską koszulę na ramionach. Zawiązałam swój satynowy szlafrok. Kiedy mnie dostrzegła odstawiła szklankę z sokiem i uśmiechnęła się do mnie. O co tu chodzi?

-Hejka.- rzuciła jakbyśmy były dobrymi koleżankami.
-Przepraszam kim pani jest?
-Tiffany.- podeszła do mnie, wystawiając rękę. Widząc, że nie mam zamiaru jej uścisnąć zabrała ją.
-A co pani tu robi? Bo ja tu mieszkam i za bardzo...
-...jestem znajomą Jerma.- przerwała mi. No tak wszystko jasne. Już zaczęłam podejrzewać Michaela, że może on z nią...wiem nie powinnam tak myśleć, ale to pierwsze co przyszło mi do głowy.
-Kochanie wszędzie Cię szukałem...- usłyszałam głos Michaela, który urwał w połowie zdanie, gdy tylko nas zobaczył. Zatrzymał się w progu i zmierzył tą całą Tiffany wzrokiem po czym spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Co tu się dzieje i kim jest ta kobieta?
-Nooo znajoma Twojego brata.
-No nie...tego już za wiele.- wkurzył się, czyli tak jak myślałam- Jermaine, chodź tu!- wydarł się na cały dom. Po chwili pojawił się w kuchni.
-Boże nie drzyj się tak, bo łeb mi pęka po wczorajszej imprezie. O widzę, że się już poznaliście.- był w samych bokserkach, jego włosy były zmierzwione, a na szyi dostrzegłam ślady po malinkach.
-Możesz nam wytłumaczyć co ta kobieta tu robi?- zwróciłam się w jego stronę.
-Aaa to długa historia.
-Mamy czas.- Michael nie miał zamiaru odpuścić.
-No byliśmy wczoraj na imprezie u mojego kumpla i ten...noooo. Och dajcie spokój. Co to jakieś przesłuchanie jest?
-Prosiłbym żeby natychmiast pani opuściła ten dom, ale najpierw radzę się ubrać. A z Tobą jeszcze nie skończyłem. Odprowadzisz ją ładnie do wyjścia i za 5 minut Cię tu widzę.- warknął poirytowany. Jerm przewrócił oczami. Ta cała Tiffany tylko się zaśmiała i razem z Jermainem poszli na górę. Michael usiadł na krześle i westchnął głęboko. Było po nim widać, że ma już tego wszystkiego dość i w sumie to się nie dziwię. Zachowanie jego brata jest straszne, myślałam, że to będzie inaczej wyglądać.
-Już wolałbym, żeby Slash tu mieszkał.
-Oooo na pewno nie. Nie zniosłabym jego chamstwa. Poza tym on mnie ciągle podrywa.
-Tak tylko w przeciwieństwie do Jerma robi to na żarty.
-Taa klepanie po tyłku, fajne mi żarty.
-Jemu chociaż ufam, bardziej niż własnemu bratu. Zawsze jest kiedy go potrzebuję.
-No jest zwłaszcza do picia. Wtedy jest najczęściej.- naszą rozmowę przerwało lekkie trzaśnięcie drzwiami. Co oznaczało, że ta kobieta opuściła w końcu dom. Zaraz po tym w kuchni pojawił się Jerm. Oparł się o framugę i spojrzał wyczekująco na Michaela. Wiedziałam, że ta ich rozmowa, a raczej kolejna kłótnia trochę potrwa tym bardziej, że nie miałam zamiaru się wtrącać więc postanowiłam przygotować śniadanie, a dokładniej naleśniki. Przez tydzień gotowanie jest moją działką, Jessica wyjechała do siostry. Gdyby nie Jerm mielibyśmy cały dom dla siebie, ale tak to...
-Czy Tobie już kompletnie padło na mózg?
-Ej o co Ci znowu chodzi?
-O co mi chodzi tak? Od kiedy zapraszasz do mojego domu panienki do towarzystwa?
-Ona nie jest dziwką.
-Nie ważne kim jest, ale zabawialiście się pod moim dachem. Czy Ty zdajesz sobie sprawę na co mnie narażasz? A jak jakiś dziennikarz widział ją tu? Zaraz zaczną się kolejne plotki na mój temat. Mam wystarczająco swoich problemów, a Ty ciągle mi ich dokładasz.
-Michael wyolbrzymiasz wszystko jak zwykle.- machnął ręką.
-Ludzie trzymajcie mnie. Powinieneś być mi wdzięczny, bo chwilowo to ja Cię utrzymuję. Ale moja cierpliwość powoli się kończy. Kiedy masz zamiar się stąd wyprowadzić?
-Mam jeszcze dwa tygodnie.
-Tylko dwa tygodnie. Od dzisiaj nie dostaniesz ode mnie złamanego grosza. I nie waż się po kryjomu prosić Victorii o pieniądze, bo o tym też wiem. Żyjesz na własny rachunek, może w końcu się czegoś nauczysz.
-Co?! Pogrzało Cię? Nie możesz tego zrobić.- zaśmiał się.
-A właśnie, że mogę i to zrobię. Koniec imprez za moje pieniądze i nie chce widzieć tu żadnych kobiet. Skończyłem.
-Wiesz co? Myślałem, że...
-...no co myślałeś? Że przyjdziesz tu powiesz jak bardzo wszystkiego żałujesz i po sprawie? Miałeś wszystko naprawić. Zapewniałeś mnie, że się zmieniłeś. Jakoś nie
widzę tej cudownej przemiany u Ciebie. Chciałeś za darmo sobie u mnie pomieszkać. To się teraz przeliczyłeś, bo ja mam tego dość.
-Przecież cały czas się staram, ale Ty ciągle na mnie najeżdżasz. Chyba przydałaby Ci się jakaś młoda dupa to może zacząłbyś gadać normalnie.- zakrztusiłam się sokiem.
-I właśnie tym się różnimy. Ja jestem wierny, a Ty nie. Nie wiesz co to znaczy wierność. Tak bardzo rozpaczałeś jak Madonna Cię zdradzała, ale widzę, że szybko się pocieszyłeś.- założył ręce na klatce piersiowej.
-Ile ja mam po niej rozpaczać? Co żałobę mam mieć, bo mnie zdradziła? Ty też się po niej szybko pozbierałeś.- spojrzał na mnie, nie wytrzymałam.
-Odczep się ode mnie okej? Gdybyś nie wiedział jestem z Michaelem od trzech miesięcy.
-Ja znam trochę inną wersję.
-To masz złe źródła. Wiesz co? Myślałam, że jesteś inny. Powinieneś Michaela na rękach nosić. Wybaczył Ci, pozwolił tu mieszkać, a Tobie ciągle coś nie pasuje. Cały czas Cię bronię, ale też mam tego dość.- powiedziałam wkurzona.
-Vicki i po co to nerwy? Złość piękności szkodzi. A szkoda by było takiej ślicznotki.- podszedł do lodówki i wyjął z niego karton mleka.- Swoją drogą, ładnie Ci w tym szlafroczku.- uśmiechnął się do mnie.
-Nie pozwalaj sobie za wiele.- warknął Michael podchodząc do niego. Pomachał nam ręką i zniknął za drzwiami.
-Jeszcze nie skończyłem z Tobą rozmowy!
-Ale ja skończyłem braciszku!- i tyle go widzieliśmy. Odkąd Jermaine tu zamieszkał codziennie są jakieś spięcia i sama mam tego po dziurki w nosie. Ale co ja mogę? Chciałam, żeby oni w końcu się pogodzili, ale wszystko wskazuje na to, że tak się nie stanie. Ich więcej dzieli niż łączy. Spojrzałam na Michaela, siedział wręcz załamany mając twarz schowaną w dłoniach. Wyłączyłam patelnię i podeszłam do niego siadając mu na kolanach. Wtulił się we mnie jak w maskotkę. Pogłaskałam go po włosach.
-Boję się...
-Czego się boisz?
-Że on mi Ciebie odbierze.- złapałam jego twarz w swoje dłonie.
-Bardzo Cię kocham i nigdy Cię nie zostawię, a już tym bardziej dla kogoś takiego. Ufasz mi?
-No ufam, ale...
-...no tak zawsze jakieś ale. Nie ufasz mi.- zeszłam z jego kolan i usiadłam na blacie. Podszedł do mnie od razu.
-Gniewasz się?- położył ręce na moich kolanach.
-Michael, a jak mam się zachować skoro Ty mi nie ufasz. Znamy się tyle czasu, nigdy Cię nie zawiodłam.
-Ufam Ci. Po prostu....to trudne, musisz mnie zrozumieć. Z Mad też byłem szczęśliwy, a wystarczył jeden wieczór i wszystko się spieprzyło. Boję się, że Jerm po raz kolejny to zrobi. Tobie ufam, ale jemu nie.
-Nie masz czego się bać. Bo ja zawsze będę z Tobą i nie mam zamiaru polecieć na jego tanie teksty.- zaśmialiśmy się- Poza tym między Tobą, a Mad dawno się nie układało, a dopiero potem pojawił się Jermaine. Więc tak naprawdę on tylko przyczynił się do rozpadu waszego związku. Ale nie gadajmy już o tym, o przeszłości. To już było i nigdy nie powróci. A nim się nie przejmuj, jeszcze tylko dwa tygodnie.
-Długie dwa tygodnie.- westchnął.
-A Ty nie jedziesz dzisiaj do studia?
-A Ty do firmy?
-Chcę dzisiaj popracować w domu.
-To ja też zostaje.
-Michael...
-Nie zostawię Cię z nim samej.- zaśmiałam się.
-Co? Co Ty znowu wymyślasz?
-Ja nic nie wymyślam, wolę zostać z Tobą i Cię pilnować.
-A co może takiego zrobić mi Twój brat?
-Nie chce nawet o tym myśleć.
-Przesadzasz, przecież tu co chwilę kręci się jakiś ochroniarz.
-Już postanowiłem, a poza tym rano dzwonił Josh i powiedział, że zgubili nagranie z nową piosenką. Więc dopóki go nie znajdą co potrwa długo nie mam po co jechać do studia.
-A nie możesz jej nagrać jeszcze raz?
-Ale ona była prawie skończona, zostały same poprawki. W sumie trzeba tylko dograć jeszcze partię basów i już. Nie będę teraz nagrywać od nowa, bo ktoś jest nieodpowiedzialny. Wiesz ile pracy zajął nam ten utwór?
-Ciekawe jaki to utwór.
-Dangerous.
-Ooo byłeś zły to teraz będziesz niebezpieczny? Zaskakujesz mnie coraz bardziej.
-Ale Ty chyba lubisz niegrzecznych chłopców.- przygryzł wargę przysuwając się jeszcze bardziej.
-Bardzo lubię.- nie mogąc już wytrzymać zatopiłam się w jego delikatnych wargach. Swoje duże dłonie pokierował na moje pośladki ściskając je lekko, oplotłam go nogami w pasie.
-O żesz kurwa w dupę jebana mać... - nasz namiętny pocałunek przerwał głos...Slasha? Oderwaliśmy się od siebie natychmiast.
-Czyli to jednak prawda?!- spytał z wielkim bananem na twarzy.
-Ale co?- spytaliśmy w tym samym czasie.
-No niech mnie ktoś pierdolnie, bo nie uwierzę. Te chuje ciągle o Was gadają, ale nie sądziłem, że to prawda. No Jackson Ty ciulu jeden w końcu wziąłeś sprawy w swoje sprawne rączki, bo już sam chciałem się za taką laseczkę brać.- wyszczerzył się.
-To mają być gratulacje? No nieźle się wysiliłeś. A w ogóle co tutaj robisz? Nie słyszałem żebyś pukał.
-Za to wy chcieliście się puknąć, ale chyba wam przerwałem. Sorry, ale spokojnie dużo czasu wam nie zajmę. - przewróciłam oczami i zeszłam z blatu.
-Ale słoneczko nie przeszkadzajcie sobie. Wy tu sobie ten teges, a ja będę mówił.
-Nie mów do mnie słoneczko.- warknęłam.
-Pączusiu?
-Mogę mu przywalić?- spytałam Michaela na co się zaśmiał.
-Ej, ale nie wkurwiaj się przecież jestem dla Ciebie miły nie?
-Łaski mi nie robisz.
-Misiek Ty się chyba za mało starasz. Wiesz jak laska chodzi taka poddenerwowana to znaczy, że Ty źle napięcie u niej rozładowujesz. Kabel w awarii czy jak?- Boże zabierz mnie stąd! Już się zaczynają te jego durnowate teksty o kablach, zwarciach, wkładaniu, wyciąganiu i... Nie rozumiem czemu Michael się z nim zadaje.
-Hudson daruj sobie dobra?- ja naprawdę nie wiem co było w tym śmiesznego, ale mojego chłopaka wyraźnie to śmieszyło, bo cały czas się chichrał. Zauważyłam, że jak rozmawia z kimś na TE TEMATY to ciągle się śmieje.
-Ooooj chyba jednak zwarcie w gniazdku.
-Zwarcie to Ty masz, ale w mózgu!- oboje wybuchli głośnym śmiechem. Chciałam jak najszybciej stamtąd wyjść, ale Michael w porę złapał mnie za rękę. Stanął za mną opierając się o blat i otulił mnie rękoma w pasie tak, że raczej nie miał zamiaru mnie
puścić. Dał mi całusa w policzek.
-Ale wy zajebiście słodko wyglądacie! Ej serio dla mnie takie buziaczki są zbędę, wolę od razu przejść do rzeczy, ale jak tak na was patrzę to...cieplej na sercu się robi! - spojrzałam na niego jak na idiotę.
-A Ty czego już się z samego rana nawąchałeś albo nawciągałeś?
-Samych dobrych rzeczy. Chcesz spróbować? Takiego kopa dostaniesz, że będziesz od rana do wieczora zapierdalać jak mały samochodzik. Kurwa Jackson to Cię nie pozna!
-Nie dzięki...
-To opowiadaj co Cię sprowadza?- Slash ściągnął kurtkę i rzucił ją na krzesło po czym usiadł. Wziął w rękę naleśnika i zaczął jeść.
-Nie krępuj się.- uśmiechnęłam się sztucznie, posłał mi całusa.
-No kurwa misiek...Ty sklerozę masz już? A w sumie stary jesteś to...
-Czemu wszyscy ciągle czepiają się mojego wieku? Ty lepiej spójrz na siebie.
-Ja jestem niczym młody Bóg. Ale dobra ja tu nie przyszedłem o Bogu pierdolić. My mieliśmy nagrywać dzisiaj ten...to tego no...kurwa zapomniałem.- walnęłam ręką w czoło, Michael się zaśmiał.
-Ooo wiem! Black...yyyy...Black and white!
-Chyba Black or white Ty p…- nie zdążył dokończyć, bo spojrzałam na niego ostrzegawczo.
-Pajacu chciałem powiedzieć.
-Dobra or czy and co to za różnica?
-Różnica, ale coś Ci się w takim razie pomieszało.
-Kurwa co znowu?
-Ty wiesz, który jest dzisiaj dzień?
-No piątek nie?
-Tak piątek, 14 maja.
-O cholera...- tłustymi rękoma złapał się za głowę, skrzywiłam się.- To za tydzień!- powiedział jakby Amerykę odkrył.
-No brawo.
-Brawo ja- wyszczerzył się.
-Masz tłuste ręce i dotykasz nimi głowy?
-No, a co? Zaoszczędzę chociaż na żelu do włosów. Królowo zajebiście dobre te naleśniki!- zaczął jeść piątego.
-Super, że smakuje Ci nasz śniadanie.
-Vicki daj spokój. Zobacz jaki on wygłodzony jest, niech się naje, bo jak wróci do domu to obiad zacznie od butelki Jack’a Daniels’a.
-No dokładnie misiek!- nagle usłyszeliśmy dzwoniący telefon, okazało się, że należy on do Saula.
-Kurwa co za chuj śmie mi przerywać w jedzeniu?!- wyciągnął telefon, nacisnął czerwoną słuchawkę i schował go z powrotem.
-Eghmm.- Michael na niego spojrzał- Czy mógłbyś trochę ograniczyć przekleństwa?
-„Kurwa” to nie przekleństwo.
-Tak a co?
-Wyrażanie uczuć.- parsknęłam śmiechem.
-A co czujesz jak przeklinasz?
-Nooo to zależy kurwa w jakiej sytuacji.- skwitował, westchnęłam. Nigdy nie zrozumiem tego człowieka.
-Idę się ubrać.- to był bardzo dobry pomysł, bo tylko ja paradowałam w szlafroku. Uwolniłam się z objęć Michaela i udałam się w stronę schodów.
-E tam wcale nie musisz.- kątem oka zauważyłam, że Slash się wychylił i zaczął gapić na mój tyłek. 
 
-Ej nie przeginaj.- Michael walnął go łokciem- I nie gap się na jej tyłek!- dodał po chwili. Pokręciłam głową i schodami poszłam na górę.
Szybko ubrałam się w luźne ciuchy i zrobiłam lekki makijaż, po czym zeszłam do salonu gdzie zastałam Michaela i jego przyjaciela, który leżał rozwalony na kanapie. Usiadłam obok mojego chłopaka i oparłam głowę na jego ramieniu, złapał mnie za rękę.
-Jak Jackson idziemy dzisiaj na jakiegoś browca?- spytał Slash włączając kanał sportowy w telewizji.
-Ty chyba oszalałeś.
-Nie, mówię całkiem poważnie.
-Nie mam ochoty się znowu przebierać. Raz tak mnie upiłeś, że zacząłem mówić swoim głosem i ściągnąłem przebranie. Masz szczęście, że nikt mnie wtedy nie rozpoznał.
-Możemy wypić u Ciebie.- Michael na mnie spojrzał, wywróciłam oczami.
-Nie mam czasu, będę dzisiaj z Adamem układać choreografię do teledysku.
-Ja pierdole, Ty ciągle tańczysz albo śpiewasz. Nie nudzi Ci się to?
-Nie, a Ty możesz iść z Axl’em.
-Ta ruda pizda powiedziała, że mam się odpierdolić i nigdzie więcej ze mną nie pójdzie.- powiedział wkurzony.
-A co znowu mu zrobiłeś?- Michael się zaśmiał.
-Bo ostatnio byliśmy w barze. No wiesz dziewczynki, alkohol, trawka i te sprawy. Noooo, a na następny dzień obudził się w burdelu. Jasmine znalazła czerwone stringi w kieszeni jego spodni i zrobiła mu gówno burze. Biedny dostał miesiąc celibatu i musiał spać na kanapie.- zaczął się śmiać. Jak jego koledzy po imprezie z nim budzą się w takich miejscach to ja Michaela z nim na pewno nigdzie nie puszczę.
-To ostro musiało być.
-A żebyś wiedział. To była impreza...- uśmiechnął się błogo. Usłyszałam kroki na schodach, spojrzałam w tamtą stronę. W salonie pojawił się Jermaine. Slash wybałuszył oczy. 
-A Ty się dalej zadajesz z tym brudasem?- prychnął.
-A Ty kurwa co guza szukasz?- podszedł do niego.
-Misiek co to ma być? Co ten chuj tu robi ja się pytam?!- Michael westchnął.
-Co mi wzdychasz?
-Masz jakiś problem z tym, że tu mieszkam?
-Zamknij się skurwielu!
-Ej przeginasz.- warknął popychając go lekko.
-Przypierdolę Ci zaraz! Popychasz mnie? MNIE?! Ja Cię zaraz popchnę.- rzucił się na niego z pięściami. Reakcja Michaela była natychmiastowa.
-Ej uspokójcie się!- próbował ich rozdzielić, co nie było łatwe.
-Jerm idź do siebie, a Ty opanuj się w końcu, bo Cię stąd wyprowadzę.
-On mnie kurwa obraża i Ty chcesz mnie wyprowadzać?!
-Wychodzę i mam nadzieję, że tego psychola tu nie będzie.
-Co żeś powiedział?!- znowu chciał się na niego rzucić.
-Hej!- krzyknęłam, cała trójka spojrzała na mnie.
-Jermaine wyjdź stąd.- fuknął coś pod nosem, poprawił kurtkę i wyszedł trzaskając drzwiami.
-Kurwa już Twoja laska jest mądrzejsza od Ciebie.
-Slash chociaż Ty mnie dzisiaj nie denerwuj.- usiadł zrezygnowany na fotelu i złapał się za głowę.
-Może Ty mi wytłumaczysz co ten kutas tu robi?- zwrócił się do mnie.
-Mieszka.- odparłam zgodnie z prawdą.
-Pojebało Cię?!- krzyknął do Michaela.
-Ja też nie jestem z tego zadowolony okej? I przestań się na mnie wydzierać.
-No bo jakim prawem po tym wszystkim co odjebał...
-...Madonna go zdradziła i nie miał się gdzie podziać.- wtrąciłam.
-No tak ta dziwka go wyruchała, a potem doprawiła mu rogi, można było się tego spodziewać. A Ty jesteś jebnięty serio.
-Obiecał, że wszystko naprawi, że zapracuje na moje zaufanie, że...
-Ale Ty jesteś naiwny jak jakiś bachor.
-Dobra chociaż wy się nie kłóćcie.- miałam już dość tych wszystkich kłótni.
-Vicki a kto tu się kłóci? Zwykła przyjacielska wymiana zdań. Ja tylko mówię, że Jackson to debil.
-Dzięki. Po prostu mam serce.
-Ta chuja masz.
-To też.- obaj wybuchli śmiechem, patrzyłam na nich z politowaniem, ale słysząc rozbrajający śmiech Michaela sama nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem.
-Zasiedziałem się trochę.
-Trochę bardzo.
-Słoneczko Ty moje wiesz, że Cię kocham...
-A Ty wiesz, że ja Cię nie cierpię.
-No pewnie, że wiem. Ale wiesz od nienawiści do miłości.- puścił mi oczko. Mhmm on i miłość to jak połączenie kotleta i dżemu.
-Ja już swoją miłość znalazłam.- Michael się wyszczerzył.
-A skąd wiesz, że mówię o Tobie?- spytałam podnosząc jedną brew do góry. Podszedł do mnie, cały czas się uśmiechając. Czasami zastanawiam się czy on nie urodził się z uśmiechem na twarzy.
-Bo mnie wszyscy kochają.- skwitował obejmując mnie od tyłu i kładąc głowę na ramieniu.
-Ty coś ode mnie chyba chcesz co?
-Czemu?
-Bo cięgle się do mnie tulisz.
-Michael jest po prostu przesiąknięty miłością.- skomentował Slash.
-Ach no tak, jakże bym mogła o tym zapomnieć.
-No także tego wy się tu ten tego, a ja muszę już spadać. Królu, ale ja Ci tego browara nie odpuszczę. Niestety, będziesz musiał opuścić swoją królową na jeden dzień, ale to jeszcze się zgadamy i nie ma odmawiania. Ty abstynencie pierdolony!
-Nie jestem abstynentem, po prostu ja nie lubię whisky tylko wino.
-I po nim najbardziej dostajesz pierdolca. Ej dobra teraz serio spierdalam, bo muszę jeszcze do mechanika skoczyć. No różyczko pożegnaj się z wujkiem Slash'em.- rozłożył ramiona, skrzywiłam się po czym podeszłam do niego bardzo powoli. Przytuleniem tego nie można było nazwać, prawie mnie udusił!
-Może już wystarczy tych czułości?- mruknął Michael.
-E przyjaciele się dzielą nie? Ty samolubie jebany.- puścił mnie w końcu.
-Nią się nie dziele.- objął mnie ramieniem całując w skroń.
-Idziesz już? Bo chcemy zostać sami.- próbowałam delikatnie dać mu do zrozumienia, żeby już sobie poszedł.
-Nara miśki!- rzucił radośnie i wyszedł trzaskając drzwiami. Co było wręcz jego atrybutem.
-No to zostaliśmy sami...- powiedział patrząc na mnie dwuznacznie.
-Powiedziałam to specjalnie.
-Czyli nie mam na co liczyć?- spytał z nadzieją w głosie.
-Nie, bo idę pracować. Ty zresztą też. Mówiłeś, że przyjedzie Adam.
-No przyjedzie, przyjedzie, ale...
-W takim razie do później, skarbie.- zarzuciłam mu ręce na szyję i cmoknęłam kilka razy w usta. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
-To pewnie Adam.
-To leć otworzyć i macie tańczyć, a nie się bawić, dzieciaku Ty jeden.- zmierzwiłam mu włosy.
-Oczywiście, że będziemy tańczyć. Możesz nawet przyjść nas sprawdzić.
-Jak skończę projekt to przyjdę, jak coś będę w sypialni.
-Ja w sali tanecznej. To miłej pracy kochanie.- rzucił na odchodne i poszedł otworzyć a ja udałam się do sypialni. Otworzyłam drzwi na balkon. Przeniosłam tam nieduży stół i krzesło. Przygotowałam wszystko co było mi potrzebne do pracy czyli mój już zaczęty projekt na wielkim brystolu, odpowiednie ołówki i inne przybory. Miałam piękny widok, oglądając Neverland z takiej wysokości miałam pełne pole do popisu. Te miejsce daje mi dużo natchnienia, a pomysły same wpadają do głowy nawet czasami nie nadążam ich przelewać na papier. 
*******
Robiłam ostatnie poprawki na szkicu, gdy poczułam ciepły dotyk na ramieniu. Uśmiechnęłam się.
-Jeszcze rysujesz?- mruknął Michael całując mnie w policzek.
-Już kończę.- zagryzłam wargę. Zarzucił mi na ramiona sweterek.
-Dziękuję.- odwróciłam się i wtedy spostrzegłam, że jest już w piżamie, zaśmiałam się.
-A Ty co?
-Co co?
-Spadź już idziesz? Jeszcze młoda godzina.
-Tak bardzo młoda, jest 23:00 kochanie.- oparł ręce o oparcie krzesła.
-Już? Straciłam poczucie czasu.

-Właśnie widzę. Z Adamem skończyliśmy jakąś godzinę temu, a Ty byłaś tak zajęta, że nie chciałem Ci przeszkadzać. Nawet nie widziałaś jak wszedłem do sypialni. A co do piżamy to świetna jest nie?- wyszczerzył się. 
-Tak bardzo gustowna i strasznie seksowna.- parsknęła śmiechem.
-Sarkazm?
-Ja i sarkazm? A gdzieżbym śmiała.
-Dobra, dobra i tak wiem, że masz ze mnie polewkę. Normalnie sam byłem w szoku jak ją znalazłem na dnie szafy. Grzechem było by jej nie założyć. Kiedy ja ją ostatnio miałem na sobie...
-Dwadzieścia lat temu?- znowu zaczęłam się śmiać.
-Ja Ci się pośmieje Ty mądralo.- już chciał mnie zaatakować, momentalnie się uspokoiłam.
-Nie! Błagam, już będę grzeczna.- zasłoniłam rękami brzuch.
-Na pewno?
-Taaaak.
-Okej teraz Ci odpuszczę.- pogroził palcem.
-Jak Ci się podoba?- spytałam pokazując mu moje „dzieło”.
-Piękne. Na kiedy musisz mieć to gotowe?
-Na poniedziałek, a dokładniej na 8 rano mam być już u klienta. I ostrzegam, że szybko nie wrócę.
-W takim razie ja posiedzę dłużej w studiu.
-O i to jest bardzo dobry pomysł.
-I muszę jeszcze powiedzieć Lucasowi, żeby miał oko na Jerma.
-Nie przesadzasz?
-Nie, znam go bardzo dobrze i to tylko kwestia czasu aż coś odwali. Ale nie rozmawiajmy o nim. Przygotowałem Ci kąpiel. Zostaw już te kwiatki i krzaczki i leć się kąpać.
-Ooo kochany jesteś, ale ja muszę jeszcze w tym miejscu...- przerwał mi.
-Nie nic nie musisz, jest idealnie. Co Ci się nie podoba?
-Mi niby wszystko, ale to nie mi ma się podobać.
-Per...
-...fekcjonistka.- dokończyłam- uśmiechnął się.
-Ty jesteś taki sam więc się nie czepiaj. Ale niech już Ci będzie, skoro tak się napracowałeś.- westchnęłam. Zaczęłam zbierać wszystkie rzeczy ze stolika.
-Zostaw ja to zrobię.
-Dziękuję.- przytuliłam go delikatnie, zabrałam z szafy koszulę nocną i poszłam do łazienki. Do moich nozdrzy od razu uderzył zapach lawendy, którą uwielbiam. Michael dobrze o tym wiedział. Uśmiechnęłam się i od razu pozbyłam się ubrań po czym jak najszybciej wskoczyłam do wanny pełnej wody i piany. Zanurzyłam się po samą szyję i zamknęłam oczy. Nie minęło może dziesięć minut, a usłyszałam ciche pukanie do drzwi, których nie zamknęłam na klucz, no bo po co?
-Vicki mogę wejść?- no tak kombinator już kombinuje.
-Możesz!- po chwili ujrzałam mojego chłopaka z głupkowatym uśmiechem na twarzy.
-Zapomniałem wziąć...
-Kłamczuch.- zaśmiał się.
-Witamin zapomniałem.- powiedział rozbawiony pokazując mi opakowanie tabletek.
-Witaminy na noc?- spojrzałam na niego spod byka.
-No mówiłem, że jestem trochę przeziębiony.- zakaszlał. Chciało mi się śmiać. Tak się bawimy panie Jackson? Proszę bardzo.
-Chcę już wyjść, pomożesz mi?- spytałam uśmiechając się słodko, wystawiłam dłoń i czekałam aż podejdzie. Oczywiście złapał haczyk i od razu znalazł się przy mnie.
Kiedy już chwycił moją dłoń, wciągnęłam go do wody.
-Ej Ty oszustko!- zaśmiał się.
-No co? Ty też kłamałeś.
-Nieprawda. I zobacz jak ja teraz wyglądam. Moja piękna piżamka...- wybuchłam śmiechem.
-Ale jak już tu jestem to trzeba to wykorzystać.- mruknął. Usiadł za mną tak, żebym mogła oprzeć się o jego tors. Objął mój brzuch rękoma.
-Ooo i teraz mi wygodnie. Jesteś lepszy niż poduszka.
-No wiadomo. Nigdzie nie znajdziesz takiej poduszki, a najważniejsze jest to, że ta poduszka jest tylko Twoja.
-Mhmm tylko moja. I nie waż się robić za poduszkę swoim fankom...i fanom.- tylko się zaśmiał. Jego śmiech przerwał dźwięk otwierających się drzwi, a w łazience pojawił się Jermaine.
-Ooo przepraszam...nie wiedziałem, że wy...
-Normalny jesteś?!- Michael zakrył mnie sobą.
-Ej nie wydzieraj się tak okej? Skąd mogłem wiedzieć, że wam zachciało się igraszek w wannie! Moglibyście to robić w mniej publicznych miejscach.
-Co proszę? To mój dom, moja łazienka i moja wanna i będę w niej robił co mi się podoba. A jak Ci się nie podoba to tam są drzwi, droga wolna!
-Już wam nie przeszkadzam!- wyszedł trzaskając drzwiami.
-Co to miało być?- spytałam będąc w lekkim szoku.
-Nie wiem, ale zaraz do niego pójdę i tak mu nawstawiam...
-Michael nie.- pociągnęłam go za ramię, gdy chciał wyjść z wanny.
-Odpuść, nie ma co się nim przejmować.
-Ostatni raz, bo następnym to przysięgam, że przetłumaczę mu ręcznie i nauczy się pukać.- powiedział przez zęby.
-Idź się przebierz, a ja chwilę jeszcze posiedzę i do Ciebie przyjdę.- westchnął, chwycił ręcznik i wyszedł. A miało być tak fajnie...Czemu zawsze musi nam ktoś przerywać? Również wyszłam z wanny po czym opatuliłam się miękkim ręcznikiem. Wysuszyłam włosy i ubrałam się. Weszłam do sypialni, w której był pół mrok przez dwie zapalone lampki nocne. Michael leżał na łóżku, odwrócony w stronę okna. Położyłam się obok niego.
-Kochanie śpisz?- mruknęłam przytulając się do jego pleców.
-Nie, czekałem na Ciebie.- odwrócił się na plecy, a ja ułożyłam głowę na jego piersi. Czułam spokojne bicie jego serca. Serca, które bije dla mnie.
-Nie chce mi się spać, a Tobie?- spytałam bawiąc się guzikiem jego koszuli.
-Mnie też nie.- chciałam zrobić kolejny krok do przodu w naszym związku byłam na to gotowa, ale nie wiedziałam jak mam mu to powiedzieć „Michael kochaj się ze mną?, „Pragnę Cię”- to żałosne. Nie jestem doświadczona w takich sprawach i nie za bardzo wiedziałam jak mam się do tego zabrać.
-To co będziemy robić?- starałam się żeby mój głos brzmiał uwodzicielsko i chyba podziałało, bo uśmiechnął się zadziornie. Zbliżył swoją twarz i już miał mnie pocałować kiedy odsunął się gwałtownie.
-Wiem! Pooglądamy bajki.- rzucił entuzjastycznie. Uśmiech zszedł mi z twarzy. Super...ja tu myślę, jak mam mu powiedzieć, że chcę w końcu...a on mi z bajkami wyjeżdża. Uśmiechnęłam się sztucznie.
-Dobry pomysł...
-No to kto ostatni w salonie ten śmierdząca skarpeta!- wyleciał z łóżka jak torpeda.
-Osz Ty oszuście jeden, zaraz Cię dogonię!- usłyszałam tylko jego głośny śmiech na korytarzu i rzuciłam się w pogoń za nim.
*****
I jak się podobało? Bo mi nawet w miarę :D Ale się na przeklinałam! Za wszystkie czasy XD Przepraszam, ale ja tak wyobrażam sobie Slasha :) Rola idealna wręcz dla mnie, nieprawdaż? XD Na końcu pewnie na coś liczyliście, a tu znowu dupa XD No tak to już jest jak Jackson chce to Victoria nie chce, a jak Victoria chce to Jackson nie chce. Tacy jacyś niezdecydowani są nie? :D
PS: Rozdział miał być wczoraj, ale nie miałam jak go wstawić. Jeszcze raz przepraszam, mam nadzieję, że wybaczycie mi tak długą nieobecność :)
Pozdrawiam Basia <333