Witajcie
kochani!
Z
góry przepraszam, bo rozdział miał być w czwartek, ale brak czasu
mi to uniemożliwił. Skoro już jestem przy tym temacie. To mam dla
Was BAD NEWS. Od tej pory rozdziały będą rzadziej czyli raz na
tydzień, a czasami może nawet raz na dwa tygodnie. Ta zmiana
spowodowana jest moimi ocenami w szkole. Kiedy zobaczyłam jaką mam
średnią załamałam się totalnie. Postanowiłam ustabilizować
trochę sprawy szkolne i jak wyjdę na prostą rozdziały będą
częściej chyba, że nie będę miała dużego nawału w szkole,
albo dużo wolnego czasu to wiadomo notki będą częściej. Co do
rozdziału to jestem bardzo zadowolona, mimo iż jest krótki, ale
treściwy. Powiem tak dzisiaj będzie się działo :D
Zapraszam
do czytania i komentowania!
******
Dwa
długie i monotonne tygodnie wreszcie minęły. Projekt był już
gotowy zostało tylko całą „wizję" wprowadzić w życie co
już nie należało do mnie. Mimo, że miałam mnóstwo pracy i
czasami nie spałam po nocach nudziłam się bez Michaela, który
postarał się o zapewnienie mi odpowiedniej rozrywki. Dzwonił do
mnie codziennie i truł tyłek. Chwili spokoju nie miałam. Chociaż
tak naprawdę cieszyłam się, że dzwoni i nie ma mnie gdzieś.
Teraz siedzę w samolocie, który ląduje na lotnisku w LA. Po
krótkiej odprawie znalazłam taksówkę, która odwiozła mnie do
domu. Po 15minutach byłam w swoim królestwie. Poszłam od razu do
sypialni i rzuciłam się na łóżko. Mimo, że przespałam cały
lot byłam strasznie zmęczona, bo leciałam w nocy. Tak jak się
położyłam tak zasnęłam od razu.
******
Po
odświeżeniu się i zjedzeniu normalnego jedzenia, a nie fast foodów
z budek odpoczywałam sobie na kanapie przed telewizorem oglądając
MTV, w którym puszczali często mojego Króla. No dobra może nie
mojego, ale... nieważne. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam
szybko otworzyć pewna, że to Nina i Alex.
-Michael?-
gdy tylko mnie zobaczył podbiegł i uniósł do góry, a drzwi
zamknął nogą. Zaśmiałam się.
-Puść
mnie wariacie.- postawił mnie na ziemi i normalnie przytulił.
-Aż tak
się stęskniłeś?
-Cholernie.-
ukazał swoje białe perełki, pociągnęłam go za rękę do salonu.
Usiedliśmy na kanapie. Wyłączyłam tv, a Mike położył głowę
na moich kolanach. Zaczęłam bawić się jego lokami. Był jakiś
dziwny. Zawsze uśmiechnięty, gadał jak najęty, a teraz? Patrzył
smutno w jeden punkt. Jakby się czymś zamartwiał to było do niego
niepodobne, coś go wyraźnie trapiło.
-Co się
stało?- pogłaskałam go po policzku. Miał taką delikatną skórę.
Spojrzał na mnie.
-Nic...-
uśmiechnął się sztucznie.
-Och
Boże...Czemu Ty jesteś taki trudny? Przecież widzę nie jestem
ślepa, a te Twoje sztuczne uśmiechy możesz sobie wsadzić w...
-...chodzi
o Madonnę.
-Czego ona
chce?- zdziwiłam się, westchnął.
-Przez te
dwa tygodnie, które Ciebie nie było przychodziła ciągle do
Neverlandu i wydzwaniała, pisała sms-y. Chce do mnie
wrócić...-przełknęłam nerwowo ślinę.
-A Ty
chcesz z nią być?- podniósł się z moich kolan.
-Nie, za
bardzo mnie zraniła. Po tym wszystkim mam jej wybaczyć? Byłbym
głupcem. Jestem w stanie wybaczyć wszystko, ale nie zdradę i to z
własnym bratem.- zaśmiał się kpiąco, a ja odetchnęłam z
ulgą.Może nie powinnam być zazdrosna, w końcu my się tylko
przyjaźnimy, nie łączy nas nic więcej, ale nie chce po prostu,
żeby po raz kolejny się zawiódł i cierpiał...Powiedz lepiej
prawdę, że go kochasz - odezwał się irytujący głosik w
mojej głowie, och...
-Chcę żeby
po prostu dała mi spokój, niech zajmie się lepiej Jermaine'em i
zabawianiem z nim.- rzucił z goryczą- Nie wiem co robić.- spuścił
wzrok. Przysunęłam się bliżej i dotknęłam jego ramienia.
-Mike nie
przejmuj się nią słyszysz? Na pewno niedługo sobie odpuści, może
bym z nią pogadała i...
-...wiem!-
wstał nagle.
-Co wiesz?
-Wiem co
zrobić, żeby dała mi spokój.- zaczął chodzić po pokoju. Nie
nadążałam za nim.
-No to
powiedz mi wreszcie.
-Będziesz
mi potrzebna do tego planu.
-Ja?
-No dobra,
ale co ja mam z tym wspólnego?- zatrzymał się i zaczął się
głupio cieszyć.
-O nie,
nie, nie.- ja znam ten uśmieszek, podszedł do mnie bardzo powoli
kręcąc biodrami.
-Nawet o
tym nie myśl.- stanęłam na kanapie i w ten sposób byłam z nim
równa.
-Nie wiesz
co chcę zrobić.- stanął twarzą w twarz ze mną, bardzo blisko.
Przełknęłam ślinę.
-Chcesz,
żebym udawała Twoją dziewczynę.- powiedziałam na razie
spokojnie.
-Czy to nie
wspaniały pomysł?- spytał szczerząc się.
-Nie,
jesteś głupi tak samo ja ten Twój pomysł.- wyminęłam go i
podeszłam do okna. On chyba kompletnie oszalał, nie mam zamiaru
uczestniczyć w jego gierkach.
-Victoria
no błagam Cię.- uklęknął przede mną i przytulił się do mojego
brzucha.
-Wstawaj!
Pogięło Cię?- nie powiem, ale widok klęczącego przede mną i
błagającego Michaela Jacksona był zabawny, gdyby ludzie to
zobaczyli...
-Nie wstanę
dopóki się nie zgodzisz.
-Jesteś
uparty jak osioł.
-Wiem, ale
proszę Cię.- zrobił maślane oczka. Jestem dla niego za dobra.
-A niech
Cię szlag Jackson!
-Zgadzasz
się?
-Taaa...
-Kocham
Cię!- krzyknął i zaczął mnie całować po rękach.
-A ja
Ciebie nie, wnerwiasz mnie.
-Oj tam
przecież ja kochany jestem.- puścił mi oczko, pokręciłam tylko
głową. Usiadłam na kanapie zakładając nogę na nogę.
-I co my
będziemy robić?
-Będziemy
zachowywać się jak zakochana para?
-Objaśnij.
-Na
przykład poprzytulamy się trochę...
-...poprzytulamy?-
podniosłam jedną brew do góry.
-Jak chcesz
to możemy...
-...nie,
nie chcę.
-Nawet nie
dałaś mi dokończyć.- powiedział z wyrzutem.
-Bo wiem co
chciałeś powiedzieć. Kiedy Twój plan wchodzi w życie?- zajął
miejsce obok mnie.
-Dzisiaj.
-Jak to
dzisiaj?
-Normalnie,
wczoraj jak byłem w studiu Mad przyjechała do Neverlandu, a George
powiedział jej, że mnie nie ma i podał jej konkretne godziny kiedy
dzisiaj będę w domu. Odpowiedziała, że na pewno przyjedzie i
odjechała.
-Aha okej.-
poszłam do przedpokoju założyć buty. Poszedł za mną.
-Co Ty
robisz?
-Jadę do
Twojego domu z Tobą.- wzięłam torebkę.
-Ale już?
Myślałem, że jeszcze trochę posiedzimy i...
-I?- odwróciłam się w jego stronę.
-I nie
widziałem Cię dwa tygodnie i chciałbym spędzić z Tobą
czas...miło- dodał, uśmiechnęłam się.
-To właśnie
miło go spędzimy z Twoją byłą, chodź i nie marudź.
*******
Od pół
godziny Michael stoi przy oknie i wypatruje Madonny, a ja siedzę w
krótkim satynowym szlafroku pod którym mam tylko bieliznę. Jak to
powiedział Mike „Dla lepszego efektu. Musimy wyglądać jak po
dobrym seksie"- jego szczerość zostawię bez komentarza. Ja
jestem prawie naga, a ten sobie tylko koszulę rozpiął, co za...
-A tak w
ogóle gdzie jest Jessica?
-Pojechała
na zakupy.- powiedział nie patrząc na mnie.
-Mógłbyś...
-...przyjechała!-
zaczął krążyć po pokoju.
-Usiądź
na dupie wreszcie!- krzyknęłam aż podskoczył, spojrzał na mnie
po czym szybko usiadł.
W całym
domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Mike wstał od razu.
-Siedź ja
otworzę. Wyluzuj się, bo nic z tego nie wyjdzie.- poprawiłam swoje
„ubranie", rozczochrałam włosy i poszłam otworzyć.
-Dzień
dobry, jestem Victoria.- powiedziałam obojętnie i oparłam się o
framugę.
-Madonna.-
rzuciła z wyższością- Jest Michael?
-Tak,
proszę wejść.- wpuściłam ją do środka.
-Kochanie
jakaś panie do Ciebie.- Mike wstał z kanapy i podszedł do mnie.
Położył ręce na moich biodrach.
-Witaj Mad
miło, że nas odwiedziłaś.- przytulił się do mich pleców.
-Hej.-
uśmiechnęła się sztucznie.
-Może
napije się pani czegoś?- wtrąciłam.
-Wody.
-Proszę
się rozgościć, zaraz wracam.- usiedli na kanapie, a ja poszłam do
kuchni po tą jej wodę. Miałam ochotę do niej napluć, ale się
powstrzymałam. Strasznie satysfakcjonowała mnie jej mina kiedy
zobaczyła mój strój. Chcielibyście ją wtedy zobaczyć.
Postawiłam szklankę na stoliczku i chciałam usiąść obok
Michaela, ale złapał mnie za rękę i posadził sobie na kolanach.
Oho już się wczuwa w rolę to się źle skończy. Położył dłoń
na moim udzie. Nie ładnie panie Jackson. Widziałam jak Madonna cała
kipi ze złości, a my się świetnie bawimy. Chciało mi się śmiać
do pewnego momentu. Michael zaczął jeździć dłonią po mojej
nodze i całować w szyję. Automatycznie poczułam milion dreszczy
na całym ciele, a w brzuchu stado motylków, zrobiło mi się od
jego dotyku gorąco.
-Zaraz Cię
pierdolnę.- szepnęłam mu wkurzona na ucho.
-Nie
przeklinaj.- szeptaliśmy.
-To opanuj
swoje narzędzie gotowe do pracy i nie obmacuj mnie.- zaśmiał się
głośno. Odchrząknęłam.
-A więc
długo się znacie?- spytała z udawanym zainteresowaniem.
-Dwa
miesiące.- Michael specjalnie tak odpowiedział, bo równo dwa
miesiące temu Madonna go zdradziła. Nastała niezręczna cisza.
Michael zawzięcie wpatrywał się w byłą dziewczynę, a ona w
niego. Siedzieliśmy tak chyba z dziesięć minut. Mad wstała
gwałtownie.
-Wiesz co?
Wcale nie żałuję, że Cię zdradziłam! Twój brat chociaż mnie
porządnie zerżnął, bo Ty tego nie potrafisz!- Michaela twarz w
tej chwili wyrażała złość i smutek. Wstałam i podeszłam do
niej.
-Ty
dziwko!- zamachnęłam się i uderzyłam ją w twarz- Jesteś
cholerną egoistką! Nigdy nie zasługiwałaś na Michaela szkoda, że
tak późno dowiedział się jaka jesteś fałszywa, zostaw go w
spokoju, bo pożałujesz. Rozumiesz?!
-A Ty
myślisz, że co? Łatwo prześlizgnęłaś się do show biznesu i
będziesz teraz gwiazdę udawać? Michael Cię przeleci kilka razy i
zostawi jest dupkiem, a Ty mu wierzysz jak idiotka. Co Ci
naobiecywał, że się z nim puszczasz?- zaśmiała się drwiąco.
-Nic mi nie
obiecywał, bo kocham jego, a nie jego pieniądze czy sławę w
przeciwieństwie do Ciebie.- powiedziałam to szczerze, a Michael
tylko siedział i się przysłuchiwał, nie wykonał żadnego ruchu-
Jak szukałaś wrażeń mogłaś iść do burdelu, a nie zdradzać
Michaela po kątach z jego własnym bratem! Masz tupet jeszcze
przychodzić tu po dwóch miesiącach i prosić go o
wybaczenie?!-popchnęłam ją.
-Psychopatka!-
warknęła- Zniszczę Was!- ruszyła w stronę wyjścia, a po chwili
było słychać tylko trzaśnięcie drzwiami. Usiadłam i złapałam
się za głowę, nawet nie zauważyłam, że mój szlafrok się
rozwiązał.
-Wow...-powiedział
Mike.
-Czy ja
właśnie uderzyłam Madonnę i nazwałam ją dziwką?- chciałam się
upewnić.
-No...
-Jezu.-
westchnęłam.
-Przestań
będzie co wnukom opowiadać.- stwierdził. Jego poczucie
humoru...zaśmiałam się po chwili.
-Z
pewnością.
-Tak w
ogóle dziękuję, że stanęłaś w mojej obronie chociaż nie
musiałaś.
-Skoro Ty
nie zareagowałeś tylko patrzyłeś się na nas jak sroka w gnat
postanowiłam interweniować.
-Tak się
wkręciłaś, że stwierdziłem, że nie będę Ci przerywać. Choć
nie powiem, że nie byłem szczęśliwy z jej słów patrząc na to,
że dzień wcześniej błagała o wybaczenie i twierdziła, że mnie
bardzo kocha.
-Jesteś po
prostu naiwny.
-Taki już
jestem nie da się zmienić w człowieku wszystkiego, ale mam Ciebie.
Ty jesteś od myślenia, a ja od robienia.- uśmiechnął się.
-Dobrze od
dzisiaj będę Twoim mózgiem, którego do tej pory nie miałeś, a
wiesz, że powinnam Cię zdzielić w te loczki?
-Za co
znowu?- spojrzał na mnie zdziwiony. Zaczęłam wyliczać na palcach.
-Siadania
na kolanach, całowania i macania nie było w umowie.- wstałam i
podeszłam do niego.
-A była
jakaś umowa?- dopiero teraz zauważył, że mój szlafrok jest
rozwiązany, zmierzył mnie wzrokiem, widząc to szybko go zawiązałam
na co się zaśmiał.
-Gdybym
wiedziała, że tak się z Tobą interesy robi nigdy bym w to nie
weszła. Nawet nic z tego nie mam.
-Taa i
powiem Bogu „Moim dobrym uczynkiem było to, że dałam z liścia
Madonnie i tym samym pomogłam Michaelowi Jacksonowi". Ty jak
coś wymyślisz.
-A co byś
chciała? Jesteś strasznie wybredna.
-Wymyśl
coś. Kreatywny jesteś, takie układy taneczne wymyślasz, a zwykłej
nagrody nie potrafisz?
-Ale to
musi być coś niezwykłego... Mam!
-No jestem
ciekawa.
-Możesz
dostać całusa od najsławniejszego, najprzystojniejszego i
najfajniejszego faceta na świecie.
-Od
Johnny'ego Depp'a?!- skrzywił się.
-Popsułaś
wszystko. Mówiłem o sobie.
-Całus od
Ciebie? Eeee to nic niezwykłego.
-Chyba nie
wiesz co mówisz.
-No, ale
ten Jackson rzeczywiście jest taki naj, naj, naj jak mówisz?
-Oczywiście,
że tak! No mi nie wierzysz?
-No to
ewentualnie mogę się zgodzić, ale to dalej jest tylko zwykły
całus.
-Jakbyś
chciała może być coś innego.- poruszył zabawnie brwiami.
-To ja
jednak poproszę o tego całusa.- przybliżył się- Tylko ma być
niezwykły!
-Bardzo?-
spojrzał mi zalotnie w oczy.
-Bardzo,
bardzo.- zaśmialiśmy się. Nadstawiłam mu policzek, ale czule
pocałował mnie w kącik ust. Zdziwiona i zmieszana szybko odsunęłam
się od niego, lepiej nie kusić losu.
-To teraz
idę się ubrać.- chciałam go wyminąć, ale przyciągnął mnie w
pasie.
-Ale po co?
Mnie nie przeszkadza Twój strój.
-Nie dziwię
się, może od razu mam się do naga rozebrać?
-Jak
chcesz, ja Cię nie zmuszam.- uśmiechnął się.
-A to mam
jeszcze jakiś wybór? Wow dziękuję Ci.- powiedziałam z sarkazmem,
zaśmiał się, usłyszałam jak ktoś wszedł do domu, a my dalej
staliśmy w takich samych pozycjach.
-O
cholera...- powiedziała Jess wchodząc do salonu z reklamówkami,
które z wrażenia upuściła- Ja nic nie widziałam..- odwróciła
się napięcie i chciała wyjść. Wybuchnęliśmy śmiechem.
-Jessica
daj spokój, to nie tak jak myślisz.- dalej się śmiałam,
odwróciła się do nas.
-Nie
wszystko rozumiem wy tu sobie ten tego, a ja wam przerwałam...
-To była
zasadzka na Madonnę.
-...już
mnie nie ma...co?
-Michael
wytłumacz jej, bo ja nie mam siły. Idę się ubrać.- poszłam na
górę. Gdy już wreszcie się ubrałam, bo naprawdę w tamtym stroju
czułam się źle wróciłam do salonu. Dobrze, że przy mnie był
Michael, bo przy innym mężczyźnie w życiu bym się nie rozebrała,
ufam tylko jemu. Mój przyjaciel opowiedział wszystko ze szczegółami
kucharce, która przeprosiła nas za swoje domysły. Chciałam jechać
już do domu, bo robiło się późno, ale oczywiście ta maruda
uparł się, żebym została obiecując, że jutro osobiście
odwiezie mnie do domu, a potem do pracy. Tak więc spędziłam
kolejną noc w Neverlandzie.
******
Pewnie
nurtuje Was pytanie co z tą niespodzianką, która miała się
pojawić w tym rozdziale. Otóż ta niespodzianka nazywa się Madonna
:D Wgl miałam ochotę jej tam najebać XDD w imieniu chociażby
Michaela, ale bez przesady chociaż ja bym mu się nie dziwiła po
tym co ona odpierdoliła, bo nazwać tego inaczej się nie da, ale
Michael nie bije kobiet nawet takich suk. Victoria załatwiła
sprawę po babsku xD Wracając jeszcze do początku gdy pisałam
teksty typu „pogłaskałam go po policzku, ma taką miękką skórę”
albo „odetchnęłam z ulgą” chciało mi się śmiać, no bo oni
zachowują się jak dzieci nie? Zamiast prosto z mostu powiedzieć
„Kocham Cię”- Sypialnia na górze i do roboty XDD to oni się
bawią w kotka i myszkę, ale tak musi być. Wy musicie się jeszcze
trochę pomęczyć. U mnie nie ma nic na szybkiego. Akcja toczy się
powoli chociaż czasami naprawdę mam ochotę wpakować ich do wyra
:D Ja i moje pomysły xD Nie mogę się doczekać komentarzy, nie
krępujecie się jechać po Madonnie jak po autostradzie ja chętnie
przeczytam :D
PS:
Nawet nie wiecie jaka mnie nerwica wzięła jak szukałam
odpowiedniego i ładnego zdjęcia Madonny XDD Przecież ona jest tak
niefotogeniczna... Założę się, że połowę jej zdjęć musieli
przerabiać w Photoshopie. Nie to co u MJ, bo ona ma tyle pięknych
zdjęć, że nigdy nie wiem, które wybrać :D Już kończę moje
biadolenie xD Komentujcie ludziska! <333
Pozdrawiam
Basia.










