14 lutego 2016

Rozdział 13. Będzie co wnukom opowiadać.

Witajcie kochani!
Z góry przepraszam, bo rozdział miał być w czwartek, ale brak czasu mi to uniemożliwił. Skoro już jestem przy tym temacie. To mam dla Was BAD NEWS. Od tej pory rozdziały będą rzadziej czyli raz na tydzień, a czasami może nawet raz na dwa tygodnie. Ta zmiana spowodowana jest moimi ocenami w szkole. Kiedy zobaczyłam jaką mam średnią załamałam się totalnie. Postanowiłam ustabilizować trochę sprawy szkolne i jak wyjdę na prostą rozdziały będą częściej chyba, że nie będę miała dużego nawału w szkole, albo dużo wolnego czasu to wiadomo notki będą częściej. Co do rozdziału to jestem bardzo zadowolona, mimo iż jest krótki, ale treściwy. Powiem tak dzisiaj będzie się działo :D
Zapraszam do czytania i komentowania!
******
Dwa długie i monotonne tygodnie wreszcie minęły. Projekt był już gotowy zostało tylko całą „wizję" wprowadzić w życie co już nie należało do mnie. Mimo, że miałam mnóstwo pracy i czasami nie spałam po nocach nudziłam się bez Michaela, który postarał się o zapewnienie mi odpowiedniej rozrywki. Dzwonił do mnie codziennie i truł tyłek. Chwili spokoju nie miałam. Chociaż tak naprawdę cieszyłam się, że dzwoni i nie ma mnie gdzieś. Teraz siedzę w samolocie, który ląduje na lotnisku w LA. Po krótkiej odprawie znalazłam taksówkę, która odwiozła mnie do domu. Po 15minutach byłam w swoim królestwie. Poszłam od razu do sypialni i rzuciłam się na łóżko. Mimo, że przespałam cały lot byłam strasznie zmęczona, bo leciałam w nocy. Tak jak się położyłam tak zasnęłam od razu.
******
Po odświeżeniu się i zjedzeniu normalnego jedzenia, a nie fast foodów z budek odpoczywałam sobie na kanapie przed telewizorem oglądając MTV, w którym puszczali często mojego Króla. No dobra może nie mojego, ale... nieważne. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam szybko otworzyć pewna, że to Nina i Alex.

-Michael?- gdy tylko mnie zobaczył podbiegł i uniósł do góry, a drzwi zamknął nogą. Zaśmiałam się.
-Puść mnie wariacie.- postawił mnie na ziemi i normalnie przytulił.
-Aż tak się stęskniłeś?
-Cholernie.- ukazał swoje białe perełki, pociągnęłam go za rękę do salonu. Usiedliśmy na kanapie. Wyłączyłam tv, a Mike położył głowę na moich kolanach. Zaczęłam bawić się jego lokami. Był jakiś dziwny. Zawsze uśmiechnięty, gadał jak najęty, a teraz? Patrzył smutno w jeden punkt. Jakby się czymś zamartwiał to było do niego niepodobne, coś go wyraźnie trapiło.
-Co się stało?- pogłaskałam go po policzku. Miał taką delikatną skórę. Spojrzał na mnie.
-Nic...- uśmiechnął się sztucznie.
-Och Boże...Czemu Ty jesteś taki trudny? Przecież widzę nie jestem ślepa, a te Twoje sztuczne uśmiechy możesz sobie wsadzić w...
-...chodzi o Madonnę.
-Czego ona chce?- zdziwiłam się, westchnął.
-Przez te dwa tygodnie, które Ciebie nie było przychodziła ciągle do Neverlandu i wydzwaniała, pisała sms-y. Chce do mnie wrócić...-przełknęłam nerwowo ślinę.
-A Ty chcesz z nią być?- podniósł się z moich kolan.
-Nie, za bardzo mnie zraniła. Po tym wszystkim mam jej wybaczyć? Byłbym głupcem. Jestem w stanie wybaczyć wszystko, ale nie zdradę i to z własnym bratem.- zaśmiał się kpiąco, a ja odetchnęłam z ulgą.Może nie powinnam być zazdrosna, w końcu my się tylko przyjaźnimy, nie łączy nas nic więcej, ale nie chce po prostu, żeby po raz kolejny się zawiódł i cierpiał...Powiedz lepiej prawdę, że go kochasz - odezwał się irytujący głosik w mojej głowie, och...
-Chcę żeby po prostu dała mi spokój, niech zajmie się lepiej Jermaine'em i zabawianiem z nim.- rzucił z goryczą- Nie wiem co robić.- spuścił wzrok. Przysunęłam się bliżej i dotknęłam jego ramienia.
-Mike nie przejmuj się nią słyszysz? Na pewno niedługo sobie odpuści, może bym z nią pogadała i...
-...wiem!- wstał nagle.
-Co wiesz?
-Wiem co zrobić, żeby dała mi spokój.- zaczął chodzić po pokoju. Nie nadążałam za nim.
-No to powiedz mi wreszcie.
-Będziesz mi potrzebna do tego planu.
-Ja?
-Jak zobaczy, że mam dziewczynę to przestanie mnie nachodzić i wydzwaniać.
-No dobra, ale co ja mam z tym wspólnego?- zatrzymał się i zaczął się głupio cieszyć.
-O nie, nie, nie.- ja znam ten uśmieszek, podszedł do mnie bardzo powoli kręcąc biodrami.
-Nawet o tym nie myśl.- stanęłam na kanapie i w ten sposób byłam z nim równa.
-Nie wiesz co chcę zrobić.- stanął twarzą w twarz ze mną, bardzo blisko. Przełknęłam ślinę.
-Chcesz, żebym udawała Twoją dziewczynę.- powiedziałam na razie spokojnie.
-Czy to nie wspaniały pomysł?- spytał szczerząc się.
-Nie, jesteś głupi tak samo ja ten Twój pomysł.- wyminęłam go i podeszłam do okna. On chyba kompletnie oszalał, nie mam zamiaru uczestniczyć w jego gierkach.
-Victoria no błagam Cię.- uklęknął przede mną i przytulił się do mojego brzucha.
-Wstawaj! Pogięło Cię?- nie powiem, ale widok klęczącego przede mną i błagającego Michaela Jacksona był zabawny, gdyby ludzie to zobaczyli...
-Nie wstanę dopóki się nie zgodzisz.
-Jesteś uparty jak osioł.
-Wiem, ale proszę Cię.- zrobił maślane oczka. Jestem dla niego za dobra.
-A niech Cię szlag Jackson!
-Zgadzasz się?
-Taaa...
-Kocham Cię!- krzyknął i zaczął mnie całować po rękach.
-A ja Ciebie nie, wnerwiasz mnie.
-Oj tam przecież ja kochany jestem.- puścił mi oczko, pokręciłam tylko głową. Usiadłam na kanapie zakładając nogę na nogę.
-I co my będziemy robić?
-Będziemy zachowywać się jak zakochana para?
-Objaśnij.
-Na przykład poprzytulamy się trochę...
-...poprzytulamy?- podniosłam jedną brew do góry.
-Jak chcesz to możemy...
-...nie, nie chcę.
-Nawet nie dałaś mi dokończyć.- powiedział z wyrzutem.
-Bo wiem co chciałeś powiedzieć. Kiedy Twój plan wchodzi w życie?- zajął miejsce obok mnie.
-Dzisiaj.
-Jak to dzisiaj?
-Normalnie, wczoraj jak byłem w studiu Mad przyjechała do Neverlandu, a George powiedział jej, że mnie nie ma i podał jej konkretne godziny kiedy dzisiaj będę w domu. Odpowiedziała, że na pewno przyjedzie i odjechała.
-Aha okej.- poszłam do przedpokoju założyć buty. Poszedł za mną.
-Co Ty robisz?
-Jadę do Twojego domu z Tobą.- wzięłam torebkę.
-Ale już? Myślałem, że jeszcze trochę posiedzimy i...
-I?- odwróciłam się w jego stronę.
-I nie widziałem Cię dwa tygodnie i chciałbym spędzić z Tobą czas...miło- dodał, uśmiechnęłam się.
-To właśnie miło go spędzimy z Twoją byłą, chodź i nie marudź.
*******
Od pół godziny Michael stoi przy oknie i wypatruje Madonny, a ja siedzę w krótkim satynowym szlafroku pod którym mam tylko bieliznę. Jak to powiedział Mike „Dla lepszego efektu. Musimy wyglądać jak po dobrym seksie"- jego szczerość zostawię bez komentarza. Ja jestem prawie naga, a ten sobie tylko koszulę rozpiął, co za...
-A tak w ogóle gdzie jest Jessica?
-Pojechała na zakupy.- powiedział nie patrząc na mnie.
-Mógłbyś...
-...przyjechała!- zaczął krążyć po pokoju.
-Usiądź na dupie wreszcie!- krzyknęłam aż podskoczył, spojrzał na mnie po czym szybko usiadł.
W całym domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Mike wstał od razu.
-Siedź ja otworzę. Wyluzuj się, bo nic z tego nie wyjdzie.- poprawiłam swoje „ubranie", rozczochrałam włosy i poszłam otworzyć.

-Mich...-gdy Madonna mnie zobaczyła mina jej zrzedła. Zmierzyła mnie wzrokiem.
-Dzień dobry, jestem Victoria.- powiedziałam obojętnie i oparłam się o framugę.
-Madonna.- rzuciła z wyższością- Jest Michael?
-Tak, proszę wejść.- wpuściłam ją do środka.
-Kochanie jakaś panie do Ciebie.- Mike wstał z kanapy i podszedł do mnie. Położył ręce na moich biodrach.
-Witaj Mad miło, że nas odwiedziłaś.- przytulił się do mich pleców.
-Hej.- uśmiechnęła się sztucznie.
-Może napije się pani czegoś?- wtrąciłam.
-Wody.
-Proszę się rozgościć, zaraz wracam.- usiedli na kanapie, a ja poszłam do kuchni po tą jej wodę. Miałam ochotę do niej napluć, ale się powstrzymałam. Strasznie satysfakcjonowała mnie jej mina kiedy zobaczyła mój strój. Chcielibyście ją wtedy zobaczyć. Postawiłam szklankę na stoliczku i chciałam usiąść obok Michaela, ale złapał mnie za rękę i posadził sobie na kolanach. Oho już się wczuwa w rolę to się źle skończy. Położył dłoń na moim udzie. Nie ładnie panie Jackson. Widziałam jak Madonna cała kipi ze złości, a my się świetnie bawimy. Chciało mi się śmiać do pewnego momentu. Michael zaczął jeździć dłonią po mojej nodze i całować w szyję. Automatycznie poczułam milion dreszczy na całym ciele, a w brzuchu stado motylków, zrobiło mi się od jego dotyku gorąco.
-Zaraz Cię pierdolnę.- szepnęłam mu wkurzona na ucho.
-Nie przeklinaj.- szeptaliśmy.
-To opanuj swoje narzędzie gotowe do pracy i nie obmacuj mnie.- zaśmiał się głośno. Odchrząknęłam.
-A więc długo się znacie?- spytała z udawanym zainteresowaniem.
-Dwa miesiące.- Michael specjalnie tak odpowiedział, bo równo dwa miesiące temu Madonna go zdradziła. Nastała niezręczna cisza. Michael zawzięcie wpatrywał się w byłą dziewczynę, a ona w niego. Siedzieliśmy tak chyba z dziesięć minut. Mad wstała gwałtownie.
-Wiesz co? Wcale nie żałuję, że Cię zdradziłam! Twój brat chociaż mnie porządnie zerżnął, bo Ty tego nie potrafisz!- Michaela twarz w tej chwili wyrażała złość i smutek. Wstałam i podeszłam do niej.
-Ty dziwko!- zamachnęłam się i uderzyłam ją w twarz- Jesteś cholerną egoistką! Nigdy nie zasługiwałaś na Michaela szkoda, że tak późno dowiedział się jaka jesteś fałszywa, zostaw go w spokoju, bo pożałujesz. Rozumiesz?!
-A Ty myślisz, że co? Łatwo prześlizgnęłaś się do show biznesu i będziesz teraz gwiazdę udawać? Michael Cię przeleci kilka razy i zostawi jest dupkiem, a Ty mu wierzysz jak idiotka. Co Ci naobiecywał, że się z nim puszczasz?- zaśmiała się drwiąco.
-Nic mi nie obiecywał, bo kocham jego, a nie jego pieniądze czy sławę w przeciwieństwie do Ciebie.- powiedziałam to szczerze, a Michael tylko siedział i się przysłuchiwał, nie wykonał żadnego ruchu- Jak szukałaś wrażeń mogłaś iść do burdelu, a nie zdradzać Michaela po kątach z jego własnym bratem! Masz tupet jeszcze przychodzić tu po dwóch miesiącach i prosić go o wybaczenie?!-popchnęłam ją.
-Psychopatka!- warknęła- Zniszczę Was!- ruszyła w stronę wyjścia, a po chwili było słychać tylko trzaśnięcie drzwiami. Usiadłam i złapałam się za głowę, nawet nie zauważyłam, że mój szlafrok się rozwiązał.
-Wow...-powiedział Mike.
-Czy ja właśnie uderzyłam Madonnę i nazwałam ją dziwką?- chciałam się upewnić.
-No...
-Jezu.- westchnęłam.
-Przestań będzie co wnukom opowiadać.- stwierdził. Jego poczucie humoru...zaśmiałam się po chwili.
-Z pewnością.
-Tak w ogóle dziękuję, że stanęłaś w mojej obronie chociaż nie musiałaś.
-Skoro Ty nie zareagowałeś tylko patrzyłeś się na nas jak sroka w gnat postanowiłam interweniować.
-Tak się wkręciłaś, że stwierdziłem, że nie będę Ci przerywać. Choć nie powiem, że nie byłem szczęśliwy z jej słów patrząc na to, że dzień wcześniej błagała o wybaczenie i twierdziła, że mnie bardzo kocha.
-Jesteś po prostu naiwny.
-Taki już jestem nie da się zmienić w człowieku wszystkiego, ale mam Ciebie. Ty jesteś od myślenia, a ja od robienia.- uśmiechnął się.
-Dobrze od dzisiaj będę Twoim mózgiem, którego do tej pory nie miałeś, a wiesz, że powinnam Cię zdzielić w te loczki?
-Za co znowu?- spojrzał na mnie zdziwiony. Zaczęłam wyliczać na palcach.
-Siadania na kolanach, całowania i macania nie było w umowie.- wstałam i podeszłam do niego.
-A była jakaś umowa?- dopiero teraz zauważył, że mój szlafrok jest rozwiązany, zmierzył mnie wzrokiem, widząc to szybko go zawiązałam na co się zaśmiał.
-Gdybym wiedziała, że tak się z Tobą interesy robi nigdy bym w to nie weszła. Nawet nic z tego nie mam.
-Jak to nic? Zrobiłaś dobry uczynek, bo mi pomogłaś czyli pójdziesz do nieba.- palnął śmiejąc się.
-Taa i powiem Bogu „Moim dobrym uczynkiem było to, że dałam z liścia Madonnie i tym samym pomogłam Michaelowi Jacksonowi". Ty jak coś wymyślisz.
-A co byś chciała? Jesteś strasznie wybredna.
-Wymyśl coś. Kreatywny jesteś, takie układy taneczne wymyślasz, a zwykłej nagrody nie potrafisz?
-Ale to musi być coś niezwykłego... Mam!
-No jestem ciekawa.
-Możesz dostać całusa od najsławniejszego, najprzystojniejszego i najfajniejszego faceta na świecie.
-Od Johnny'ego Depp'a?!- skrzywił się.
-Popsułaś wszystko. Mówiłem o sobie.
-Całus od Ciebie? Eeee to nic niezwykłego.
-Chyba nie wiesz co mówisz.
-No, ale ten Jackson rzeczywiście jest taki naj, naj, naj jak mówisz?
-Oczywiście, że tak! No mi nie wierzysz?
-No to ewentualnie mogę się zgodzić, ale to dalej jest tylko zwykły całus.
-Jakbyś chciała może być coś innego.- poruszył zabawnie brwiami.
-To ja jednak poproszę o tego całusa.- przybliżył się- Tylko ma być niezwykły!
-Bardzo?- spojrzał mi zalotnie w oczy.
-Bardzo, bardzo.- zaśmialiśmy się. Nadstawiłam mu policzek, ale czule pocałował mnie w kącik ust. Zdziwiona i zmieszana szybko odsunęłam się od niego, lepiej nie kusić losu.
-To teraz idę się ubrać.- chciałam go wyminąć, ale przyciągnął mnie w pasie.
-Ale po co? Mnie nie przeszkadza Twój strój.
-Nie dziwię się, może od razu mam się do naga rozebrać?
-Jak chcesz, ja Cię nie zmuszam.- uśmiechnął się.
-A to mam jeszcze jakiś wybór? Wow dziękuję Ci.- powiedziałam z sarkazmem, zaśmiał się, usłyszałam jak ktoś wszedł do domu, a my dalej staliśmy w takich samych pozycjach.
-O cholera...- powiedziała Jess wchodząc do salonu z reklamówkami, które z wrażenia upuściła- Ja nic nie widziałam..- odwróciła się napięcie i chciała wyjść. Wybuchnęliśmy śmiechem.
-Jessica daj spokój, to nie tak jak myślisz.- dalej się śmiałam, odwróciła się do nas.
-Nie wszystko rozumiem wy tu sobie ten tego, a ja wam przerwałam...
-To była zasadzka na Madonnę.
-...już mnie nie ma...co?
-Michael wytłumacz jej, bo ja nie mam siły. Idę się ubrać.- poszłam na górę. Gdy już wreszcie się ubrałam, bo naprawdę w tamtym stroju czułam się źle wróciłam do salonu. Dobrze, że przy mnie był Michael, bo przy innym mężczyźnie w życiu bym się nie rozebrała, ufam tylko jemu. Mój przyjaciel opowiedział wszystko ze szczegółami kucharce, która przeprosiła nas za swoje domysły. Chciałam jechać już do domu, bo robiło się późno, ale oczywiście ta maruda uparł się, żebym została obiecując, że jutro osobiście odwiezie mnie do domu, a potem do pracy. Tak więc spędziłam kolejną noc w Neverlandzie.
******
Pewnie nurtuje Was pytanie co z tą niespodzianką, która miała się pojawić w tym rozdziale. Otóż ta niespodzianka nazywa się Madonna :D Wgl miałam ochotę jej tam najebać XDD w imieniu chociażby Michaela, ale bez przesady chociaż ja bym mu się nie dziwiła po tym co ona odpierdoliła, bo nazwać tego inaczej się nie da, ale Michael nie bije kobiet nawet takich suk. Victoria załatwiła sprawę po babsku xD Wracając jeszcze do początku gdy pisałam teksty typu „pogłaskałam go po policzku, ma taką miękką skórę” albo „odetchnęłam z ulgą” chciało mi się śmiać, no bo oni zachowują się jak dzieci nie? Zamiast prosto z mostu powiedzieć „Kocham Cię”- Sypialnia na górze i do roboty XDD to oni się bawią w kotka i myszkę, ale tak musi być. Wy musicie się jeszcze trochę pomęczyć. U mnie nie ma nic na szybkiego. Akcja toczy się powoli chociaż czasami naprawdę mam ochotę wpakować ich do wyra :D Ja i moje pomysły xD Nie mogę się doczekać komentarzy, nie krępujecie się jechać po Madonnie jak po autostradzie ja chętnie przeczytam :D 
PS: Nawet nie wiecie jaka mnie nerwica wzięła jak szukałam odpowiedniego i ładnego zdjęcia Madonny XDD Przecież ona jest tak niefotogeniczna... Założę się, że połowę jej zdjęć musieli przerabiać w Photoshopie. Nie to co u MJ, bo ona ma tyle pięknych zdjęć, że nigdy nie wiem, które wybrać :D Już kończę moje biadolenie xD Komentujcie ludziska! <333
Pozdrawiam Basia.

9 lutego 2016

Rozdział 12. Jestem sam i zostanę sam.

Witajcie kochani!
Od razu mówię, że tego rozdziału miało nie być napisałam go pod wpływem weny. Pomysł wpadł mi od razu, gdy przypomniałam sobie o pewnej scenie, ale nie będę mówić o co chodzi :D Też się ucieszyłam, bo przedłużam tym samym pewny rozdział, a raczej dwa :) Dzisiaj nie mam dużo do powiedzenia, nowość! :D Więc nie przedłużam już.
Zapraszam do czytania i komentowania!
******
Dzisiaj był dzień mojego wyjazdu do Chicago. Chciałam pożegnać się z Michaelem, ale nie mogłam się do niego dodzwonić, co było dziwne, bo on zawsze odbierał ode mnie telefony. Spróbowałam ponownie, ale znów odezwała się automatyczna sekretarka. Byłam już dawno w domu, z tego względu, że miałam wyjazd służbowy i mogłam wyrwać się szybciej z pracy. Nawet się spakowałam. Zaczęłam poważnie martwić się o Michaela to było dziwne, bo dobrze wiedział, że dziś wyjeżdżam. Czyżby zapomniał? A może nie ma dla mnie czasu?Westchnęłam smutno. Nie wiedząc co ze sobą zrobić włączyłam laptopa i weszłam na elektroniczną pocztę. Zauważyłam, że dostałam e-maila więc szybko sprawdziłam kto do mnie napisał. No nie...tylko nie Sebastian. Wiadomość od niego brzmiała tak: 
 
Witaj skarbie.
To, że nie odbierasz moich telefonów wcale mnie nie zniechęciło, wręcz przeciwnie. Nie uciekniesz ode mnie tak łatwo. Nawet Twój Jackson Ci nie pomoże. Nie rozumiem dlaczego znalazłaś sobie taką babę, potrzebny Ci prawdziwy facet, ale rozumiem pieniądze i sława robi swoje. Do zobaczenia niedługo.
Twój Sebastian.

Gdy przeczytałam tego e-maila byłam w szoku. Po policzku spłynęła mi łza, którą szybko wytarłam. To już nie było śmieszne, naprawdę zaczynam się bać. On może być zdolny do wszystkiego. Nie raz czułam się śledzona i jeszcze wie o MJ i na dodatek myśli, że jesteśmy razem, zresztą wszyscy tak myślą. W tej chwili potrzebowałam tylko i wyłącznie Michaela, żeby mnie pocieszył, przytulił i powiedział, że wszystko się ułoży. Nie miałam pojęcia co mam ze sobą zrobić. W końcu zebrałam się w sobie i postanowiłam pojechać do jego domu i sprawdzić co z nim się dzieje. Zamówiłam taksówkę i od razu z bagażami pojechałam do Neverlandu. Droga nie zajęła dużo czasu, bo był już wieczór i o tej porze ulice LA były prawie puste. Gdy byliśmy już na miejscu zapłaciłam taksówkarzowi i gdy tylko zauważyłam Lucasa zawołałam go od razu.
-Pani Victorio, pomogę z tymi bagażami.
-Dziękuję.- uśmiechnęłam się. Zabrał walizki i skierowaliśmy się w stronę domu.
-Widzę, że przeprowadza się pani na stałe. To już na poważnie.- zaśmiał się. Zrobiłam zdziwioną minę.
-Co na poważnie?
-No pani i szef...
-Ale ja nie jestem z Michaelem.- zaczęłam się śmiać. Lucas się zmieszał.
-Przepraszam panią, nie wiedziałem.
-Nic się nie stało. Wiesz wszyscy tak mówią. Przyzwyczaiłam się już. Właśnie Mike jest w domu?
-Tak, nie wychodził przez cały dzień, nawet nie był w studiu.
-To dziwne, bo dzwoniłam do niego przez pół dnia i nie odbierał.
-Nie mam pojęcia co się stało.- weszliśmy do środka, a Luc postawił walizki w holu.
-Jak będę jeszcze potrzebny to proszę mnie wołać.
-Oczywiście jeszcze raz dziękuję.- uśmiechnął się w odpowiedzi i wyszedł.
-Halo jest tu kto?!- krzyknęłam na cały dom.
-Victoria!- usłyszałam nagle głos Jess, która pojawiła się w korytarzu. Odwróciłam się w jej kierunku i przytuliłyśmy się na przywitanie.
-Przyjechałaś się pożegnać?- spytała odsuwając się ode mnie.
-Też. Co się dzieję z Michaelem? Nie mogłam się do niego dodzwonić przez pół dnia.- powiedziałam z pretensją w głosie.
-Cały dzień siedzi zamknięty w sypialni i nie chce nikogo wpuścić,nawet Mac'a. Nie wiem co się znim dzieje.
-A gdzie Mac?
-Gra w te swoje strzelanki.
-Dobra idę do niego.
-Do Mac'a?
-Nie, Michaela. Mac jak jest w salonie to szybko stamtąd nie wyjdzie.
-Nie wiem czy Cię wpuści.
-Na pewno wpuści.
-Chcesz coś zjeść?
-Nie, a Michael coś jadł dzisiaj?
-Nie, próbowałam go przekupić, że jak zje obiad to dam mu puchar czekoladowych lodów, ale nawet to nie pomogło. Przecież on kocha lody.
-Kolację zje na pewno już ja tego dopilnuję.
-Weź mu tam przy okazji kopa w ten chudy tyłek zasadź ode mnie.
-Masz to jak w banku.- zaśmiałam się i skierowałam się do sypialni przyjaciela. O dziwo drzwi nie były zamknięte. Weszłam powoli do środka. Takiego bałaganu dawno nie widziałam. Ciuchy porozrzucane dosłownie wszędzie, sterta papierów, brudne szklanki na biurku. Michael siedział na łóżku i coś oglądał. Podeszłam bliżej, na łóżku było pełno albumów ze zdjęciami.
-Michael...-gdy tylko mnie zauważył wystraszony zrzucił wszystko na podłogę i wstał z łóżka.
-Co Ty tu robisz?- warknął.
-Przyjechałam się pożegnać, ale skoro jesteś zajęty to...- odwróciłam się z zamiarem wyjścia, ale zatrzymałam się kiedy poczułam, że łapie mnie za dłoń.
-Nie, Vicki przepraszam zostań.- przytulił mnie mocno, objęłam rękami jego szyję.
-Co się dzieje? Nie odbierałeś moich telefonów. Martwiłam się.
-Przepraszam rozładował mi się telefon. Nic się nie dzieję.- odsunął się ode mnie. Usiedliśmy na łóżku. Spojrzałam na zdjęcia, na których był Michael z Madonną. Zawsze uśmiechnięci, a on wpatrzony w nią jak w obrazek.






 
-Tęsknisz za nią?- spytałam wskazując ręką na fotografie.
-Za kim?-postanowił udawać głupka. Wziął jedno zdjęcie do ręki.
-Tak tylko je przeglądałem. Znalazłem je przez przypadek.- wzruszył ramionami i spuścił głowę.
-10 albumów przez przypadek?- podniosłam jego podbródek.
-Brakuje Ci jej?
-Nie..tak..nie...
-To tak czy nie?
-Nie. Jestem zły i mam ochotę coś rozwalić.- wkurzony rzucił jednym albumem o ścianę. Odsunęłam się trochę od niego.
-Może chcesz się wyżyć na mnie?- spojrzał na mnie ze skruchą.
-Przepraszam, nie chciałem być niemiły.
-No to powiedz w końcu co się dzieję!- nie wytrzymałam.
-To się dzieję, że nie jestem taki silny jaki chciałbym być! Denerwuje mnie, gdy widzę Mad i Jerma w telewizji takich uśmiechniętych, szczęśliwych jak trzymają się za ręce. To boli jak cholera. Oni są szczęśliwi, a ja nie. Madonna ma Jerma, a ja kogo mam? Jestem sam i zostanę sam. Nie kocham jej już, ale to nie fair. Ja też zasługuję na szczęście. Jakbyś się czuła gdybyś zobaczyła swojego byłego chłopaka z nową dziewczyną? Jestem wściekły, że nie potrafię ułożyć sobie życia na nowo. Nie potrafię wymazać tylu wspomnień, wspólnych wspomnień...
-Masz mnie...- pogładziłam kciukiem jego dłoń, przez co podniósł swój wzrok na mnie.
-Ale my się przyjaźnimy, sama ciągle dobitnie to powtarzasz.
-A nie przyjaźnimy?- spojrzał na mnie. Dosłownie przewiercał mnie wzrokiem.
-Przyjaźnimy.- powiedział po dłuższej chwili. Westchnęłam.
-Ale ja potrzebuje kobiety, z którą ułożę sobie życie, założę rodzinę...
-To znajdź sobie kogoś.- prychnął.
-Łatwo Ci powiedzieć, Ty masz normalne życie.
-Ale jakoś jestem sama.
-I to mnie dziwi.
-Co sugerujesz?
-Że jesteś piękną, inteligentną, zabawną i wspaniałą kobietą dlatego dziwię się, że jesteś sama.-zarumieniłam się lekko na te słowa.
-Gdybym taka była już dawno miałabym faceta.
-Może po prostu nie zauważasz...nie ważne.- machnął ręką.
-Dokończ.
-Jak w pracy?- uśmiechnął się sztucznie.
-Nie zmieniaj tematu, a co do Madonny to nie pomyślałeś, że ona robi to wszystko specjalnie?
-Niby jaki miałaby w tym cel?
-Wzbudzić w Tobie zazdrość? Przecież ją rzuciłeś, chciała się zemścić.
-Miałem powód, żeby ją rzucić.
-Ale ona jest zadufana w sobie i widocznie się z tym nie pogodziła.
-Może masz rację.
-Ja zawsze mam rację więc przestań się już przejmować. Na taką żmije szkoda nerwów.- zaśmiał się.
-Jeszcze będzie Cię błagać na kolanach, żebyś do niej wrócił.
-Nie sądzę, skoro mnie zdradziła to miała jakiś powód.
-Co Ty znowu gadasz? Jeszcze mi powiedz, że jesteś brzydki, albo...
-Bo jestem.- powiedział smutno.
-Nie jesteś. Nasłuchałeś się w dzieciństwie od swojego ojca i kuzynów i teraz ubzdurałeś sobie, że jesteś co? Brzydki, głupi, może mi jeszcze powiedz, że zaczniesz się odchudzać? Albo nie! Najlepiej zrób sobie kolejną operację plastyczną, ona na pewno Ci pomoże i poprawi Twój wygląd.- powiedziałam wkurzona. Wiedziałam, że Michael ma straszne kompleksy, ale już denerwowało mnie jego głupie gadanie.
-Jak będę chciał to zrobię operację.
-Po co?
-Żeby wyglądać lepiej. Jestem...
-...tak wiem jesteś zasranym perfekcjonistą. Twoja perfekcyjność przeradza się w obsesje. Najlepszym dowodem na to, że wcale nie jesteś brzydki jest Nina, mówiłam Ci co raz mówiła przez sen o Tobie?
-Nie.
-No to lepiej nie chciej wiedzieć, bo się przerazisz. Skoro Mad Cię zdradziła widocznie jej się nudziło i szukała wrażeń w spodniach Jermaine'a.- parsknęliśmy śmiechem, położyłam się na łóżku.
-Widocznie jej nie zadowalałem nie wiem, za mało się starałem.
-Nie zadowalałeś jej? No wiesz ja nie chcę nic mówić, ale chyba zadowolić to ją miałeś CZYM.- podkreśliłam ostatnie słowo na co uśmiechnął się. 
-A Ty skąd wiesz?
-Widać.- zaczął się śmiać.
-Po czym?
-Po Twoich spodniach.- schowałam twarz w poduszkę.
-Co?- dalej się śmiał.
-Wszystko masz na wierzchu! Bardziej obcisłych spodni nie możesz nosić?
-Przesadzasz, nie są aż takie obcisłe, a nawet jeśli to co z tego?
-A to z tego, że potem taka Nina spać nie może.
-A może Ty nie możesz?- szturchnął mnie.
-Mnie Twoje obcisłe spodnie w ogólne nie ruszają, jak dla mnie możesz się teraz rozebrać do naga.- odparłam niewzruszona, a on uśmiechnął się chytrze.
-Chcesz i masz.
-Eeej ja żartowałam no.- zaczął ściągać koszulkę.
-Ale ja nie znam się na żartach.- zaczęłam się z nim siłować, szarpiąc się z materiałem, który próbowałam mu wyrwać. W końcu zdyszana postanowiłam odpuścić.
-Dobra nie mam siły.
-Pamiętaj ze mną nie wygrasz skarbie. Idę do łazienki.
-A idź skarbie.- uśmiechnęłam się- W cholerę i nie wracaj, spokój będę chociaż miała.
-Też Cię kocham!- krzyknął z toalety. Pokręciłam rozbawiona głową. Usłyszałam dzwonek mojej komórki, którą od razu odebrałam.
-MENDO JEDNA DLACZEGO NIE ODBIERASZ ODE MNIE TELEFONU!- tak to była Nina, wywróciłam oczami.
-Zajęta jestem.
-A gdzie jesteś?
-W Neverlandzie.
-Aaaa to trzeba było od razu mówić, już wam nie przeszkadzam.- jestem pewna, że w tym momencie się głupio uśmiechała.
-Przestań. Co chciałaś?
-Jestem w sklepie i tu są takie fajne wibratory i...
-Wibratory?!- w tym momencie z łazienki wyszedł Michael.
-Stefano Ci już nie wystarcza?
-Stefano swoją drogą, ale nie będę wam już przeszkadzać poradzę się kogoś innego. Papa!- rozłączyła się nim zdążyłam powiedzieć cokolwiek.
-Co Ty do Sexshopu dzwoniłaś?- Michael walnął się obok mnie.
-Tak i zamówiłam pięć wibratorów.- powiedziałam z sarkazmem.
-Ooo aż pięć? Pokażesz jak Ci przywiozą?
-Oczywiście zobaczysz je pierwszy. Wypróbować też chcesz?
-Na Tobie?
-Pajac, jesteś zboczony.- uderzyłam go w ramię.
-Nie mniej niż Ty, a poza tym ja jestem facetem.
-I to, że jesteś facetem usprawiedliwia Cię z bycia zboczonym?
-Tak, bo to u facetów to normalne.- zaśmiał się.
-Faceci są dziwni.
-Kobiety też. Zwłaszcza jak używają wibratorów.
-Czemu tak sądzisz? Nie żebym ja używała, ale tak pytam z ciekawości.
-Bo od takich rzeczy jest mężczyzna, a nie gumowy...
-Hahaha dobra nie kończ!- zaśmialiśmy się- W ogóle skończmy te głupie tematy.
-One nie są głupie.
-Twoim zdaniem temat wibratorów jest interesujący?
-No, a nie?- wyszczerzył się.
-Nie mam do Ciebie siły.
-Nikt nie ma.- pocieszył mnie głaszcząc po plecach.
-Współczuję Twojej dziewczynie, a potem żonie.
-Ty nią będziesz.- palnął. Wzięłam to jako żart.
-W takim razie współczuję sobie. Rozwiedziemy się po miesiącu.
-Z Twojej winy.- dokończył.
-Nieprawda, bo z Twojej.- zaśmiał się.
-A tak na marginesie to ten dupek się jeszcze do Ciebie odzywał?- spoważniał.
-O kim mówisz?
-O Sebastianie.
-Dostałam dzisiaj tylko e-maila od niego nic wielkiego.- machnęłam ręką. Nie chciałam mówić o treści tej wiadomości, bo wiedziałam, że Mike się wkurzy. I tak miał wiele problemów, po co dokładać mu jeszcze swoich?
-Ale co napisał?
-Muszę Ci mówić?
-Tak w tej chwili masz mi powiedzieć.
-Ale się zdenerwujesz.
-Nie pierwszy raz, a więc?- powiedziałam mu dokładną treść wiadomości.
-Jadę do tego sukinsyna!- zeskoczył nagle z łóżka. Wiedziałam, że tak będzie. Wywróciłam oczami.
-Michael nigdzie nie będziesz jechać!- stanęłam naprzeciwko niego, tarasując mu przejście.
-Chcesz to tak zostawić? On Ci groził. Zachowuję się jak jakiś psychol.
-Nie chcę pogorszyć sprawy, łazi za mną od trzech lat i jakoś do tej pory nic mi nie zrobił, a odmawiałam mu za każdym razem.- położyłam dłonie na jego ramionach.
-Proszę nie jedź do niego.- popatrzył mi głęboko w oczy.
-Powinien dostać w zęby za to co robi i obiecuję Ci, że jeszcze dostanie i to nie raz.
-Michael błagam nie rób nic głupiego jak mnie nie będzie, a poza tym to moja sprawa i nie wtrącaj się.- syknęłam siadając na łóżku.
-Vicki nie wkurzaj się na mnie. To źle, że się o Ciebie martwię? I chcę Cię bronić?-kucnął przede mną.
-A kim jesteś dla mnie, żeby tak się zachowywać?- milczał.
-Jesteśmy tylko przyjaciółmi, a Ty..

-...a ja co?- warknął kładąc gwałtownie dłonie na moich kolanach. Patrzyłam się w jego czekoladowe oczy jak zaczarowana. Były takie głębokie i ciemne, widziałam po nich że jest zdenerwowany. Nie wiedziałam co mam powiedzieć.
-Okej nie kłóćmy się przez tego kretyna. Przyrzekam, że tym razem odpuszczę, ale jeszcze jedna taka akcja i nie ręczę za siebie.- powiedział w końcu. Uśmiechnęłam się i przytuliłam go od razu.
-A ja wcale się nie kłóciłam.
-To co znowu zwalasz wszystko na mnie?- zaśmiał się.
-Tak to Twoja wina.
-Niech Ci będzie, że moja.- oderwaliśmy się od siebie.
-Chodź zjemy kolację i będę się zbierać na lotnisko. Tak w ogóle słyszałam, że dzisiaj nic jeszcze nie jadłeś.- rzuciłam z pretensją.
-Nie byłem głodny, a Jessica już musiała się poskarżyć?
-I dobrze zrobiła, a właśnie!
-Co?
-Jess kazała Ci dać porządnego kopa.
-Bić mnie znowu chcesz? Mnie?
-Jakie znowu? Tamto to było delikatnie, Ty nie chcesz poczuć mojej twardej ręki.
-Może chcę poczuć coś innego?- uśmiechnął się dwuznacznie.
-Ból...poczujesz ogromny ból jak Cię kopnę w jedno miejsce. Chcesz?
-Chodziło mi o coś innego, ale może nie będę się już odzywać.
-I to jest bardzo dobry pomysł. No chodź wreszcie, bo obiecałam Jess, że zjesz kolację.
-Ale zjesz z nami?
-Tak, chyba muszę się najeść porządnie przed lotem.- zeszliśmy na dół do kuchni, a już na schodach czuć było piękny zapach roznoszący się po całym domu. Po porządnej kolacji i deserze postanowiłam jechać już na lotnisko. Zawsze się spóźniam, a nie chciałam tym razem całej drogi do samolotu pokonać biegiem.
-Do zobaczenia Jess.- powiedziałam żegnając się z kobietą.
-Trzymaj się.
-Cześć mały potworze.- zmierzwiłam włosy blondyna.
-To ma być pożegnanie?- powiedział niezadowolony. Zaśmialiśmy się. Zniżyłam się trochę i pocałowałam go w policzek.
-No to rozumiem.- uśmiechnął się triumfalnie. Na koniec podeszłam do Michaela i przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam. Wdychałam jego zapach, a on głaskał mnie po plecach. Staliśmy tak chyba z pięć minut.
-Eghemm my tu jesteśmy.- odezwał się Mac.
-Mac w telewizji puścili dobranockę co Ty tu jeszcze robisz?- zapytał Mike. Chłopak fuknął coś pod nosem, odwrócił się napięcie i poszedł do swojego pokoju. Spojrzałam na Michaela, który dalej trzymał mnie w swoich objęciach.
-Trzymaj się Piotrusiu.- pocałowałam go w policzek i ruszyłam z Lucasem do wyjścia.
-Uważaj na siebie.
-A Ty nie sprowadzaj panienek pod moją nieobecność.- pogroziłam mu palcem. Cała trójka wybuchnęła śmiechem.
-Nawet jednej miłej pani?- spytał niewinnie.
-Nawet jednej.
-Dobrze w takim razie poczekam na Ciebie.- posłał mi ostatni uśmiech i wyszliśmy z domu. Dwie godziny później siedziałam w samolocie do Chicago ze słuchawkami na uszach.
*********
Tak i znowu będę Wam truła. Wiem, że uwielbiacie jak piszę te moje przemowy :D Jak to powiedziała Karolina mój każdy rozdział jest niczym rozprawka ma wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Z czego tylko rozwinięcie jest rozdziałem XDD Chciałam tylko powiedzieć, że o wiele bardziej przedłużyłam akcję w tym opowiadaniu. Wszytko miało się toczyć szybciej, ale wyszło mi, że napisałam 5 rozdziałów dodatkowych :D Może Wy nie jesteście z tego zadowoleni, ale ja bardzo. Skoro wpadły mi go głowy nowe pomysły to czemu by tego nie wykorzystać? Mimo dawno napisanych już około 42 rozdziałów dużo się pozmieniało, a raczej doszło :) Ogólnie jestem bardzo zadowolona z notki, bo pisało mi się ją szybko i łatwo. Nie mam problemu z opisywaniem rzeczy, których sama doświadczyłam chodzi mi teraz o „zazdrość” Michaela w stosunku do Madonny. Można powiedzieć z życia wzięte! Tylko Michael i tak nie ma źle, bo on widzi ich w TV, a ja muszę pewną parę "zakochanych" oglądać na każdej przerwie w szkole XDD :D Liczę na szczere opinie!
Pozdrawiam Basia <333