21 stycznia 2016

Rozdział 8. Fifty Shades Of Grey.

Witajcie kochani!
Dzisiaj wrzucam kolejny rozdział i od razu zapowiadam, że przez następny tydzień nic się nie pojawi. Z tego względu, iż mam ferie, o czym wszyscy nie wiedzą. Chciałabym trochę odpocząć, sami rozumiecie. Może ewentualnie jak mi się będzie chciało dodam COŚ w niedzielę :) Nawet nie chodzi o to, że gdzieś jadę, bo nigdzie praktycznie się nie wybieram mój plan dnia brzmi następująco : łóżko, Michael, słuchawki i lodówka. Michael w sensie muzyki oczywiście żeby ktoś sobie czegoś nie pomyślał XD Więcej do szczęścia mi nie trzeba ;) Pewnie zastanawia Was nazwa rozdziału. Ogólnie wpadłam na pomysł, żeby napisać rozdział, w którym nawiązuję do filmu 5o twarzy Greya. Nie cierpię tego filmu i wykorzystam Victorię, że tak powiem do wyrażenia opinii na jego temat. Powiem szczerze, że nie mam nic do bohaterów, akcji itd., bo uważam, że sam pomysł na zrobienie takiego filmu był świetny. To też nie chodzi o SCENY czyli tak zwane hoty :D Mimo, że mnie to obrzydza, bo ja hociki to tylko z jedną osobą uwielbiam czytać, bo niestety dane nie było mi obejrzeć i wtedy banan na ryju przez godzinę XDD Zresztą Victoria już Wam wszystko wytłumaczy, ale dodam że filmu nie lubię przez głównego bohatera. Nie wiem po co to mówię. Co Was obchodzi czy ja go lubię czy nie? :D Rozgadałam się po prostu. Mam taką krótką wiadomość do Patrycji. Kochanie moje nie licz w tym rozdziale na jakiekolwiek seksy, mimo że tytuł rozdziału mówi sam za siebie <333 Co do błędów to jeżeli jakieś się pojawią to mi wybaczcie, ale wróciłam od babci, która bez jakichkolwiek skrupułów mnie upiła lampką wina XDD
Zapraszam do czytania i komentowania!
********
Dzisiaj nikt, a ni nic nie mogło zepsuć mi humoru. Nawet to, że od godziny stoję w korku. Byłam zadowolona z wczorajszej kolacji i nie mogę się doczekać dzisiejszego spotkania. Nie myślcie, że zakochałam się w Michaelu od pierwszego wejrzenia, bo pewnie po moim gadaniu można tak wywnioskować. Po prostu dobrze czuję się w jego towarzystwie i wspaniale się z nim dogaduję, mamy wspólny język. Wiele tematów, na które możemy rozmawiać bez końca. To zadziwiające jak szybko zmieniłam zdanie o nim, wystarczyło tak naprawdę jedno spotkanie. Nie znając go osobiście miałam wyrobioną opinię o nim dzięki mediom. Sama się sobie dziwię, że głupa gazeta plotkarska potrafi tak manipulować ludźmi i wcisnąć każdy kit, a ludzie którzy w to wierzą są głupi. To jest bardzo smutne. Patrząc na to, że każdy człowiek ma rozum i powinien go używać, ale większość idzie na łatwiznę wierząc brukowcom, bo najlepiej jest oskarżać kogoś na podstawie plotek. Sama taka byłam, ale gdy poznałam Michaela moje życie i pogląd na świat zmienił się o 360 stopni. Wyobrażałam go sobie jako rozpieszczoną i rozkapryszoną gwiazdeczkę, która nie widzi nic prócz czubka własnego nosa. Nie liczę na nic więcej z jego strony niż przyjaźń. Gdzie ja taka zwykła dziewczyna i Król Popu? Nie wyobrażam sobie tego. Kompletnie nie pasuję do jego świata. Na wczorajszej kolacji nie chciałam poruszać tematu Madonny, bo mimo że Michael świetnie udawał, że ma ją gdzieś widać było po nim, że cierpi. Gdy byłam w restauracji z klientem w radiu usłyszałam co ta wywłoka zrobiła i sądzę, że niestety Michael też to słyszał. Byłam bardzo zła i miałam ochotę powyrywać jej te farbowane kłaki. Jak bardzo trzeba być fałszywym i podłym żeby posunąć się do takich rzeczy? Nie mieści mi się to w głowie. Usłyszałam nagle dźwięk telefonu. Jak to Nina to wyrzucę komórkę przez okno przysięgam! Na szczęście mojego telefonu to była Alex. 
-Hej Alex.- rzuciłam zadowolona, że to ona do mnie dzwoni.
-No witaj gwiazdo, jak tam randka się udała?
-Po pierwsze to nie była randka, a po drugie kolacja się udała. Ty chociaż normalnie dzwonisz, a nie to co ta świruska. Tracę do niej cierpliwość.- westchnęłam. Wjechałam na parking, zamknęłam samochód i udałam się do ogromnego wieżowca.
-Co ona znowu wymyśliła?
-Wchodzę do domu...Przepraszam! Nie zdążyłam nawet do niego wejść, bo ona już tam na mnie czekała i brutalnie wciągnęła do środka. Zaczęła się wypytywać o wszystko jak zwykle na co powiedziałam, że było miło i zamknęłam jej drzwi przed nosem.- zaśmiała się.
-Cześć Sydney.- przywitałam się z sekretarką.
-Hej Vicki.- uśmiechnęła się do mnie.
-Myślisz, że z tego coś wyjdzie?- zaciekawiła się.
-Co masz na myśli?- weszłam do swojego biura i rozsiadłam się na fotelu kładąc nogi na stole.
-No Między Tobą, a Michaelem przecież...
-...Alex błagam Cię nie zaczynaj tak jak Nina. Jesteśmy TYLKO przyjaciółmi. Nie wiem co jest trudnego w zrozumieniu słowa przyjaźń. Chociaż znamy się krótko więc sama nie wiem czy można naszą relację nazwać przyjaźnią.- westchnęłam.
-A widzisz! Fajną bylibyście parą.
-Dobrze wiesz, że mam dosyć facetów i związków. Na początku zawsze jest kolorowo, a po kilku miesiącach wszystko się sypie.
-Ale przyznaj, że Michael Ci się podoba.
-Jest przystojny, ale powie Ci to 90% kobiet na ulicy.
-Ale to Ty się z nim spotykasz. W Twoim głosie nie wyczułam zachwytu.-zaśmiała się.
-A co mam wzdychać na jego widok i mieć za przeproszeniem kisiel w majtkach tak jak Nina?- wybuchnęłyśmy śmiechem.
-A prezent Niny się chociaż przydał?- cały czas się śmiała.
-No coś ty. Tylko jak wyszłyście wywaliłam wszystko do kosza.
-Wiesz co by na to powiedziała?
-Mhmm, że zmarnowałam tak pożyteczną rzecz.- zaśmiała się.
-No dokładnie.
-Dlatego lepiej jej nic nie powiem, bo się jeszcze nie daj Boże obrazi na mnie.
-Ja jej nie wygadam.
-To dobrze, a wiesz zaprosiłam Michaela dzisiaj do siebie.
-To wspaniale!
-Tylko wiesz nie wiem czy dobrze zrobiłam, bo nie chcę być nachalna i się narzucać.
-A jaka była jego reakcja?
-Ucieszył się i zgodził od razu.
-Widzisz, więc czym się przejmujesz?
-Nie wiem już sama. Mam po prostu wątpliwości czy dobrze robimy spotykając się. On ma ważniejsze sprawy na głowie niż ja. Jesteśmy z dwóch różnych światów, on jest super gwiazdą, a ja...
-Gdyby nie chciał się z Tobą spotkać odmówiłby od razu.
-Jesteś pewna? A może nie chciał mi zrobić przykrości.
-Przestań, Victoria więcej pewności siebie.
-Dobrze wiesz, że jestem jaka jestem. Nie potrafię być taka jak Nina.
-Gdybyś była taka jak Nina na pierwszej randce zaciągnęłabyś Michaela do łóżka.
-No w sumie tak...
-Dziewczyno więcej optymizmu.
-Jestem realistką.
-To czas najwyższy to zmienić.
-Dziękuję Ci.
-Za co?- zdziwiła się.
-Że mnie wspierasz, bo Nina tylko ciągle poucza i ma o wszystko pretensje. Powinna zrozumieć, że jestem taka, a nie inna. Nie muszę być taka jak ona.
-Nie ma za co, przecież się przyjaźnimy. A Niną się nie przejmuj ona ma taki trudny charakter.- zaśmiałam się.
-Taaa biedny Stefano.
-Też mu współczuję.
-Alex ja będę już kończyć w pracy jestem. Mam trochę roboty.
-Okej tylko odezwij się jak tam z Michaelem było.
-Ależ Ty ciekawska.
-No niestety pod tym względem jestem taka jak Nina.
-Dobrze, że tylko pod tym.
-To miłej pracy papa.
-Cześć.-odłożyłam telefon i zabrałam się od razu do roboty. Miałam dzisiaj pracować nad projektem dla Pauli Abdul. Oprócz Michaela pierwszy raz miałam styczność z taką sławną osobą. Nasza firma jest najlepsza w LA więc nie pierwszy raz takie gwiazdy robią u nas zamówienia, tyle że ja nie pracuję tu długo, a szef chce mnie sprawdzić dlatego akurat moją klientką jest Paula. Byłam z nią na jednym spotkaniu i na pewno nie ostatnim, bo trzeba jeszcze dużo omówić i zaplanować. Chociażby muszę zobaczyć miejsce, które ma być zagospodarowane przez różnorodne rośliny i meble ogrodowe. Na spotkaniu z Paulą poznałam jej oczekiwania co do ogrodu, jest bardzo wymagającą osobą, ale również miłą. Świetnie mi się z nią pracuję. W przeciwieństwie do ostatniego klienta, który był biznesmenem. Dobrze, że mam to już za sobą był strasznie arogancki i bezczelny. Ciągle mnie pouczał nie mając pojęcia o czym nawet mówi. Wszystkie moje pomysły mu nie odpowiadały, a to kolor zły, a to drzewo nie te, a to kształt nie taki. To ja skończyłam studia o kierunku architektury krajobrazu i w przeciwieństwie do niego znam się na tym co robię. Przeglądając pocztę w internecie zauważyłam, że mam e-maila od Pauli, w którym chce umówić się na następne spotkanie. Szybko jej odpisałam. Ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę!-do biura wszedł mój szef. Miły, starszy pan z brodą. Wstałam od razu poprawiając marynarkę.
-Usiądź Victorio nie jestem jakimś Królem żebyś tak reagowała.- zaśmiał się.
-Przepraszam.-zmieszałam się i usiadłam z powrotem.
-Chciałem sprawdzić jak idzie Ci projekt.- zajął miejsce naprzeciwko mnie.
-Myślę, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Byłam już na jednym spotkaniu z Panią Abdul i właśnie umówiłyśmy się na następne.
-To dobrze, wiem że na razie nie masz nic do roboty tak naprawdę póki nie zobaczyłaś miejsca przyszłego ogrodu.- jak to nie mam nic do roboty? Zdziwiłam się.
-Znaczy ja właśnie chciałam zrobić rysunek techniczny...
-Ale nie rób sobie dodatkowej pracy. Teraz zrobisz rysunek, a jak później wymiary rzeczywiste nie będą się zgadzać?
-No tak, przepraszam.
-Nic się nie stało, w końcu mogłaś się pomylić. Ostatnie zamówienie dostałaś po Kimberly, miałaś je tylko dokończyć.
-Wiem, ale chyba powinnam wiedzieć takie rzeczy.
-Pracujesz tu dopiero dwa miesiące. Nauczysz się wszystkiego spokojnie. Właśnie chciałem Ci powiedzieć żebyś pojechała do domu. Po co masz tu bezczynnie siedzieć? Chyba, że chcesz pomóc Chrisowi?-skrzywiłam się lekko.
-Chrisowi?
-Żartowałem! Ale miałaś minę.- zaśmiał się, a ja również z nim.
-Wiemy jaki jest Chris z charakteru w życiu nie kazałbym Ci z nim pracować.- odetchnęłam z ulgą.
-Ale jest dobrym pracownikiem, najlepszym.
-To prawda, ale to może ulec zmianie.- puścił mi oczko. Nie wiedziałam co ma na myśli.
-Idę teraz na spotkanie z zarządem. Jak będziesz miała jakieś pytania, albo problemy zawsze możesz do mnie przyjść.- wstał uśmiechając się przyjaźnie.
-Dziękuję panu.- skinął głową i wyszedł. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 14:00. Czas strasznie szybko leci, gdy jestem w pracy. Zanim dojadę do domu minie godzina, bo na pewno będą korki. Muszę jeszcze wstąpić do sklepu, bo moja lodówka świeci pustkami i najważniejsze posprzątać w domu. 400 m2 w godzinę? Coś mi się wydaję, że wszystko będę robiła biegiem. Zamknęłam laptopa i chwyciłam torebkę. Już chciałam wyjść, ale zadzwonił telefon stacjonarny. Akurat teraz! Odebrałam szybko.
-Tak Sydney?
-Jakiś facet na czwórce. Mówi, że musi koniecznie z Tobą porozmawiać.-zdziwiłam się. Michael?
-Połącz.-odparłam zrezygnowana.
-Witaj ślicznotko.- nie no jego się nie spodziewałam. Myślałam, że już się odczepił.
-Sebastian?
-A spodziewałaś się kogoś innego?
-Czego chcesz?- warknęłam.
-Ciebie.-zaśmiał się.
-Wiesz co, mam Cię serdecznie dość. Odpieprz się w końcu ode mnie!-rzuciłam słuchawką. Co za dupek! To się normalnie nazywa prześladowanie. Chyba jednak popsuł mi się humor. Wyszłam z gabinetu.
-Do jutra Sydney. Aha jak jeszcze raz zadzwoni Sebastian White nie łącz mnie z nim i przekaż, że kazałam mu się wypchać.
-Ale...
Trzasnęłam drzwiami po czym jak najszybciej wsiadłam do auta i odjechałam z parkingu.
******
Zrobiłam szybkie zakupy i właśnie latam po całym domu z odkurzaczem i ścierką. Chyba jeszcze tak szybko nigdy nie sprzątałam, a było co. Wreszcie odłożyłam wszystko i opadłam zmęczona na kanapę. Za pół godziny przychodzi Michael. Poszłam więc wziąć ekspresowy prysznic i przebrać się. Założyłam ciemne jeansy i białą koszulkę na ramiączkach, a włosy związałam w kucyka. Psiknęłam się jeszcze ulubionymi perfumami i byłam gotowa. Słysząc dzwonek do drzwi zbiegłam po schodach żeby otworzyć. Ujrzałam uśmiechniętego Michaela.
-Witaj.- rzucił mierząc mnie wzrokiem z góry na dół.
-Cześć.- przytuliłam go delikatnie na powitanie co mu się chyba spodobało, bo przycisnął mnie jeszcze bardziej do siebie.- zaśmiałam się.
-Bo mnie udusisz.
-Po prostu się stęskniłem, bo dawno się nie widzieliśmy.- wyszczerzył się.
-Tak doprawdy, jeden dzień to naprawdę długo.
-A żebyś wiedziała.
-Wejdź do salonu. Wiesz tak sobie pomyślałam, bo Nina ostatnio dała mi kilka nowych filmów do mojej kolekcji. Obejrzymy coś?
-Jestem za.- usiadł na kanapie.
-W takim razie wybierz coś. Filmy są w szufladzie pod telewizorem, a ja w tym czasie przyniosę coś do picia i jedzenia.
-Okej.-poszłam do kuchni. Wsypałam do misek popcorn, chipsy i żelki, które uwielbiam. Zaniosłam wszystko do pokoju. Michael jeszcze wybierał, a ja wzięłam jeszcze dwie puszki pepsi.
-I jak wybrałeś?- spytałam siadając na kanapie.
-5o Twarzy Grey'a co myślisz?- pokazał opakowanie.
-Czemu nie. Jak to Nina powiedziała...-zastanowiłam się na chwilę- Zajebisty film musisz go koniecznie obejrzeć.- zaśmialiśmy się. Włączył film i usiadł blisko mnie. Bardzo blisko...
-Uwielbiam popcorn.- wziął miskę na kolana.
-Wiem.
-Skąd?
-Z Thrillera.- roześmiał się.
Po godzinie oglądania tego czegoś miałam ochotę go wyłączyć. Tak durnego filmu dawno nie widziałam. Spojrzałam na Michaela. Po jego wyrazie twarzy wywnioskowałam, że podobał mu się bardzo. Gapił się w telewizor jak zaklęty, a raczej na pewną scenę, której nie mam zamiaru opisywać. Przecież to facet. Czego się spodziewałam, że zakryje oczy i powie: „Bleeee, nie będę tego oglądał!" Ze względu na niego postanowiłam pomęczyć się jeszcze kolejną godzinę. Patrzyłam na tą biedną dziewczynę i nie wierzyłam w to co widzę. Nina jakby posłuchała mojej recenzji na temat tego filmu powiedziała by pewnie, że ze mnie cnotka orleańska. No cóż my mamy odmienne zdania na takie tematy. Kiedy film się skończył odetchnęłam z ulgą.
-Fajny film.- stwierdził Mike wyłączając go.
-No Ty chyba żartujesz.- spojrzałam na niego oburzona.
-Już wiem czemu Ninie tak się podobał.- prychnęłam. Michael się zaśmiał.
-Przesadzasz.
-Przesadzam? Boże ja współczuję tej Anastazji, że trafiła na takiego sadystę. Jak on ją w ogóle traktował? Takiego to tylko za jaja i na latarnie.- śmiał się jak opętany.
-Nie wiem co w tym filmie jest fajnego. Może tekst typu : „Ja się nie kocham. Ja rżnę i to ostro."- udawałam głos Christiana Grey'a- I z czego się cieszysz?- założyłam ręce na klatce piersiowej.
-Z Ciebie.- walnął prosto z mostu.
-No dzięki wiesz.- poszłam obrażona do kuchni. Ja tu o poważnych rzeczach, a on ma ze mnie ubaw po pachy. Co ja powiedziałam śmiesznego? Poczułam jak przytula się do moich pleców. Wiedziałam, że przyjdzie. Jeśli myśli, że walnie mi swój hollywoodzki uśmiech i po sprawie to się grubo myli.
-Vicki jesteś zła?- mruknął.
-Tak.- powiedziałam niewzruszona.
-Oj przestań to tylko film.
-Ja kto tylko?
-E tam mnie się...
-...tak wiem Tobie się bardzo podobał. Widziałam, siedziałeś jak zaczarowany.
-Jak nie przestaniesz się złościć porozmawiamy inaczej.- powiedział z udawaną powagą w głosie.
-Pffff, najpierw musisz mnie złapać.- wytknęłam mu język. Wyminęłam go i pobiegłam na górę.
-Osz Ty! Jak Cię złapie będziesz błagać o litość!- pobiegł za mną.
-Zobaczymy.- zaczęłam się śmiać. Kiedy byłam już na pierwszym piętrze poczułam jak łapie mnie w pasie.
-Mam Cię!- zaśmiał się szyderczo po czym zawiesił mnie sobie na ramieniu tak, że głową zwisałam w dół.
-Michael durniu puszczaj!- zaczęłam pięściami na razie lekko walić o jego plecy.
-Nie wierć się tak, bo dostaniesz w tyłek.- przestałam, a on otworzył z kopa pierwsze lepsze drzwi, które okazały się pokojem gościnnym.
-Grzeczna dziewczynka.- położył mnie na łóżku.
-I co teraz?- pochylił się nade mną z tym swoim chytrym uśmieszkiem.
-Wiesz chyba mój telefon dzwoni...- palnęłam pierwsze co mi przyszło do głowy.
-Tak?Ja nic nie słyszę.- nie dał się nabrać, muszę wymyślić coś innego. Przybliżył się i zaczął bez skrupułów mnie torturować. Miałam straszne łaskotki i darłam się na cały dom.
-Mi..mimi...prze...stań..hahahaha...błagam no..hahahaha...- zaczęłam się wiercić, wierzgać nogami i śmiać się jak opętana.
-No..weź....zrobię wszystko!- wydyszałam. Przestał i złapał mnie za nadgarstki, które ułożył nad moją głową.
-Nie będziesz więcej strzelać fochów?
-Przysięgam.
-Na pewno?- zmrużył oczy.
-Tak!
-Masz szczęście następnym razem będzie gorsza kara, o wiele.- puścił moje ręce.
-No wreszcie. Odwdzięczę Ci się zobaczysz.
-Taaa na pewno.- prychnął pod nosem- Nie dasz mi rady.
-Nie wierzysz?
-Nie.
-Założę Ci kajdanki i...
-...masz kajdanki?- na jego twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech.
-Nie mam, ale mogę mieć.- no przecież nie powiem mu, że trzymam kajdanki w domu i to w dodatku takie różowe z piórkami, które się u mnie znalazły przez Ninę.
Z rozmyśleń o tamtej imprezie wyrwał mnie głos Michaela.
-Będę się już zbierać. Zasiedziałem się trochę. Jutro pewnie musisz iść do pracy, a ja tu tak przesiaduję.
-Mike przestań, jak dla mnie możesz jeszcze zostać.
-Wiesz nie mogę za bardzo. Mam w domu dziecko i muszę...
-...masz dzieci?- spytałam przerażona podnosząc się do pozycji siedzącej. Zaśmiał się.
-Ja dzieci? Nie no co Ty. Mój przyjaciel Macaulay Culkin jest u mnie na parę dni.- odetchnęłam z ulgą. 
-Culkin...Culkin coś mi to mówi.
-Oglądałaś może Kevin sam w domu?
-No pewnie, kto tego nie oglądał?
-Mac właśnie grał Kevina.
-Aaaa to ten mały, słodki chłopiec?- uśmiechnęłam się.
-Już nie taki mały, a tym bardziej słodki. Niezłe z niego ziółko. Swoją drogą Mac chętnie by Cię poznał.
-Proponujesz mi kolejne spotkanie?- spuściłam wzrok.
-Tak proponuję.- podniósł mój podbródek.
-Nie będę Wam przeszkadzać?- spytałam niepewnie.
-Oczywiście, że nie. Będzie nam bardzo miło, jeśli tym razem Ty mnie odwiedzisz.
-Skoro tak mówisz.
-Super, przyjadę po Ciebie do pracy.
-Nie rób sobie kłopotu mogę przyjechać sama.
-To nie kłopot, sama przyjemność.
-Okej w takim razie bądź o 15:00.- wstaliśmy.
-Postaram się nie spóźnić.
-Odprowadzę Cię.- zeszliśmy na dół.
-Więc...
-...więc do jutra.- stanęłam na palcach i pocałowałam go w policzek. Wyszedł, a ja ogarnęłam salon. Kiedy już wszystko posprzątałam udałam się do łazienki w celu wzięcia długiej gorącej kąpieli. Ubrana w piżamę z Myszką Miki położyłam się do łóżka i próbowałam zasnąć, ale nie mogłam. Uniemożliwiała mi to jedna osoba, która siedziała mi w głowie. Michael...Pierwszy raz tak długo nie mogłam zasnąć. Nigdy nie miałam kłopotów z bezsennością. Około trzeciej nad ranem w końcu udałam się się do krainy snów.
*****
Niektórzy pewnie się zastanawiają po cholerę ciągle gadam o mediach i tym, że zniszczyły Michaelowi życie. Przecież wszyscy to wiedzą. Otóż nie, my fani MJ to wiemy, ale są osoby mi bliskie, które nie są fanami Michaela i nic nie wiedzą o nim, a czytają moje opowiadanie. Ja próbuję pod względem plotek chociażby pokazać jak wyglądało życie MJ. Wiadomo, że nie wiem nikt nie wie co on czuł, gdy ciągle czytał albo widział w TV bzdury na swój temat. Ale to co tu opisuję jest moją opinią. Pisze prawdę o mediach i dziennikarzach. Chyba nikt mi nie zarzuci, że kłamię? I przy każdej możliwej okazji, nie w każdym rozdziale, ale będą takie przemyślenia Michaela, żeby nie którym osobą wbić do głowy PRAWDĘ. Może z matematyki jestem tempa jak but z lewej nogi i mam problemy z pamięcią, ale na pewno widzę to czego inni udają, że nie widzą. Nie chodzi mi o przekonywanie na siłę do Michaela nie lubisz go? Twoja sprawa, ale najpierw zadaj sobie pytanie dlaczego? I czy aby na pewno, masz rację? Ja też jestem uparta jak osioł i jak wiem, że mam rację to kłócę się tak długo aż ta druga osoba odpuści. Więc zadaj sobie kolejne pytanie, czy to co piszę w gazecie jest prawdą? Czy ci ludzie kłamią, a może zrobili jakieś kompromitujące zdjęcie dodali do tego ciekawą historyjkę i puścili w świat dla śmiechu, rozrywki. A może zrobili to dla zysku? Dla pieniędzy, dla których jeden człowiek jest w stanie zniszczyć życie drugiemu człowiekowi. Poznaj, dopiero oceniaj. Moje motto życiowe od dziś. Nie mówię teraz tylko o MJ, ale o różnych gwiazdach. Przepraszam za te moje refleksje, bo wiem że dla 90 % ludzi czytających mojego bloga to co powiedziałam jest oczywiste, ale są osoby którym trzeba to wytłumaczyć na spokojnie. Nie drzeć ryja tak ja to często robię...jeszcze zależy na kogo xD Pozdrawiam wszystkich! I jeżeli ktoś ma ochotę niech wypowie się na ten temat i wyrazi swoją opinię <3333
Aguś zdjęcie pana Jacksona specjalnie dla Ciebie, wiem że Ci się podoba. W głębi serca Ty również to wiesz tylko przyznać się nie chcesz :D Żarcik przecież, to z miłości do Ciebie mi odwala :***

19 stycznia 2016

Rozdział 7. Kolacja ze śniadaniem.

Witajcie kochani!
Dałam radę wstawić dzisiaj kolejny rozdział chociaż miałam już sobie odpuścić i zrobić to jutro, ale jak obiecałam to słowa dotrzymuję. Niektóre osoby ciągle mi kwiczały, że krótkie i krótkie. Tak więc dzisiaj rozdział jest długi jak cholera. Na Wasze życzenie. Chcecie i macie :) Z notki ogólnie jestem zadowolona, jak zwykle połowę dopisałam, pokreśliłam i poprawiłam. Ale efekt końcowy mi się podoba. Mam nadzieję, że nie zrobiłam dużo błędów. Nie przedłużam więcej mojego bezsensownego monologu.
Zapraszam do czytania i komentowania!
*******
Siedziałam w salonie gapiąc się w telewizor, w którym jak zwykle nie było nic ciekawego. Prawie zasypiałam, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. To pewnie dziewczyny. Leniwie ruszyłam otworzyć, ale nie zdążyłam, bo do środka wparowała Nina, a za nią Alex śmiejąca się z jej zachowania.
-Opowiadaj o czym wtedy gadałaś z Michaelem. Zaprosił Cię gdzieś? Czemu zostawiłaś mi taką krótką wiadomość? Skróciłaś włosy? Ładnie Ci tak.- jej powitania bardzo często tak wyglądają. Poszłyśmy do salonu.
-Może najpierw jakieś cześć Victorio bardzo się cieszę, że Cię widzę?- spojrzałam na nią podnosząc jedną brew do góry.
-Oczywiście, że się cieszę- przytuliła mnie tak samo jak Alex.
-Co Ty jej zrobiłaś, że gada jak najęta?- zaśmiała się.
-Ja? Nic ewentualnie Stefano.
-Ej nie przyszłyśmy tutaj rozmawiać o Stefano tylko Tobie i Michaelu.
-Spokojnie zaraz wam wszystko opowiem. Napijecie się czegoś?
-Kawy.
-Herbaty.-usłyszałam w odpowiedzi. Poszłam do kuchni i po chwili wróciłam z trzema kubkami i ciastkami. Wszystko postawiłam na stoliczku po czym usiadłam na kanapie.
-Więc?-wpatrywały się we mnie jak w wyrocznię.
-Więc Mike zaprosił mnie na kolację.
-No okej, ale jak się w ogóle poznaliście?- spytała Alex.
-W klubie. Szłam do naszego stolika i wpadł na mnie rozlewając przy okazji mojego drinka. Oczywiście przeprosił, ale nakrzyczałam na niego.-wybałuszyły oczy- Nazwałam go kretynem, a później...
-Nazwałaś Michaela Jacksona kretynem?!!- odezwały się obie.
-Tak,a potem poszłam do toalety. Wracając zobaczyłam go przy barze więc poszłam tam żeby go przeprosić. Zaczęliśmy rozmawiać, okazało się że pije, bo zdradziła go dziewczyna z jego bratem...
-...Madonna zdradziła Michaela z jego bratem?!!- znowu mi przerwały.
-Tak.-powiedziałam zirytowana. Obie patrzyły na mnie z otwartymi ustami.
-Niemów, że nic nie wiedziałaś. W studiu pewnie huczy.
-Nic nie wiedziałam, bo nikt mi nic nie powiedział. Zawsze jak jest jakaś afera to większość siedzi cicho, a już zwłaszcza taka afera. No, ale mów co było dalej!- rzuciła podekscytowana.
-Po dwóch godzinach był już wstawiony, a ja wcale nie byłam w lepszym stanie. Poszłam z nim na parking i...- zaczęły się śmiać.
-Przestańcie!I resztę już widziałyście. Następnego dnia pojechałam do tej małpy.- powiedziałam wskazując palcem na Ninę, która przestała się śmiać- I spotkałam tam Michaela, który chciał zaprosić mnie na kawę, ale odmówiłam...- i znowu nie było dane mi dokończyć.
-Jesteś nienormalna?!- krzyknęła Nina wstając- Jak mogłaś mu odmówić?!
-A dałaś mi dokończyć?- z powrotem usiadła.
-No właśnie. Odmówiłam, bo miałam przecież spotkanie z klientem. Zapytał wtedy czy mam chłopaka na co zaprzeczyłam więc zaproponował mi kolację dzisiaj wieczorem.- zakończyłam tą jakże interesującą opowieść-Teraz już wszystko wiecie.
-O której ta kolacja?
-O20:00 ma po mnie przyjechać.- wzięłam ciastko, którego nawet nie zdążyłam ugryźć.
-I Ty mówisz to tak spokojnie? Zostały tylko trzy godziny.- Nina wyrwała mi ciastko.
-Dokładnie mamy mało czasu.- wtrąciła się Alex.
-Ej, ale na co?- zaśmiałam się.
-Przecież musisz wyglądać zajebiście. Tak żeby Jackson zemdlał na Twój widok.- podekscytowana razem z Alex pociągnęły mnie za rękę i zaprowadziły do sypialni.
-Nie przesadzajcie to zwykła kolacja.- powiedziałam pewna siebie. 
-Dobra, dobra.- i się zaczęło.
 ******
Stałem przed lustrem w holu i chyba setny raz poprawiałem już włosy. Chciałem dobrze wyglądać przed Victorią Czym ja się tak denerwuje? Przecież to zwykła kolacja, ale za to z niezwykłą dziewczyną. No właśnie Vicki...Bardzo ją polubiłem, mimo że powinienem być teraz ostrożny z kobietami to czuję, że ona mnie nie skrzywdzi. Po jej zachowaniu w stosunku do mnie wywnioskowałem, że mogę jej zaufać. Wtedy w klubie potraktowała mnie jak normalnego faceta, którym zresztą jestem, ale niektórzy o tym zapominają... 

To nie tak, że wymazałem z pamięci Mad i biorę się za kolejną dziewczynę. Nadal boli mnie to w jaki sposób mnie potraktowała, a najbardziej, że nie potrafiła przyznać się do winy tylko zrzuciła wszystko na mnie. I oczywiście wszyscy jej wierzą, bo to kobieta. Popłakała się pewnie przed dziennikarzami dla lepszego efektu, a oni zamiast zapytać mnie o zdanie to uwierzyli w te bzdury. Powinienem iść teraz do byle jakiego brukowca, albo zorganizować konferencję prasową i wszystko wyjaśnić, powiedzieć jak było naprawdę, ale po co? Przecież i tak mi już nikt nie uwierzy. Nie mam siły o tym myśleć. Mam nadzieję, że chociaż na kolacji zapomnę o Mad. Nie chcę po raz kolejny psuć sobie i Vicki humoru. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie Mac.
-Coś Ty się tak wystroił jak struż w Boże Ciało?- zaśmiał się.
-Jestem umówiony, lepiej mi w rozpuszczonych czy związanych?- odwróciłem się do niego.
-W rozpuszczonych. Z kim?
-Z Victorią.
-Uuuuu widzę, że nie próżnujesz i słuchasz się moich rad.
-Oczywiście Twoje rady są bezcenne.- powiedziałem sarkastycznie.
-A gdzie jedziecie?
-A co Ty wywiad środowiskowy przeprowadzasz?
-Niezła dupa z niej musi być skoro tak mało o niej mówisz. Pewnie nie chcesz zapeszać, albo boisz się, że jak mnie pozna zakocha się we mnie od pierwszego wejrzenia. Mój urok osobisty tak działa na dziewczyny.- puścił mi oczko.
-Tonie jest dupa, tylko Victoria. Jak Ty się wyrażasz? Poza tym nie sądzę żeby zakochała się w 12- latku.
-Nie martw się aż takim chamem nie jestem żeby odbijać Ci laskę.-poklepał mnie po plecach.- No to dowiem się gdzie jedziecie?
-Do restauracji na kolację.
-Mhmm i co będziecie robić po kolacji?- zdezorientowany odwróciłem się w jego stronę.
-A co mamy robić? Odwiozę ją do domu.
-Och God Mike Ty w ogóle nie znasz się na kobietach.
-Odezwał się ekspert.- prychnąłem.
-A żebyś wiedział, mówi Ci coś kolacja ze śniadaniem?- spojrzał na mnie dwuznacznie. Wybuchłem niekontrolowanym śmiechem.
-Co w tym śmiesznego?
-Nie wiem skąd Ty wiesz takie rzeczy i szczerze mówiąc nie chcę wiedzieć, ale żadnego śniadania nie będzie ani jutro ani pojutrze.-spojrzał na mnie jak na idiotę.
-Wiesz co? Dupa z Ciebie, a nie facet.- i poszedł na górę. Pokręciłem niedowierzająco głową. Do czego to doszło żeby 12- letnie dziecko uczyło mnie jak postępować z kobietami. Świat zwariował, albo ja jestem zacofany. Poszedłem do Jess.
-I jak wyglądam?- zapytałem kucharki, która oderwała się od książki. Zaczęła mnie oglądać z każdej strony.
-Świetnie, Victoria zemdleje na Twój widok.- powiedziała w żartach.
-Wypluj to słowo. Mam dość kobiet mdlejących na mój widok.
-To nie ich wina tylko Twoja.- zaśmiała się.
-Moja? A co ja takiego robię?- zrobiłem obrót. Jessica westchnęła przelotnie patrząc na mój tyłek. Pewnie myślała, że nie zauważę.
-Jess!
-No co? Masz odpowiedź. Nie kręć tak tymi biodrami to mdleć nie będą.
-Wcale nie kręcę.
-Jedź już, bo mnie denerwujesz.
-Na pewno? Bo wiesz mogę jeszcze pokręcić biodrami jak tak bardzo chcesz.- wyszczerzyłem się.
-Wypad!-rzuciła we mnie poduszką, ale nie trafiła bo się schyliłem.
-Nie musisz się tak wkurzać, wystarczyło poprosić o specjalny taniec. Całą noc byś nie spała.
-Jackson jak Cię zaraz kopnę w dupę to z bólu całą noc nie będziesz spał. Wynocha, bo zaraz coś ci zrobię!
-Taaak? A co mi zrobisz?- poruszyłem zabawnie brwiami. Wzięła w rękę kapcia i ruszyła w moją stronę.
-Nie bij mnie! Już sobie idę.- zasłoniłem się rękami. Stanęła przede mną z triumfalnym uśmiechem.
-Ale wiesz jak nie będziesz mogła zasnąć to dzwoń.
-WON MI STĄD!!!- wydarła się na mnie.
-Też Cię kocham- rzuciłem i pobiegłem do drzwi za nim Jess by mnie zabiła.
******
-No to teraz Jacksonek na pewno padnie na kolana jak Cię zobaczy.- Nina klasnęła w dłonie.
-Mogę już zobaczyć?- zapytałam otwierając jedno oko.
-Tak.-odpowiedziały obie.
-No wreszcie już myślałam...- otworzyłam oczy i spojrzałam w lustro. Dosłownie mnie zatkało. Podobało mi się, ale...
-Nie wyglądam zbyt wyzywająco?- zaczęłam się obracać.
-Nie, wyglądasz zjawiskowo.- Alex do mnie podeszła.
-Na pewno?- dalej nie byłam przekonana, ta sukienka jest zbyt krótka. Zaczęłam ją obciągać w dół. Nina widząc moje poczynania strzeliła mnie po łapach.
-Zostaw to!- zaczęła ją podciągać do góry.- Brzuch wciągnięty i cycki do przodu!- klepnęła mnie w tyłek. Zaśmiałam się.
-Dobra dziewczyny jest za dziesięć ósma. Nina chodź zbieramy się.
-Tak to świetny pomysł, zaraz przyjedzie Michael.- rzuciłam pospiesznie biorąc w rękę czarną kopertówkę.
-A może zostaniemy i...- zaproponowała Nina.
-O nie w życiu! Już ja Cię znam zaczniesz mu opowiadać takie głupoty, że się wystraszy i jeszcze ucieknie.- powiedziałam widząc co się święci- Wynocha do domu, zajmij się lepiej Stefano.- popchnęłam ją w stronę drzwi.
-Poczekaj zapomniałaś czegoś.- wzięła moją torebkę, odwróciła się i coś do niej wsadziła.
-Co Ty tam chowasz?- wyrwałam jej ją. Nina mając wielkiego banana na twarzy spuściła wzrok. Zaczęłam grzebać w torebce. Natrafiłam na coś małego i kwadratowego. Wyjęłam 10 zwiniętych...
-Prezerwatywy?!! Czy Ty się dobrze czujesz?!- nie wierzyłam własnym oczom. Żeby to chociaż była jedna, ale ich było aż 10! Ludzie po cholerę mi tego tyle?
-No co? Przezorny zawsze ubezpieczony.- wzruszyła ramionami. Alex śmiała się w najlepsze, mi nie było do śmiechu.
-Chodź wariatko.- złapała ją za rękę i wyszły. Wzięłam te jej zabezpieczenie i wyrzuciłam do kosza. Chyba na głowę upadła jeśli myślała, że mam zamiar tego użyć i to jeszcze dzisiaj. Niedoczekanie. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Wzięłam głęboki wdech i poszłam otworzyć.
******
Stanąłem przed odpowiednimi drzwiami po czym nacisnąłem na dzwonek. Długo nie musiałem czekać. Ujrzałem w drzwiach Vicki. Wyglądała olśniewająco, nie byłem w stanie wykrztusić z siebie słowa.
-Cześć.-uśmiechnęła się.
-Yyyyy...eghemm, przepraszam.- zmieszałem się.- Wyglądasz ślicznie to dla Ciebie.-wręczyłem jej bukiet kwiatów.
-Dziękuję.-zarumieniła się lekko wsadzając kosmyk włosów za ucho i pocałowała mnie w policzek. Po czym przesunęła się w przejściu.
-Wejdź, wstawię je do wazonu.-wszedłem powoli rozglądając się po pomieszczeniu.
-Rozgość się, zaraz wrócę.- wskazała ręką na salon. Mieszkanie było urządzone nowocześnie, ale bardzo przytulnie. Victoria ma świetny gust od razu widać, że jest architektem. Przyglądałem się zdjęciom rodzinnym, było ich bardzo dużo. W pewnym momencie odwróciłem się, a do pokoju weszła Vicki.
-Piękne mieszkanie, sama projektowałaś?- byłem pod wrażeniem.
-Tak, dziękuję. To jak jedziemy?- zapytała nieśmiało.
-Jasne.-udaliśmy się do wyjścia. Szybko znaleźliśmy się na zewnątrz. Otworzyłem mojej towarzyszce drzwi na co się zaśmiała.
-Prawdziwy dżentelmen.
-Zawsze.-odwzajemniłem uśmiech i usiadłem za kierownicą. Do restauracji nie było daleko niecałe 20 minut.
-Widzę, że lubisz szybką jazdę?
-Mam zwolnić?- spytałem zdziwiony, przecież jechałem tylko 170 km/h.
-Nie,mnie to nie przeszkadza. Sama tak jeżdżę, ale gorzej z policją, która może Cię zatrzymać. Oni raczej nie lubią szybkiej jazdy.
-Tak szybko jak mnie zatrzymają równie szybko wypuszczą. Mam na nich swój sposób.
-Ciekawe jaki?- zaśmiała się.
-Już Ci prezentuję. Panie władzo, ale naprawdę bardzo się spieszę na koncert. Nie dałoby się tego jakoś załatwić? Wtedy zwykle mówi: Dobrze niech pan już jedzie, a tak przy okazji mógłbym prosić o autograf dla żony? Jest pana wielką fanką. Zgadzam się od razu zadowolony, że połknął haczyk, daje mu autograf i odjeżdżam.-spojrzałem na Vicki, która miała śmieszną minę.
-Niezły patent na wymiganie się od mandatu.- pochwaliła.
-To jeszcze nic, ostatnio to miałem dopiero spotkanie z policją.-zaśmiałem się na samo wspomnienie tamtego dnia.
-Opowiedz.-poprosiła wyraźnie zainteresowana.
-Tydzień temu jechałem na spotkanie z producentami i tym razem naprawdę się spieszyłem, bo byłem już spóźniony. Zatrzymała mnie policja za przekroczenie dozwolonej prędkości, a dokładniej policjant i policjantka. Wysiadłem z wozu i oczywiście opowiedziałem, że jestem spóźniony. Ale ten facet był nieugięty i kazał mi pokazać dokumenty wtedy właśnie przypomniałem sobie, że zapomniałem dowodu. Pani policjant cały czas się do mnie uśmiechała, więc postanowiłem to wykorzystać. Spojrzałem na nią błagalnym wzrokiem, a ona na to : „Bill daj spokój nie widzisz,że pan Jackson bardzo się spieszy?"- udawałem jej głos, a Victoria zaczęła się śmiać- „Zajmij się lepiej łapaniem prawdziwych przestępców, a nie porządnych obywateli bez powodu zatrzymujesz." Tak chciało mi się śmiać, ale musiałem się powstrzymać i udawać urażonego i porządnego obywatela. Przyznałem pani policjant rację i spytałem czy mogę już odjechać. Oczywiście pozwoliła mi i przeprosiła za kłopot. Ja w zamian uśmiechnąłem się czarująco i odjechałem.
-Niezły bajerant z Ciebie. Czarujący uśmiech, a to dobre.- nadal się śmiała.
-Wątpisz w to?
-Jak żebym śmiała w tak porządnego obywatela.- wybuchnęliśmy śmiechem. Zatrzymałem samochód przed najlepszą chińską restauracją wmieście po czym szybko wysiadłem i otworzyłem Victorii drzwi, podając rękę.
-Mam nadzieję, że lubisz chińszczyznę.
-Uwielbiam.- weszliśmy do środka.
-Dobry wieczór panie Jackson, pani Lancaster.- przywitał nas właściciel restauracji.- Stolik czeka, zapraszam.- poprowadził nas w kierunku pięknie nakrytego stolika. Świeczki dawały romantyczny nastrój, obok chłodzący się szampan oczywiście bezalkoholowy, a w tle leciała cicha muzyka. Wszystko tak jak miało być. Odsunąłem Vicki krzesło w podziękowaniu posłała mi śliczny uśmiech. Zająłem miejsce naprzeciwko niej.
-Jesteśmy tu sami?- zdziwiła się.
-Wynająłem całą restaurację, żeby nikt nam nie przeszkadzał.
-Pięknie tu.- zachwycała się wnętrzem.
-Cieszę się, że Ci się podoba.- podszedł do nas młody kelner, który zaczął się głupio uśmiechać do Victorii, a później bezczelnie gapił się w jej biust. Myślałem, że mnie krew zaleje. Co za kretyn! Dziewczyna widząc moją reakcję zaczęła chichotać.
-Dobry wieczór państwu. Podać kartę czy może zdecydują się państwo na specjalność szefa kuchni?- spytał nalewając nam szampana.
-Specjalność szefa kuchni.- odpowiedzieliśmy w tym samym czasie. Kelner spojrzał na nas dziwnie, ale zapisał zamówienie.
-Oczywiście zaraz podam.- przeniósł wzrok na Victorię.
-Dasz mi swój numer?- wyszczerzył się jak jakiś pajac. Zaraz dam mu taki numer, że zapamięta go do końca życia. Już otwierała usta żeby opowiedzieć, ale ja byłem szybszy.
-Nie nie da.- warknąłem. Zrzedła mu mina, zmierzył mnie wzrokiem po czym odszedł zmieszany. Victoria zaczęła się śmiać. Nie wiem co było w tym śmiesznego.
-No co? Ślinił się na Twój widok.- rzuciłem oburzony.
-Ty też ślinisz się na mój widok.- no to teraz mnie ma, muszę jakoś wybrnąć.
-Ale ja Cię znam.- dobry argument nie ma co.
-Aha czyli dlatego, że mnie znasz możesz ślinić się na mój widok?- zaśmiała się.
-W przeciwieństwie do niego wiem o Tobie wszystko.- przestała się śmiać.
-Na przykład co?
-Proszę bardzo. Nazywasz się Victoria Amanda Lancaster. Masz 25 lat,mieszkasz na Sunn Street 32, pracujesz w firmie, która zajmuję się projektowaniem głównie ogrodów. Niedawno skończyłaś studia. Twoje najlepsze przyjaciółki to Nina Johnson i Alexandra McKinley. Twoi rodzice to Jennifer i Harry Lancaster, od których nie dawno się wyprowadziłaś. A i jeszcze dwójka rodzeństwa 15- letnia Ashley i12- letni Max. Grupę krwi też podać?- pokiwała głową.
-0+
******
Jednym słowem byłam w szoku. Skąd on to wszystko wie? Zaczynam się bać, ale z drugiej strony nie wygląda na psychopatę z siekierą.
-Skąd tyle o mnie wiesz?
-Powiedzmy, że mam swoje źródła.

-Rozmiar mojego stanika też znasz?- roześmiał się.
-Nie, ale chętnie poznam.- spoważniał na chwilę i oblizał wargi.
-Wariat.-klepnęłam go w ramię. W tym momencie przyszedł kelner, który podał nam dania. Obserwowałam Michaela, który bacznie przyglądał się chłopakowi i śledził jego każdy ruch. Chciało mi się śmiać.
-Smacznego.-rzucił pospiesznie i już go nie było. Czyżby się wystraszył mojego towarzysza?Nie dziwię mu się, jego spojrzenie mogłoby zabić. Zabraliśmy się za jedzenie, które wyglądało obiecująco, a o zapachu nie wspomnę. Muszę przyznać, że schlebiała mi zazdrość Mike'a. Jego reakcja mnie strasznie bawiła. Gdy już skończyliśmy jeść, posiedzieliśmy jeszcze godzinkę. Rozmawiając na przeróżne tematy. Gdy poznaliśmy się w barze Michael dużo opowiadał mi osobie, o swoim dotychczasowym życiu, o poprzednich związkach. Teraz ja postanowiłam powiedzieć co nieco o sobie. Mieliśmy straszny ubaw jak powiedziałam mu, że Nina miała świra na jego punkcie i potrafiła obudzić mnie o 6 rano, żeby zdać mi relacje z ich rozmowy w studiu. Michael nie chciał w to uwierzyć, bo stwierdził, że Nina nie zachowywała się jakby była w nim zakochana. Na dowód, że nie kłamię obiecałam, że pokaże mu poduszkę mojej przyjaciółki z jego podobizną. Kiedy wybiła 23:00 postanowiliśmy się zbierać. Mogłabym rozmawiać z Michaelem nawet całą noc tylko, że jutro muszę wstać wcześnie do pracy, a on pewnie do studia. Kiedy płacił za kolację ja chciałam zapłacić za siebie, ale nie zgodził się mówiąc, że to on mnie zaprosił, a poza tym jestem kobietą i jego obowiązkiem jest zapłacić. Szczerze mówiąc pierwszy raz jakiś mężczyzna tak się przy mnie zachował. Byłam mile zaskoczona jego postawą. Wsiedliśmy do samochodu i w milczeniu odjechaliśmy. Każde z nas było pogrążone we własnych myślach, a może to zmęczenie? Nim się obejrzałam znaleźliśmy się pod moim domem.
-Odprowadzę Cię.- zaproponował Mike po czym otworzył mi drzwi. Innym kobietom może by przeszkadzało takie nadskakiwanie, jakbym sama nie mogła wysiąść, ale mi się to bardzo podobało. Pewnie niektórzy uznają mnie za staroświecką, mamy w końcu koniec lat 80, ale tak zachowują się prawdziwi mężczyźni. Zauważyłam, że w domu pali się światło, a firanka w oknie się rusza. Zgadnijcie kto to. No brawo! Oczywiście, że Nina. Co za wścibskie babsko! Nie da mi pięć minut spokoju.
Stanęliśmy pod drzwiami.
-To był naprawdę miły wieczór, świetnie się bawiłam w Twoim towarzystwie. Dziękuję, że mnie zaprosiłeś.
-Cała przyjemność po mojej stronie.- uśmiechnął się. Wpadłam na pewien pomysł.
-Masz jutro czas?
-Od południa do wieczora jestem wolny.
-To może chciałbyś jutro...oczywiście jeżeli chcesz, bo ja nie nalegam, ale...
-...z miłą chęcią.- zrozumiał mnie od razu. Widać było, że ucieszyła go moja propozycja.
-Może być 18:00?
-Jasne, będę na pewno.

-Do zobaczenia.
-Do jutra.- przysunął się bliżej i nachylił się nade mną, przelotnie patrząc na moje usta, a ja wstrzymałam oddech. Pogładził mnie kciukiem po policzku i delikatnie go pocałował. Zbiegł po schodkach i wsiadł do auta. Nieco oszołomiona odwróciłam się i próbowałam wyciągnąć klucze od domu, kiedy wreszcie mi się to udało spadły na ziemię. Podniosłam je szybko i chciałam włożyć w zamek, ale zbytnio mi to nie wychodziło. Może pomyślicie, że zachowuję się jak nienormalna w końcu nic takiego się nie wydarzyło. Ale sądzę, że każda kobieta tak by się zachowała. Michael stał tak blisko, że serce waliło mi jak młotem. Jeszcze ten jego wzrok, z którego nic nie wyczytałam. Nagle drzwi się otworzyły, a Nina wciągnęła mnie do środka.
-Opowiadaj jak było!
-Normalnie.-ominęłam ją- Tak w ogóle co Ty tu robisz?- zatrzymałam się na schodach.
-Jak to co? Przecież byłaś na kolacji z Michaelem Jacksonem!-wywróciłam oczami. Jakby mówiła co najmniej o Królowej Anglii.
-No i z czego taką aferę robisz? To normalny facet. Pije, pali, przeklina i chodzi na panienki.- postanowiłam ją wrobić, na pewno się na bierze.
-Serio?-spytała przerażona. Zaśmiałam się z jej miny.
-Nie, żartowałam. Co nie zmienia faktu, że jest normalny.
-Zawsze sobie musisz ze mnie jaja robić?- spytała z pretensją w głosie.
-Nie mogłam się powstrzymać.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą i ruszyłam do sypiali. Nina oczywiście nie odpuściła i poszła za mną.
-Powiesz mi wreszcie jak było czy nie?
-Miło.-zamknęłam jej drzwi przed nosem.
-Tylko tyle?!- krzyknęła. Uchyliłam drzwi.
-Aż tyle. Jak chcesz możesz zostać na noc w gościnnym. Ja idę spać,bo jutro muszę wcześnie wstać do pracy. Dobranoc.- znów zamknęłam jej drzwi zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć. Zmyłam makijaż, wzięłam gorący prysznic i jak najszybciej położyłam się do łóżka. Byłam tak zmęczona, że zasnęłam od razu.
*****