12 kwietnia 2016

Rozdział 22. Nie ma to jak „miłe” spotkanie z rodzinką.

Witajcie kochani :)
Ja wiem, że Wy macie dość mojego gadania naprawdę to rozumiem, ale muszę się odnieść do kilku rzeczy xD na wstępie chciałabym podziękować osobom, które tu ze mną są, czytają, komentują i za tyle wyświetleń <3 Dziękuję również za szczere komentarze pod ostatnim rozdziałem, zawsze mówię, żeby nie zwracać na nic uwagi tylko pisać to co się myśli, mi zależy tylko i wyłącznie na takiej opinii. Ostatnio coraz więcej odbywa się dyskusji na temat hotów xDD wiadomo każdy ma swoje zdanie, inny gust. Niektóry lubią delikatnie, inni szczegółowo itd. Ja sama w ostatnim rozdziale bałam się, że może to zdanie : „Czułam jak napina mięśnie brzucha, gdy„niechcący” dotknęłam sporego wybrzuszeniu w jego spodniach.” - było przesadzone, ale delikatniej nie dało się tego napisać XD nie mam też do nikogo pretensji mówię na wstępie :) nawet usłyszałam, że to była totalna słabizna co mnie rozśmieszyło :D opisywać takie sceny nie jest łatwo, bo w pewnym momencie sam już nie wiesz czy to wypada napisać, czy nie przesadzisz z czymś, ale tak czytam sobie po tygodniu jeszcze raz te moje „wprowadzenie do hota” i stwierdzam, że to było naprawdę słabe :) bo czytałam o wiele bardziej szczegółowe opisy, przepraszam muszę to napisać na przykład Patrycji, na której się wzoruje, bo moim zdaniem nikt nie pisze tak świetnych hotów. I ostrzegam, że moje „grzeczne” nie będą xD chciałabym, żeby było w nich dużo namiętności, dzikości, ale jednocześnie miłości i uczucia. Czy mi się to uda? Sami ocenicie :) po prostu ja w takich rzeczach gustuje i chciałabym sama tak pisać :D I jeszcze jedna sprawa, a mianowicie rozdział miał być w weekend, ale nie wyrobiłam się za co przepraszam, a do tego miałam mały problem. Jednym słowem się trochę wkopałam i musiałam przemyśleć kilka rzeczy, według mojego zeszytu powinno być teraz co innego, ale stwierdziłam, że to za szybko i nie chodzi mi o TE SCENY. Długo się nad tym zastanawiałam, miałam zastój, kompletny brak weny, że aż byłam przerażona XD ale wczoraj na wieczór mnie olśniło. Mówi się, że to właśnie na wieczór najlepiej się piszę i przychodzą najfajniejsze pomysły – potwierdzam :) jak dojadę do rozdziału, który „przesunęłam” powiem dlaczego to zrobiłam i o co mi konkretnie chodziło. Podjęłam też kilka ważnych decyzji dotyczących tego opowiadania, wyrzuciłam pewien wątek i niektóre rozdziały. Teraz cała akcja jest zapisana tylko i wyłącznie w mojej głowie :)
PS: Rozdział dedykuję Marysi i Patrycji. Za to, że tyle Wam naobiecywałam i musiałyście długooo czekać xD :***
Zapraszam do czytania i komentowania!
Pozdrawiam Basia <333
*****
3 dni później...
Przebudziłam się za sprawą mojego dzwoniącego telefonu. Jęknęłam niezadowolona, a tak dobrze mi się spało. Z zamkniętymi oczami chwyciłam komórkę, która leżała na stoliczku nocnym i wcisnęłam czerwony przycisk. W końcu miałam wolne. Więc przez tydzień nie ma mnie dla nikogo, tylko dla mojego...Właśnie, przewróciłam się na drugą połowę łóżka gdzie powinien spać Michael, ale go nie było, a jego poduszka była zimna czyli musiał już dawno wstać. Przetarłam zaspaną twarz dłońmi i wstałam z łóżka z zamiarem poszukania mojego chłopaka. Poszłam najpierw do łazienki, a potem do garderoby, ale nigdzie go nie było. Usiadłam z powrotem na łóżku i kiedy wzięłam telefon do ręki zauważyłam, że leży on na jakiejś karteczce. Zmarszczyłam czoło i zaczęłam ją czytać. Treść brzmiała tak:

Witaj kochanie :)
Z samego rana dostałem telefon, że mam dziś sesje zdjęciową dla Vanity Fair, nie mogłem kolejny raz odmówić więc pojechałem, ale nie chciałem Cię budzić tak słodko spałaś :) Obiecuję, że zajmie mi to nie dłużej niż trzy godzinki i później jestem tylko Twój.
Michael 

Zaśmiałam się na słowa „tylko Twój”. Spojrzałam za zegarek, który wskazywał 9:00. Wykonałam poranną rutynę i zeszłam do kuchni, w której krzątała się jak zwykle uśmiechnięta Jessica.
-Dzień dobry Jess.- usiadłam przy stole.
-O wstałaś już. Jesteś głodna? Bo akurat zrobiłam naleśniki.- uśmiechnęła się.
-Na naleśniki zawsze mam ochotę.
-No i to rozumiem! Widzę apetyt Ci wrócił. Czyżby Michael Cię tak wymęczył w nocy, że jesteś głodna?- spojrzała na mnie dwuznacznie, zaśmiałam się.

-Jess!
-No co? Nie mów mi, że wy...jeszcze nie...- spuściłam zawstydzona wzrok.
-Serio?- zdziwiła się.
-Serio, serio.- podała mi talerz naleśników z czekoladą, od razu zaczęłam jeść.
-No wiesz, ale żeby mieć przy sobie takiego Michaela Jacksona i nic nic.- pokręciła głową.
-Ale wy na niego wszystkie napalone no. Jakoś nam się nie spieszy.- skitowałam.
Chyba Tobie się nie spieszy – usłyszałam irytujący głosik w mojej głowie.
-Och zamknij się.- mruknęłam pod nosem.
-Co?
-Nie nic, nic.- gadam już sama do siebie, super...
-Bo wiesz nie, że ja was poganiam czy coś, ale jakbym ciocią została to bym się nie obraziła.- spiorunowałam ją wzrokiem.
-Nie mogę tego zrobić Michaelowi.
-No raczej Ty mu dziecka nie zrobisz, tylko na odwrót.- zaśmiała się.
-Och nie o to mi chodziło.
-Jego kariera się rozwija i co? Nagle ja mam zajść w ciąże i to wszystko zepsuć? Poza tym nie jestem na to gotowa. Mamy czas, jesteśmy młodzi.
-Ty może tak, ale Michael już ma trzydziestkę na karku, a zresztą on kocha dzieci przecież wiesz.
-Wiem, ale...to nie jest odpowiedni czas.- resztę śniadania zjadłam w ciszy. Nie chciałam za bardzo poruszać tego tematu, a Jessica to rozumiała za co byłam jej wdzięczna. Sama zaczęłam się zastanawiać co by było gdybym ja...czy Michael by się cieszył, a może by mnie zostawił? Nie on taki nie jest. Chciałabym z jednej strony porozmawiać z nim na ten temat jak i tego czy wiąże ze mną swoją przyszłość. Może jesteśmy ze sobą tylko tydzień, ale znamy się dwa lata i wiemy o sobie wszystko. Chciałabym by został moim mężem, żebyśmy założyli rodzinę...ale czy on tego chce? Michael nie jest typem faceta, który traktuje związek jako przygodę, albo przelotny romans, ale to nie znaczy, że będzie chciał być ze mną do końca życia. Ja jak znajdę jakiś temat...teraz zapewne będzie mnie to męczyć dopóki się komuś nie wygadam. Porozmawiam o tym z Michaelem, ale może później. Strasznie mi się nudziło więc postanowiłam poszukać Georga, który na pewno zawiózł Michaela na tą sesję i wie gdzie mieści się to studio. Chyba nie będzie zły jak go odwiedzę? Nie potrafię wytrzymać bez niego nawet godziny. Uzależniłam się, ale ten nałóg wcale mi nie przeszkadza i nie mam zamiaru się z niego leczyć. Udałam się do pokoju z monitoringiem na cały Neverland, tam często przebywają ochroniarze. Zapukałam w masywne drzwi, a po chwili usłyszałam głośne „proszę”. Niepewnie weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi. Zaczęłam rozglądać się po całym pomieszczeniu, w którym było pełno komputerów z obrazem na każdy zakątek tego domu, a światło dawały tylko komputery.
-O pani Jackson.- podskoczyłam ze strachu i automatycznie się odwróciłam- Przepraszam nie chciałem pani przestraszyć.- powiedział Robert, nowy ochroniarz, który pracuje tu od dwóch tygodni.
-Nic się nie stało, ale mówiłam żebyś mówił mi po imieniu i nie jestem żoną Michaela.- zaśmialiśmy się, wiele pracowników Michaela mówiło do mnie „pani Jackson” co za każdym razem wywoływało śmiech u mnie jak i u mojego chłopaka.
-Przepraszam ciągle zapominam. W takim razie w czym mogę pomóc?- uśmiechnął się przyjaźnie.
-Szukam Georga, ale chyba tu go nie ma.
-Nic nie szkodzi, zaczekaj tu zaraz go zawołam.- powiedział i zniknął za drzwiami. Ja w tym czasie usiadłam na obrotowym krześle i zaczęłam obserwować obraz na monitorze, na którym Jessica tańczyła w kuchni śpiewając przy tym, parsknęłam śmiechem. Muszę to kiedyś pokazać Michaelowi może weźmie ją do swojego zespołu, albo chociaż do chórku. Po chwili usłyszałam jak ktoś wszedł do środka więc szybko wstałam.
-Szukałaś mnie.- powiedział uśmiechnięty ochroniarz. Czemu oni się tak uśmiechają?
-Tak, tak. Zawoziłeś Michaela rano na sesje zdjęciową?
-Tak.
-Czyli znasz drogę do studia, wiesz gdzie ono się mieści?
-Oczywiście, nie pierwszy raz Michael ma dla nich sesje. A co chcesz porzucić ogródki i zająć się modelingiem?- zaśmiałam się.
-Nie no coś Ty. Do modelki trochę mi brakuje, ale chciałam zrobić niespodziankę Michaelowi chyba nie obrazi się jak go odwiedzę. Mógłbyś mnie tam zawieść?
-No jasne.
-Dziękuję. To ja tylko skoczę po torebkę.
-Okej, będę czekał przez domem w samochodzie.- uśmiechnęłam się w odpowiedzi i pognałam do sypialni, z której zabrałam torebkę i chwilę potem byliśmy w drodze do studia. Droga nie zajęła dużo czasu, bo wyjątkowo nie było korków.
-Jesteśmy na miejscu.- ocknęłam się na słowa ochroniarza.
-Poczekać czy iść z Tobą?
-Poczekaj myślę, że Michael powinien zaraz skończyć zdjęcia.
-Nie ma sprawy.- wysiadłam z samochodu, a moim oczom ukazał się ogromny wieżowiec, który wręcz przerażał swoją wielkością. Niepewnym krokiem weszłam do środka, nigdy nie byłam w takim miejscu i za bardzo nie wiedziałam gdzie szukać Michaela. 
Zaczęłam rozglądać się po ogromnym korytarzu, który był urządzony w biało- szarych kolorach, wszystko stonowane. Jak dla mnie było za bardzo sztywno, a jedyną rośliną jaką tam zauważyłam był fikus w jakimś wiadrze. Gdyby dać tu na przykład kilka doniczek z chryzantemami od razu zrobiło by się żywo. Podeszłam do tego fikusa i zaczęłam oglądać z każdej strony. Nie dość, że nie podlany, bo miał sucho jak na Saharze to jeszcze liście nie poobrywane.
-Eghem mogę w czymś pani pomóc?- usłyszałam za plecami, natychmiast odsunęłam się od rośliny i spojrzałam na kobietę stojącą naprzeciwko mnie. Skądś ją znałam...
-Amy...?- spytałam niepewnie.
-Vicki?- uśmiechnęłam się,
-Hahaha kopę lat żeśmy się nie widziały.- Amy rzuciła mi się na szyję. Po znałyśmy się pięć lat temu i chodziłyśmy na tą samą uczelnię.
-Nic się nie zmieniłaś.
-Ty również.
-Czyli jednak zostałaś fotografem?- spytałam wskazując na aparat, który miała zawieszony na szyi.
-Tak, ale Ciebie nie muszę pytać czym się zajmujesz wystarczy mi to jak oglądałaś z każdej strony tego krzaka.- zaśmiałam się.
-Chyba to jedyny krzak w całym budynku.- niestety rośliną nie dało się już tego nazwać.
-Nie no kilka paprotek jeszcze tu mamy, ale Ty chyba nie przyjechałaś tu oglądać paprotek.
Chyba wiem do kogo przyjechałaś.- puściła mi oczko.
-Tak do kogo?
-Do Michaela Jacksona, ma teraz sesje. Wszyscy od rana chodzą jak na szpilkach.
-Skąd wiesz, że akurat do niego?
-Kochana nie oglądasz tv? Media huczą na wasz temat.
-No tak zapomniałam, że media zawsze interesują się tym co nie trzeba.- powiedziałam niezbyt zadowolona z tego faktu.
-A tak w ogóle to wy się serio przyjaźnicie czy może coś więcej?- poruszyła zabawnie brwiami. No tak w telewizji o nas mówią, ale nie wiedzą, że jesteśmy parą.
-Jesteśmy przyjaciółmi.- skłamałam, lepiej żeby nikt o nas nie wiedział. Teraz nie można nikomu ufać.
-No nie wierze. To na co czekasz?- szturchnęła mnie.
-Wiesz to chyba nie dla mnie. Ta sława, brak prywatności...
-E tam przesadzasz.- machnęła ręką- Obyś później tego nie żałowała. No, ale pewnie chcesz, żebym zaprowadziła Cię do Michaela.
-Byłabym Ci wdzięczna. Wiesz jeszcze nigdy tu nie byłam, zaraz pewnie bym się zgubiła.- Amy pojechała ze mną na 355 piętro i pokazała drzwi pokoju, w którym odbywała się sesja Michaela. Pożegnałam się z koleżanką i udałam się do wskazanego pomieszczenia. W pokoju panował półmrok, gdyż okna były zasłonięte, a jedyne światło dawały włączone specjalne lampy i reflektory. Ujrzałam mojego chłopaka, który zamiast pozować do obiektywu śmiał się z jakąś skąpo ubraną, blondwłosą dziewczyną, była chyba makijażystką, bo w ręku trzymała puder i pędzelek. Musiałam podejść bliżej, żeby usłyszeć o czym rozmawiają, ale byli tak zajęci sobą, że żadne z nich mnie nie zauważyło. Zaczęłam im się przyglądać, w pewnym momencie tej dziewczynie upadła puderniczka, po czym pochyliła się po nią pokazując swój tyłek Michaelowi. Myślałam, że zaraz mnie szlak trafi! A ten co? Nawet nic nie zrobił. Postanowiłam jeszcze ich poobserwować. Rozmawiali i na przemian śmiali się jakby byli co najmniej pijani. Kiedy się uspokoili dziewczyna zaczęła poprawiać mu makijaż. Stali bardzo blisko siebie co mi się nie podobało.
-Myślę, że powinieneś bardziej rozpiąć tą koszulę, w końcu masz się czym pochwalić.- powiedziała uśmiechając się głupkowato. Nieeee dość tego, nie wytrzymałam. Zaczęłam iść w ich stronę głośno stukając obcasami.
-Witaj kochanie.- podeszłam do Michaela całując go gorąco w usta, był wyraźnie zdziwiony moją obecnością. Kątem oka zauważyłam jak ta cała makijażystka od siedmiu boleści bardzo uważnie mi się przyglądała.
-Victoria co Ty tu robisz?- oderwał się ode mnie zdziwiony.
-Postanowiłam Cię odwiedzić, a co nie wolno?- zaśmiał się.
-Wolno, wolno. Rose możesz zostawić nas na chwilę samych?
-Oczywiście panie Jackson.- posłałam jej zabójcze spojrzenie, ale udawała że go nie zauważyła i wyszła z pokoju.
-Oczywiście panie Jackson.- zaczęłam udawać jej słodki głosik, na co Michael parsknął śmiechem. Podeszłam do dużego stołu, na którym były porozrzucane zdjęcia, zaczęłam je przeglądać. Poczułam jak przytula się do moich pleców.
-Szkoda, że się jeszcze przed Tobą nie rozebrała, bo prawie goły tyłek zdążyła pokazać.
-Podglądałaś nas?
-Nieeee.
-Jesteś zazdrosna.- rzucił śmiejąc się.
-Wcale nie jestem! Wydaję Ci się.
-Jesteś, jesteś.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.- odwrócił mnie nagle w swoją stronę.
-A ja myślę, że jesteś.- cały czas się uśmiechał. Odwróciłam wzrok tylko, żeby nie patrzeć mu w oczy.
-Myślę, że powinieneś posłuchać tej miłej pani i bardziej rozpiąć koszulę przecież masz co pokazać.- chciałam odejść, ale położył dłonie po moich obu stronach moich bioder.
-A pani się jeszcze ze mną nie przywitała odpowiednio.
-A pan to chyba już został przywitany przez tamtą panią i na pewno panu się bardzooo podobało.- chciałam go wyminąć, ale przycisnął mnie do biurka.
-Zazdrośnica.- wyszeptał mi do ucha i zaczął całować po całej twarzy aż po szyję znacząc niewidzialną trasę wilgotnymi ustami, na końcu wtapiając się w moje usta. Nie mogłam mu się oprzeć, a poza tym byłam tak jakby chwilowo pozbawiona wolności. Oparłam dłonie o jego rozgrzany tors.
-Co się stało, że przyejechałaś?- spytał po chwili.
-Nudziło mi się bez Ciebie.- przytuliłam się do niego, zaśmiał się i odwzajemnił uścisk równie mocno.
-Przepraszam, że Cię nie uprzedziłem i musiałaś zostać sama, ale zadzwonili do mnie z samego rana, że jestem już spóźniony więc musiałem szybko przyjechać, nie mogłem ciągle odkładać tego na później. W zasadzie już skończyliśmy tą sesje i zaraz możemy wracać do domu tylko musimy jeszcze wybrać odpowiednie zdjęcie na okładkę. Mam nadzieję, że mi pomożesz.
-Oczywiście.
-Wiesz nie chciałbym, żeby ktokolwiek stąd dowiedział się, że jesteśmy ze sobą. Rozumiesz, zaraz wszystko się rozniesie, a potem dojdzie do dziennikarzy, a dalej to już chyba wiesz co będzie się dziać .
-Rozumiem, będziemy udawać przyjaciół. Chociaż w sumie nie musimy udawać, bo nadal nimi jesteśmy.
-Dokładnie.- pocałował mnie w czoło. Nagle do pokoju wszedł jakiś mężczyzna z kartkami w ręku, które okazały się później zdjęciami. Michael szybko się ode mnie odsunął.
-Ooo przepraszam nie chciałem wam przeszkadzać. Może przyjdę później?- zmieszał się.
-Nie, nie. Właśnie Josh poznaj Victorię moją przyjaciółkę.- zmierzył nas wzrokiem, po czym podszedł do mnie.
-Przyjaciółkę?- spytał podejrzliwie.
-Tak.
-W takim razie miło mi Ciebie poznać jestem Josh.- pocałował moją dłoń.
-Victoria.-uśmiechnęłam się.
-No to mamy już te zdjęcia. Wybrałem najlepsze ujęcia, a reszta należy do was. Które najbardziej wam się podoba?- rozłożył przed nami 15 zdjęć. Po 5 minutach zgodnie wybraliśmy zdjęcie, na którym Michael stoi na palcach, wyszło najlepiej ze wszystkich.
-Idę się szybko przebrać i zaraz możemy jechać.- cmoknął mnie w usta i popędził do szatni.
Przyszedł chwilę później przebrany w jeansowe spodnie, bejsbolówkę i standardowo czarne okulary na nosie. Zjechaliśmy windą na sam dół i jak najszybciej dostaliśmy się do samochodu, w którym czekał na nas George.
-Dłużej się nie dało?- zaśmialiśmy się.
-Gdzie szefie?
-Do Neverlandu.- skinął głową i ruszył.
-Muszę Ci coś powiedzieć.- zaczął niepewnie Michael.
-Co takiego?
-Jesteśmy zaproszeni na obiad do moich rodziców.- przez chwilę nic nie mówiłam.
-Vicki?- mruknął.
-Yyyy...zaskoczyłeś mnie. Czy to trochę nie za szybko?
-Ja Twoich rodziców poznałem i chciałbym żebyś teraz Ty poznała moich.
-Tak tylko, że Ty ich poznałeś przez przypadek i to nie była komfortowa sytuacja.- powiedziałam przypominając sobie tamten dzień.
-Przestań było zabawnie.- rzucił szczerząc się.
-Tak dla kogo zabawnie dla tego zabawnie. A kiedy ten obiad?
-Dzisiaj.
-CO?!- krzyknęłam przerażona.
-No...dzisiaj?
-I Ty mówisz mi dopiero teraz?
-Godzinę temu zadzwoniła do mnie mama zapraszając nas i nie chciała przyjąć odmowy. Bardzo chciałby Cię poznać.- uśmiechnęłam się.
-Naprawdę?
-Czy Te oczy mogą kłamać?- wybuchnęliśmy śmiechem.
-A Joseph?- spytałam kiedy już w miarę się uspokoiłam.
-On też będzie, ale bez względu na to co powie nie bierz tego do siebie. Mam nadzieję, że nie zrobi czegoś głupiego.
-Nie przejmuj się. Nie będę na niego zwracać uwagi.- złapałam go za rękę.
-Czyli się zgadzasz?
-Tak, tylko następnym razem uprzedź mnie wcześniej.
-Niech będzie.
-A na którą ten obiad?
-Musimy być tam na...15:30.
-Jesteśmy na miejscu gołąbeczki.- przerwał nam George. Szybo popędziliśmy do domu. Gdy śmiejąc się biegliśmy po schodach zatrzymała nas Jessica.
-A was gdzie tak długo nie było?
-Zaraz znowu wybywamy.
-Gdzie?
-Na obiad do...
-...nosz cholera jasna! Obiadki u rodziców tak?! A ja dla kogo gotuję?!- wymieniłam przerażone spojrzenie z Michaelem.
-Na pewno chłopaki będą głodni wiesz, że uwielbiają Twoje schabowe.
-Aaaa zejdźcie mi z oczu.- machnęła ręką i poszła do kuchni. Zaśmialiśmy się i udaliśmy się do sypialni.

Zabrałam z szafy swoją ulubioną sukienkę i zaszyłam się w łazience. Szybko się przebrałam i włożyłam szpilki, zrobiłam bardzo delikatny makijaż, a włosy zostawiła jak zwykle rozpuszczone. Chciałam dobrze wyglądać, ale nie jak jakaś wypicowana lala. W duchu modliłam się żeby na wstępie nie zrobić z siebie idiotki i żeby rodzice mojego ukochanego mnie polubili. Kiedy wyszłam z łazienki Michael był już gotowy. Od razu zmierzył mnie wzrokiem delikatnie przygryzając wargę. Podszedł do mnie i odchrząknął.
-Krótszej nie było?- zahaczył ręką o materiał sukienki przelotnie dotykając mojego uda, zabrałam jego rękę.
-Nie, nie było. Co Ci się w niej nie podoba?
-Tam będą moi bracia. Wszyscy będą pożerać Cię wzrokiem.
-Wiem, ale na pewno będą z żonami więc nie masz się o co martwić. Chodź już marudo, bo jeszcze się spóźnimy.- pociągnęłam go za nadgarstek. Szliśmy przez korytarz. Ja z przodu, a Michael za mną. Czułam choć nie wiem jakim cudem, że gapi się na mój tyłek.
-Możesz przestać?- odwróciłam się w jego stronę zakładając dłonie na biodrach.
-Ale o co Ci chodzi?- udawał idiotę.
-Gapisz się na mój tyłek.
-Co...że niby ja? Chyba to wczorajsze kakao Ci zaszkodziło.
-Tylko, że to Ty je zrobiłeś.- nie wiedział co powiedzieć, uśmiechnęłam się triumfalnie.
-Oj chodź już, bo naprawdę się spóźnimy.- teraz to on pociągnął mnie za rękę do wyjścia.
*****
2 godziny później byliśmy na miejscu. Michael wjechał na ogromną posesję, na której było już kilka samochodów. Jak zwykle nie chciał się zgodzić na żadnego szofera ani ochroniarza, bardzo lubił jeździć samochodem i robił to tak często jak tylko mógł. Z nerwów zaczęły pocić mi się ręce.
-Denerwujesz się?- spytał mnie, gdy już zaparkował auto. Pokiwałam głową przygryzając wargę. Dotknął mojego policzka.

-Nie masz czego będzie dobrze.- uśmiechnęłam się sztucznie. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego strój.
-Uwielbiam Cię w tych kolorach, pasują do Ciebie.- posłał mi piękny uśmiech.
-Może dlatego, że to moje ulubione. Ale naprawdę Ci się podoba?
-Zawsze wyglądasz zjawiskowo.
-Nie, to Ty wyglądasz zjawiskowo.
-Taaak? A jeszcze niedawno ta sukienka była dla Ciebie za krótka.
-Owszem, ale to nie zmienia faktu, że wyglądasz w niej pięknie.
-Ale lizus.- zaśmiał się.
-To co idziemy?- wzięłam głęboki wdech.
-Idziemy.- spojrzałam na ogromny dom, który robił wrażenie. Wysiedliśmy z samochodu i od razu złapałam kurczowo dłoni Michaela. Nie zdążyliśmy nawet zapukać do drzwi, bo jak burza wyleciała z nich Janet rzucając mi się na szyję, czym wywołała u swojego brata oburzenie.
-A ja?
-Och Mickey nie bądź zazdrosny, pępkiem świata nie jesteś.- zaśmiałam się, gdy zobaczyłam jego minę- No chodź tu szczurze, przecież Ciebie tę kocham.- wyściskała go.
Weszliśmy do środka, a w holu od razu pojawiła się jak mniemam pani Katharine, a z nią Joseph, po tym wszystkim co zrobił Michaelowi czułam do niego obrzydzenie. Myślałam, że zaraz zemdleje z nerwów. Spojrzenie ojca Michaela było przerażające wręcz przewiercał mnie na wylot. Nie dziwię się, że na jego widok w dzieciństwie wymiotował, przełknęłam ślinę. Pani Kate podeszła do mnie z ogromnym uśmiechem na ustach i wyściskała jak własną córkę, biło od niej takie przyjemne ciepło.
-Victorio jak się cieszę, że w końcu mogę Cię poznać. Michael tyle mi o Tobie opowiadał. Jesteś stokroć piękniejsza od tej całej Madonny...- zawstydziłam się.
-Mamo błagam...- upomniał ją Michael.
-Dziękuję mi też miło panią poznać.- uśmiechnęłam się na co odpowiedziała mi tym samym. Następnie podszedł do mnie Joseph. Wstrzymałam oddech, postanowiłam chociaż grać twardą i nie dać po sobie pokazać, że się boję.
-Victoria Lancaster, miło mi.- zabrzmiało to może trochę sztywno, ale nie potrafiłam być w stosunku do niego inna.
-Joseph Jackson.- uścisnął moją dłoń. Dobrze, że chociaż tyle. Teraz mogłam spokojnie odetchnąć. Chyba nie było tak źle? Nie nakrzyczał na mnie, nie zabronił na wstępie spotykać się ze swoim synem więc na razie nie mam się czym martwić. Gdy Michael skończył witać się z rodzicami weszliśmy do dużego salonu. Wnętrze było urządzone bardzo przytulnie i rodzinnie, mówiły o tym zwłaszcza zdjęcia na komodach i ścianach przedstawiające zazwyczaj uśmiechnięte dzieci. Spojrzałam na bogato zastawiony stół chyba na 30 osób. Witania nie było końca ze względu na tak liczną rodzinkę. W końcu wszyscy usiedliśmy do stołu.
-Victorio jesteś wegetarianką?- spytała pani Katharine.
-Nie.
-To dobrze. Upiekłam pieczeń z indyka. Moje popisowe danie mam nadzieję, że będzie Ci smakować.
-Z pewnością.- odwzajemniłam jej uśmiech.
-Ooo to nasz piesek francuski się dzisiaj nie naje.- odezwał się Tito. Spojrzeliśmy na Michaela. No tak przecież jest wegetarianinem i to bardzo wybrednym.
-Tito przestań dokuczać Michaelowi.- wybuchnęliśmy śmiechem.
-Aaa właśnie, że wszystko zjem!- rzucił oburzony, a ja dalej się z niego śmiałam.
-I Ty przeciwko mnie?- zwrócił się do mnie. Spoważniałam co nie było łatwe i cmoknęłam go delikatnie w usta, przez co od razu usłyszeliśmy głośne „Uuuuu”. No tak to nie mogło być nie skomentowane uśmiechnęłam się. Wbrew pozorom Michael jest bardzo prosty w obsłudze. Wystarczy go przytulić, albo pocałować i już się nie gniewa.
-Jak się poznaliście?- wyrwała Carol.
-Michael chętnie opowie.- podparłam brodę na ręce.
-W klubie.- skitował i napił się soku. Wyraźnie było widać, że nie chciał o tym opowiadać, bo coś sobie przypomniał i to raczej nie nasze pierwsze spotkanie. Przecież w ten sam dzień...
-Nie ma to jak jego odpowiedzi. Zawsze zwięźle, krótko i na temat. Zostało mu do dzisiaj, a zwłaszcza, gdy przemawia na rozdaniach Grammy.- po raz kolejny usłyszeliśmy salwę śmiechu. Spojrzałam na nieobecną twarz Michaela, który jakby nie słyszał co powiedział Randy, bo zaraz by mu odpowiedział. Położyłam dłoń na jego udzie, w taki sposób wiedziałam, że od razu się ocknie i tym razem się nie pomyliłam. Spojrzał na mnie.
-Wszystko okej?
-Tak.- uśmiechnął się delikatnie. Po chwili wszyscy zaczęliśmy zajadać się przeróżnymi smakołykami. O dziwo mój chłopak tak jak obiecał zjadł indyka z czego bardzo się cieszyłam, może w końcu polubi mięso. Potem przyszedł czas na deser czyli ciasto marchewkowe – ulubione Michaela.
-Naprawdę wspaniale pani gotuje.- zwróciłam się do pani Katharine i wzięłam łyk soku.
-Dziękuję Victorio. Bardzo mnie cieszy, że Ci smakowało.- uśmiechnęła się- Może pójdziemy do ogrodu? Jest taka piękna pogoda.- zaczęła zbierać puste talerze, wstałam od stołu.
-Pomogę pani.
-Nie trzeba skarbie, poradzę sobie. Idźcie do ogrodu zaraz przyjdę.- pogłaskała mnie po ramieniu. Tak więc udaliśmy się do pięknego ogrodu, a raczej altanki, w której usiedliśmy przy niedużym stole. Z Michaelem trzymaliśmy się za ręce.
-Słyszałem, że jesteś architektem.- odezwał się w końcu Joseph, który do tej pory siedział cicho uważnie mi się przyglądając.
-Tak.
-Wnętrz?
-Nie, projektuje ogrody.- pokiwał głową.
-Naprawdę?- spytał Jackie- To dobrze się składa, bo kupiliśmy z Enid tydzień temu dom na obrzeżach miasta, przeprowadzka trwa, ale już szukamy kogoś kto zaprojektowałby nasz ogród. Może miałabyś ochotę się tym zająć? Dobrze zapłacimy.- zaśmialiśmy się.
-Z miłą chęcią. Co prawda dopiero zaczęłam nowy projekt, ale nie jest on taki ważny więc spokojnie mogę wziąć...
-...pamiętaj, że masz tydzień urlopu.- wtrącił się Michael- Żadnych rysunków, kwiatków i drzewek przez tydzień.
-Wiem przypominasz mi o tym codziennie.- rzuciłam z uśmiechem.
-Jeśli to jakiś problem...
-Nie no coś Ty. Michael marudzi jak zwykle.
-Wspaniale więc zadzwonię jutro do Ciebie i umówimy się na jakąś kawę.
-Jasne.- uśmiechnęła się do mnie. I po co ja się tak denerwowałam tym obiadem?
-Widzę, że nie poczekaliście na nas z rodzinnym obiadkiem...- odwróciliśmy się wszyscy na dźwięk jakiegoś obcego głosu. Przeżyłam niemały szok, gdy zobaczyłam Jermaine'a. I to z kim?! Z tą blond wywłoką. Trzymali się za ręce jak wielce zakochana para. Spojrzałam na Michaela. Jego mina wyrażała zaskoczenie, a po chwili złość.
-Co Ty tu robisz i to jeszcze z nią?!- ocknął się w końcu.
-Witaj kochana szwagierko.- Mad strzeliła swój sztuczny uśmiech. Nie wytrzymałam, wstałam od stołu i podeszłam do tej zdziry.
-A Ty się nie odzywaj szmato, bo znowu dostaniesz w tą swoją wytapetowaną buźkę i nawet chirurg plastyczny Ci nie pomoże!- Michael również wstał i podszedł do nas chcąc mnie uspokoić, ale wyrwałam się z jego uścisku.
-Powiedz fajnie było zdradzić Michaela z jego własnym bratem potem zrzucić na niego winę za rozpad waszego związku, w mediach zrobić z siebie ofiarę losu, prosić o wybaczenie, knuć intrygi, a na końcu związać się z Jermain'em? Dobrze się bawiłaś?!- chciałam żeby cała rodzina dowiedziała jacy są dwulicowi i fałszywi. Głupi uśmiech automatycznie zszedł jej z twarzy, a pojawiło się zakłopotanie.
-Michael, bracie daj spokój dalej jesteś o to zły?
-Nie jesteś już moim bratem.- powiedział bardzo poważnie.
-Michael co Ty wygadujesz?- pani Katharine nie wiedziała co się dzieje.
-Nie mamo, oni zniszczyli mi życie i nie chcę mieć z nimi nic więcej wspólnego. Kiedy dacie nam w końcu spokój? A Ciebie ostrzegam, że jak jeszcze raz przyjdziesz do Victorii i nagadasz jej głupot na mój temat to porozmawiamy inaczej, a teraz nie chcę was widzieć na oczy. Kochanie idziemy.- złapał mnie stanowczo za rękę i skierowaliśmy się w stronę wyjścia.
-Przeginasz!- krzyknął za nim Jerm, odwrócił się.
-Przeginam?! Trzeba było najpierw pomyśleć za nim przeleciałeś moją kobietę!- nikt nie ważył się odezwać, a Michael nie mogąc dłużej znieść ich widoku postanowił jak najszybciej stamtąd wyjść. Szedł tak szybko, że ledwo za nim nadążałam. Dogoniłam go dopiero przy samochodzie. Wkurzony z całej siły uderzył pięścią w maskę samochodu i oparł się o nią kryjąc twarz w dłoniach. Podeszłam do niego powoli.
-Skarbie?- dotknęłam jego ramienia, ale odsunął się natychmiast. Nigdy tak się nie zachowywał.
-Daj mi kluczyki do samochodu.
-Po co?
-Będę prowadzić.
-Na pewno nie.- otworzył mi drzwi od strony pasażera.
-Nie będziesz w takim stanie jechać.
-W jakim znowu stanie?- zirytował się.
-Jesteś tak wkurzony, że zaraz coś rozwalisz.
-Masz rację więc lepiej bardziej mnie nie denerwować.
-Już się boję. Kluczyki.- wyciągnęłam rękę, niechętnie mi je podał. Wsiedliśmy do samochodu. Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Siedział twarzą obrócony w stronę okna, a ja skupiłam się na drodze. Nie chciał rozmawiać? To nie, nie będę się prosić. Do Neverlandu dotarliśmy późnym wieczorem. Zaparkowałam auto w garażu i nie czekając na pana obrażalskiego poszłam do domu. Byłam na schodach kiedy poczułam, że Michael bierze mnie na ręce. Nie miałam nawet siły i ochoty się z nim szarpać, ale to był chyba sposób na przeprosiny. Oryginalny, nie ma co. Postawił mnie dopiero w sypialni. Całkowicie go ignorowałam, ale w końcu zastawił mi drogę, gdy chciałam wejść do łazienki. Przytulił mnie mocno.
-Przepraszam...- mruknął.
-Nie chciałem taki być, zdenerwowałem się.
-To nie znaczy, że jak się zdenerwujesz musisz wyżywać się na mnie, odsuwasz się. Dlaczego?
-Musiałem ochłonąć.
-I nawet nie mogłam Cię przytulić, bo Ty chciałeś ochłonąć tak?- spuścił wzrok.
-Nie chciałem Cię tak potraktować. Nawet nie wiesz jak się poczułem, gdy ich zobaczyłem. Po raz kolejny miałem ochotę dać mu w mordę.- usiadł na łóżku- Oni dobrze wiedzieli, że my tam będziemy. Inaczej nie przyszli by razem. Jermaine rzadko przychodził na obiad do rodziców, a tym bardziej z jakąś dziewczyną.- podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach pozwalając, żeby wtulił się we mnie jak w matkę. Siedzieliśmy tak dosyć długo.
-Chcę zapomnieć...zapomnieć w końcu, o tym co mi zrobili. Zacząć od nowa...z Tobą.- spojrzał mi głęboko w oczy.
-Co chcesz przez to powiedzieć?
-Zamieszkaj ze mną.- uśmiechnął się delikatnie.
-Ale...tu..razem tak?- zaskoczył mnie tą propozycją, przez co moja wypowiedź wyszła niezbyt inteligentnie.
-Nie chcesz.- westchnął smutno.
-Oczywiście, że chcę, ale to poważny krok. Czy to nie za szybko?
-A na co mamy czekać? No chyba, że mnie nie kochasz.- powiedział w żartach.
-No jasne. Pewnie, że Cię nie kocham. Tak sobie lubię od czasu do czasu posiedzieć Jacksonowi na kolanach, całować się z nim i spać w jednym łóżku. Takie tam hobby.- powiedziałam sarkastycznie, zaśmialiśmy się.
-Czyli się zgadzasz?
-A mam inne wyjście?
-Nie.- wyszczerzył się.
-Jesteś na 100% pewny?
-Na 200 %.- nie zastanawiałam się długo.
-Zgadzam się.- znów wziął mnie na ręce i zaczął kręcić się wokół własnej osi. Było lepiej niż na karuzeli. A dlaczego? Bo byłam w ramionach ukochanego mężczyzny.
-Bardzo Cię kocham.
-Ale ja Ciebie bardziej.- pocałował mnie namiętnie.
-No dobra nie chce mi się z Tobą kłócić.
-No i prawidłowo. Z królem nie wygrasz.- parsknęłam śmiechem.
-Zjedz snickersa, bo zaczynasz gwiazdorzyć.- wystawiłam mu język.
-A Ty robisz się za mądra kochanie.
-No ktoś w tym związku jest od myślenia, a ktoś od robienia kochanie.- objął mnie w talii.
-Ach tak? I Ty jesteś od myślenia.
-No niestety Ty inteligencją nie grzeszysz.
-Odwołaj to!- zaczęłam się śmiać.
-Nieeee.
-To zaraz będziesz błagać o litość.- już miał mnie zacząć łaskotać, ale wyrwałam się z jego uścisku i uciekłam do łazienki zamykając drzwi na klucz.
-Czekaj, czekaj. I tak Cię dopadnę!- zaśmiałam się. Postanowiłam wziąć gorącą kąpiel. Kolejny dzień pełen wrażeń za nami tylko szkoda, że nie wszystkie były miłe.
Miałam tylko nadzieję, że więcej nie będę musiała oglądać tej fałszywej jędzy, tak samo jak „brata” Michaela. Nie da się o tym nie myśleć. Naprawdę trzeba mieć cholerny tupet, żeby pojawić się jeszcze na obiedzie rodzinnym...że im nie jest wstyd. Postanowiłam nie zaprzątać sobie więcej głowy Madonną i Jermain'em tylko w końcu się odprężyć. Kiedy woda robiła się chłodna wyszłam z wanny po czym wysuszyłam się ręcznikiem i przebrałam w piżamę. Z Michaelem postanowiliśmy zrobić sobie seans. Tak więc do rana oglądaliśmy filmy.
******
PS: Nie krzyczcie na mnie bardzo za ponowne pojawienie się Madonny, ale musiałam po prostu. Taka już jej rola, że bohaterom utrudnia życie, a czytelnikom podnosi ciśnienie i przy okazji autorce XD

2 kwietnia 2016

Rozdział 21. A może Ci się podobało?

Witajcie kochani!
Przybyłam do Was z kolejnym rozdziałem tym razem chyba nie tak wesołym jak zwykle chociaż na końcu jest małe pocieszenie, ale nic więcej nie mówię. Rozgadam się na końcu, a mam o czym to trochę potrwa i może przygotujcie sobie jakiś popcorn xD
PS: Rozdział miał być za tydzień, ale padłam ofiarą szantażu ze strony Oli, więc dedykuję ten rozdział właśnie Dangerous Girl (Ty mendo...ostatni raz wstawiam o 4 w nocy, a rano Ty pójdziesz za mnie do kościoła xD)
Zapraszam do czytania i komentowania!
*****
Siedziałem przy stole w kuchni podpierając brodę na ręce. Przed sobą miałem talerz z naleśnikami, ale jakoś nie byłem szczególnie głodny wolałem wpatrywać się w okno. Nie było w nim nic interesującego, ale jakoś właśnie na nim zawiesiłem swój wzrok. Moje myśli krążyły jak zwykle wokół Victorii. Miałem jechać dzisiaj po nią do pracy, a później zabrać na obiad do restauracji, ale o tym nie wiedziała. Chciałem zrobić jej niespodziankę. Spojrzałem na zegar, który wskazywał 12:45.
-Michael czy Ty mnie słuchasz?- Jessica pomachała mi ręką przed oczami, ocknąłem się. Wyprostowałem się natychmiast i spojrzałem na nią.
-Oczywiście, że Cię słucham.
-Taaaak? To co mówiłam?- uśmiechnąłem się głupio.
-Noo...ten...o..tym...no..yyyy.- zaczęła się śmiać- Dobra nie słuchałem...
-Normalnie zaraz Cię ścierą zdzielę, piąty raz mówię to samo żeby sprawdzić czy słuchasz. No żeby okno było ważniejsze ode mnie!- rzuciła z udawanym oburzeniem.
-Och po prostu się zamyśliłem i zawiesiłem wzrok akurat na nim.- zaśmiałem się z jej miny.
-Ciekawe nad kim Ty tak myślisz.- spojrzała na mnie mrużąc oczy. Wyszczerzyłem się patrząc na bok, musiałem przygryźć wargę żeby się nie roześmiać.
-Taa ten Twój zaciesz mówi wszystko. Ale wiesz co Ci powiem? Dobrze, że wróciłeś wcześniej i osobiście muszę podziękować Karen.
-Ej ona mnie tylko naprowadziła.
-Tak, bo Ty jesteś taki głupi, że sam nie wiedziałeś co masz zrobić.
-Odezwała się wszechwiedząca.- prychnąłem.
-No pewnie, przecież ja od razu zauważyłam, że Vicki Cię kocha. To było widać gołym okiem.

-Wiedziałaś?!
-Oczywiście.
-Czemu nic mi nie powiedziałaś?
-A co miałam do Ciebie zadzwonić i powiedzieć „Michael wracaj, bo Victoria Cię kocha"? Zaraz byś gadał „wcale nie", „ja się jej nie podobam", „daj spokój, ma mnie tylko za przyjaciela" i te inne Twoje gadki. Musiałeś do tego sam dojść. Co ja mam Cię przez całe życie za rączkę prowadzić? Wystarczy, że muszę całymi dniami Cię oglądać i się z Tobą użerać.
-Czyżby pani Owen narzekała na warunki pracy?- uśmiech cisnął mi się na twarz.
-No, a nie?
-Och Jess ile dziewczyn chciałoby być na Twoim miejscu...-westchnąłem. Oczywiście chciałem się z nią podroczyć.
-Taa chciałoby...zwłaszcza znaleźć się w Twoim łóżku.- powiedziała pod nosem, ale i tak usłyszałem.
-To już tym bardziej.
-No wiesz!
-No co? Stwierdzam fakty.- wzruszyłem ramionami.
-Ale fajnie było by mieć taką sprzątaczkę w takim fajnym kostiumku w pończochach i...
-...dupą na wierzchu.- dokończyła.
-Też.-odwróciła się.
-Ja wychodzę!
-Hahahaha no żartowałem przecież.- jej mina była bezcenna.
-Głupek...-wróciła do zmywania naczyń. Wstałem od stołu.
-A Ty gdzie?- założyła ręce na biodra.
-Jadę po Victorię.
-Śniadania nie zjadłeś. Co Ty samą miłością teraz żyjesz?
-No pewnie.- uśmiechnąłem się.
-Do stołu, ale już i masz na zjedzenie pięć minut!-westchnąłem i usiadłem z powrotem. Jessica znała moje sztuczki więc stała nade mną jak nad dzieckiem i pilnowała, żebym zjadł wszystko. Kiedy kończyłem usłyszałem trzaśnięcie drzwiami i jakieś głosy. Coraz głośniejsze kroki i ktoś się chyba kłócił.
-Ale panie Jackson proszę się uspokoić. Michaela nie ma teraz w domu.
-Nie wierzę Ci! Gdzie ten gówniarz?!
-Tato...
-Zamknij się!- spojrzałem zdezorientowany na Jess, która sama nie wiedziała co się dzieje. W progu zobaczyłem George'a, mamę, Janet i Joseph'a...
-Michael synku, tak się martwiłam.- poczułem jak rodzicielka przytula mnie ciepło. Tak dawno jej nie widziałem.
-Mamo czemu się martwiłaś?
-Co Ty sobie wyobrażasz?!- na dźwięk tego głosu aż podskoczyłem. Oderwałem się od mamy.
-Ale naprawdę nie wiem o co wam chodzi.
-W wiadomościach mówili, że jesteś w szpitalu i to coś poważnego. Trasa została przerwana, a nas nawet nikt nie powiadomił, że leżysz w szpitalu umierający, ale jak widać masz się świetnie! Pojechaliśmy do kliniki, w której dowiadujemy się, że wcale nie jesteś chory, nie miałeś wypadku, a jesteś zdrowy jak ryba. Lekarz ani nikt z personelu nie chciał nam wytłumaczyć co to za cyrk więc przyjechaliśmy tutaj. Michael możesz mi powiedzieć co Ty odwalasz?- Janet była wyraźnie zdenerwowana, myślałem, że zabije mnie wzrokiem. No tak przecież oni nic niewiedzą. I co ja mam teraz powiedzieć?
-Będziesz tak milczał czy w końcu się odezwiesz?! Te operacje aż tak Ci zaszkodziły na mózg, że przestałeś myśleć?
-Joseph...
-Nie do Ciebie mówiłem!
-Nie krzycz na nią!- podszedł bliżej mnie, przełknąłem ślinę.
-W tej chwili chcę wiedzieć dlaczego zakończyłeś trasę.
-Bo miałem powód, który nazywa się Victoria...- Janet i mama uśmiechnęły się.
-Czy wy...?
-Tak jesteśmy razem.
-Słucham?! Przerwałeś trasę dla jakiejś głupiej dziewuchy?Miłości Ci się zachciało, czy scena Ci się znudziła?Zapomniałeś kim jesteś?
-Nie nie zapomniałem i nie wyrażaj się tak o Victorii. Kocham ją...musiałem wybrać i nie żałuję.- powiedziałem stanowczo.
-Od kiedy jakaś dziwka jest ważniejsza od muzyki!- myślałem, że się przesłyszałem. Poczułem taki napływ gniewu jak nigdy wcześniej. Popchnąłem go niespodziewanie na ścianę. Aż sam byłem zdziwiony, że się na to odważyłem.
-Jeszcze raz ją obrazisz, a nie ręczę za siebie.- odepchnął moje ręce i zrobił zamach. Przed oczami pojawił mi się obraz z młodości i podobna sytuacja. Jak zawsze w takiej sytuacji czekałem na cios, ale zamiast tego poczułem jak ktoś odciąga ode mnie Joseph'a, to był George.
-Puszczaj mnie! Muszę go nauczyć szacunku do ojca!
-Dosyć tego panie Jackson wyjdzie pan dobrowolnie czy pana wyprowadzić?
-Po tym wszystkim co dla Ciebie zrobiłem pozwolisz na takie traktowanie wobec mnie?! Jeszcze przyjdziesz do mnie na kolanach!
-Wynoś się stąd!- nie wytrzymałem już. Mierzyliśmy się przez chwilę gniewnym spojrzeniem, ale w końcu odwrócił się napięcie i wyszedł trzaskając drzwiami.
-Boże on się nigdy nie zmieni...- Janet do mnie podbiegła i mocno przytuliła.
-Nie przejmuj się nim. Opowiadaj lepiej jak to się stało, że tu wróciłeś i jesteś z Victorią.- rzuciła z uśmiechem.
*****
Wybiła godzina 15:00 i zaczęłam się powoli zbierać. Mimo, że Michael miał przyjechać za godzinę musiałam jeszcze pójść do Chrisa żeby omówić nowy projekt, który mamy robić razem. Potrzebowałam tylko jednej teczki z dokumentami. Zaczęłam przeszukiwać wszystkie szafki, w końcu podeszłam do półki z segregatorami i tam ją zauważyłam. Otworzyłam ją na chwilę i zaczęłam przeglądać. Usłyszałam jak ktoś wchodzi do mojego biura. Pomyślałam, że to pewnie Sydney. Poczułam jak ktoś oplata mnie rękoma w pasie i ten gorący oddech na szyi. Uśmiechnęłam się. Chyba już wiedziałam kto to.
-Mhmm Michael miałeś być za godzinę.- zaśmiałam się.
-Ale jestem teraz.- uśmiech momentalnie zszedł mi z twarzy na dźwięk tego głosu.
-No co jest kochanie?- to nie był głos Michaela. Odwróciłam się powoli, podniosłam wzrok i ujrzałam Sebastiana.
-Co już nie jesteś taka chętna...kotku?- wyszeptał mi do ucha,przejeżdżając palcem po mojej szyi. Poczułam dreszcze na całym ciele, ale nie takie, które czuję przy Michaelu. Teraz byłam przerażona.
-Nie mów tak do mnie.- warknęłam. Przyciągnął mnie do siebie, próbowałam uwolnić się z jego sideł, ale na marne. Popchnął mnie na biurko stając pomiędzy moimi nogami.
-A prosiłem tylko o jedno spotkanie.- pokręcił głową- Ale skoro Ty nie chciałaś to ja postanowiłem Cię odwiedzić.-pochylił się nade mną patrząc na mój dekolt.
-Pociągasz mnie taka przestraszona.- zaśmiał się szyderczo.
-Zostaw mnie w spokoju. Czego chcesz?- zacisnął ręce na moich biodrach.
-Ciebie...
-Będę krzyczeć.- zatkał mi usta ręką.
-Nie sądzę.- zaczął podwijać moją spódnicę, miałam łzy w oczach, cała się trzęsłam. Piszczałam i próbowałam się wyrwać, ale wtedy był jeszcze bardziej natarczywy i agresywny. Modliłam się w duchu, żeby ktoś teraz wszedł do mojego gabinetu.
Sam rozpiął zamek w spodniach, był tak obleśny...Nie wiedziałam co zrobić, a po moich policzkach płynęły już łzy. Nagle drzwi się otworzyły, ujrzałam w nich Michaela, stanął jak wryty. Sebastian się odwrócił, a ja korzystając z okazji odepchnęłam go i podbiegłam do mojego chłopaka. Wybuchnęłam płaczem i przytuliłam się do niego z całej siły.
-Kochanie nic Ci nie zrobił?- odwzajemnił uścisk równie mocno.
-N..ni...nie...-głos mi drżał i nie mogłam się uspokoić. Głaskał mnie po włosach i kołysał w ramionach. Usłyszałam śmiech tego kretyna.
-No proszę, proszę Jackson.- poprawił koszulę- Nie wiedziałem, że dalej zadajesz się z tym wybielonym pedałem.- rzucił nie dowierzając. Myślałam, że się przesłyszałam. Podeszłam do niego szybkim krokiem i spoliczkowałam.
-Ty suko!- oddał mi ze zdwojoną siłą tak, że się zachwiałam i upadłam na kolana. Złapałam się za bolący policzek, momentalnie poczułam w ustach smak krwi. Michael doskoczył do Sebastiana i złapał go za koszulę po czym przygwoździł go do ściany.
-Nie waż się jej więcej tknąć! Jak dowiem się, że dalej nachodzisz Victorię połamie Ci wszystkie kości!- jeszcze nigdy nie widziałam go tak wkurzonego. Był cały nabuzowany, jego zwykle łagodne, czekoladowe oczy wyrażały teraz złość jakby coś obudziło w nim demona.
-A to żebyś dobrze mnie zapamiętał.- strzelił mu prawego sierpowego przez co się przewrócił, a z nosa zaczęła sączyć się krew. Kopnął go dwa razy w brzuch i pochylił się nad nim wykręcając mu obie ręce.
-Przeproś.- nic nie odpowiedział więc pociągnął go mocniej,zawył z bólu-Nie słyszę!
-I tak przelecę tą Twoją Victorię i nie dasz rady jej obronić.-wysapał.
-Co żeś powiedział?!
-Bzyknę tą sukę!- zaczęli tym razem oboje się szarpać. Michael umiał się bić, ale bałam się o niego więc próbowałam go odciągnąć od tego psychola. W końcu pchnął go z całej siły na regał. Przewrócił się i stracił przytomność, ale Michael nie chciał odpuścić.
-Zostaw go!- krzyknęłam nie wiedząc już co robić. Spojrzał na mnie wściekły, ale jego wzrok szybko złagodniał kiedy zobaczył kolejne łzy w moich oczach. Podszedł do mnie natychmiast i mocno przytulił. W końcu czułam się bezpiecznie.
-Za..bierz..mnie..stąd..-szlochałam w jego ramię.
-Oczywiście słońce, chodź.- złapał mnie za rękę i jak najszybciej wyszliśmy z firmy, ale tylnym wyjściem żeby nigdy nas nie widział. Po chwili znaleźliśmy się w samochodzie, a ja patrzyłam się tempo w jeden punkt obejmując rękoma brzuch.
-Kochanie...-dotknął mojej dłoni, wzdrygnęłam się i od razu odsunęłam- Nie bój się, nic Ci nie zrobię.- spojrzałam mu prosto w oczy.
-Ufasz mi?- powoli dotknął mojego zaczerwienionego policzka, pokiwałam głową.
-Pamiętaj nigdy nie pozwolę Cię skrzywdzić. Przyrzekam, kocham Cię najbardziej na świecie.

-Ja też Cię kocham, ale tak się bałam...- znowu znalazłam się w jego silnych ramionach. Pocałował mnie we włosy.
-Poczekaj tu chwilę, zaraz wrócę.- już chciał wyjść z samochodu.
-Ale gdzie Ty idziesz?- przytrzymałam jego rękę.
-Idę do Twojego szefa. Załatwiam Ci tydzień urlopu.
-Ale po co?
-Bo musisz odpocząć i na temat tego sukinsyna też sobie porozmawiamy. Gdzie jest ochrona ja się pytam?! Czy do Twojego biura może wejść każdy, nawet seryjny morderca?!- odsunęłam się od niego,od razu to zauważył.
-Przepraszam...Vicki nie chciałem krzyczeć, ale jestem zdenerwowany.- złapał mnie za dłoń i ucałował ją.
-Zaraz wrócę.- pociągnęłam go za marynarkę.
-Nie zostawiaj mnie tu samej, proszę.- wyszeptałam.
-Zamknę samochód, nikt tu nie wejdzie. Wrócę jak najszybciej.-niechętnie go puściłam. Tak jak obiecał zamknął mnie i po chwili zostałam sama. Skuliłam się na siedzeniu i niecierpliwie czekałam na Michaela, który długo już nie wracał. Nie wiem nawet kiedy zasnęłam.
*******
-Vicki...obudź się.- poczułam dotyk na policzku. Powoli otworzyłam zaspane oczy i ujrzałam zatroskaną twarz mojego chłopaka. Przez chwilę nie wiedziałam gdzie jestem i co się dzieje, zaczęłam się rozglądać.
-Gdzie jesteśmy?- spytałam zachrypniętym głosem.
-W Neverlandzie. Przespałaś całą drogę, załatwiłem Ci tydzień wolnego. Gdy opowiedziałem panu Smith'owi o tym co się wydarzyło był w szoku i obiecał, że takie coś nigdy się nie powtórzy, a ja kazałem mu zwiększyć liczbę ochroniarzy w budynku.
-Dziękuję, ale po co mi to wolne teraz? Nic takiego się nie stało, a my mamy nawał pracy.
-Przewidzieliśmy to, że się nie zgodzisz więc Twój szef powiedział, że jak zobaczy Cię w firmie to osobiście odwiezie Cię do domu.-westchnęłam.
-Sebastian wszedł niezauważony, bo Sydney nie było w recepcji. Musiała na chwilę wyjść, ale to niczego nie tłumaczy. Nie chcę mi się wierzyć, że nikt nic nie wiedział i nie słyszał.-pokręcił głową.
-Mike możemy do tego nie wracać i nie rozmawiać o...nim?
-Ja jeszcze nie skończyłem, ale na razie dam spokój.- wysiadł z auta po czym otworzył mi drzwi, wziął mnie na ręce i zaniósł do domu.
-Pójdę się wykąpać, ale nie mam żadnych ciuchów ze sobą.
-Jutro pojadę z Tobą po jakieś rzeczy, a teraz mam do zaoferowania tylko moją koszulę.- uśmiechnął się stawiając mnie na podłodze.
-Taa, która ledwo zakrywa mi tyłek.- mruknęłam pod nosem.
-Jak chcesz możesz chodzić nago, mi to nie przeszkadza. Więcej ciekawych widoków dla mnie.- zaśmiałam się.
-No jasne tylko na to czekasz co?
-Pewnie.-puścił mi oczko- Jesteś głodna?
-Nie, ale zjadłabym coś słodkiego.
-Lody mogą być?
-Truskawkowe.-powiedzieliśmy w tym samym czasie po czym zaczęliśmy się śmiać.
Poszłam do sypialni Michaela po drodze zabierając granatową koszulę z jego garderoby czyli moją ulubioną. Wzięłam gorącą kąpiel, ale gdy zaczęłam się ubierać przed oczami stanęła mi scena z Sebastianem jak się do mnie dobierał, dotykał, całował...to było obleśne i te słowa, których chyba nigdy nie zapomnę „Pociągasz mnie taka przestraszona". Zacisnęłam oczy, żeby się nie rozpłakać. Ubrałam się jak najszybciej i poszłam do salonu, gdzie czekał na mnie Michael z obiecanymi lodami. Bez słowa podbiegłam do niego i przytuliłam z całej siły, hamowałam płacz jak tylko się dało.
-To było okropne...- głaskał mnie po plecach.
-Nigdy więcej do tego nie dopuszczę, obiecuję. Zapłaci za to co zrobił.-usiedliśmy na kanapie. Michael ułożył moje nogi na swoich kolanach i zaczął smyrać po łydce.
-Co masz na myśli?- podał mi pucharek lodów.
-Gdzie on mieszka?- zignorował moje pytanie.
-Po co Ci to wiedzieć?
-Złożę mu niezapowiedzianą wizytę. Dobrze wiesz, że jak minie powiesz to i tak się dowiem.
-Zwariowałeś? Mało Ci po dzisiejszym? Sprałeś go na kwaśne jabłko. On jest adwokatem i na pewno tak tego nie zostawi. Chcesz mieć zszarganą opinię publiczną i problemy z prawem?
-Dobrej opinii publicznej nigdy nie miałem, a żadnych problemów z prawem nie będę mieć, bo nikt się nie dowie. Skurwiel pożałuje, że się w ogóle urodził.- powiedział przez zaciśnięte zęby.
-Michael uspokój się do cholery, on może wsadzić Cię za kratki w pięć minut. Ma znajomości. Czy Ty jesteś tak głupi czy tylko udajesz?-odłożyłam pucharek na stół i wstałam poirytowana.
-Ja też mam znajomości i to o wiele większe. Nie boję się go.-powiedział pewny siebie.
-Oszalałeś...
-Co Ty go tak bronisz?- spytał podejrzliwie.
-Po prostu się o Ciebie martwię.- powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Tak? A może Ci się podobało jak Cię obmacywał?- stanęłam jak wryta. Jak on mógł w ogóle pomyśleć że...Chyba dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego co powiedział.
-Victoria...ja..wcale..nie..-zaczął się jąkać. Odwróciłam się napięcie z zamiarem wyjścia, ale zatrzymał mnie łapiąc za dłoń. Po czym mocno przytulił. Zaczęłam walić pięściami o jego klatkę.
-Puszczaj mnie dupku! Skoro masz mnie za taką to po co ze mną jesteś?-szarpałam się.
Zamknął mnie w żelaznym uścisku. Miałam ochotę mu przywalić za to co powiedział.
-Przepraszam kochanie...wcale tak nie myślę naprawdę. Jestem kretynem, wybacz mi. Nie chciałem tego powiedzieć, nie o to mi chodziło...
-Jesteś debilem Jackson!- odsunął się delikatnie, ale nadal trzymał mnie w swoich objęciach.
-Też.-zaśmiał się- Ale Twoim debilem. Przepraszam nie chciałem tego powiedzieć.
-Jak mogłeś w ogóle pomyśleć, że ja spojrzałabym na innego mężczyznę pod takim względem? Nie jestem Madonną i nie obchodzą mnie inni faceci, a już na pewno nie podobało mi się jak ten...-skrzywiłam się na samą myśl odwracając twarz.
-...wiem i jeszcze raz przepraszam, powiedziałem to w nerwach. Chodź położysz się na pewno jesteś zmęczona.- pocałował mnie w czoło. Poszliśmy za rękę do sypialni. Michael wziął szybko prysznic i położyliśmy się do łóżka. Nie mogłam zasnąć i co chwilę przewracałam się z boku na bok próbując znaleźć wygodną pozycję do spania.
-Nie możesz spać?- spytał ledwo przytomny Michael.
-Obudziłam Cię, przepraszam.
-Nic się nie stało, chodź tu do mnie.- przyciągnął mnie do siebie. Czułam jego ciepły oddech na twarzy i mimo, że było ciemno widziałam te piękne sarnie oczy wpatrujące się we mnie z troską.
-Co się dzieje?
-Nie wiem...jakoś boję się zasnąć. Ciągle mam przed oczami to wszystko...
-Zaraz coś na to poradzimy..- wyszeptał mi do ucha- Usiądź.
-Co?
-Usiądź.
-Ale po co?
-Zaraz zobaczysz.- zrobiłam to co mi kazał. Odgarnął moje długie włosy.
-Michael...co Ty robisz?
-Próbuję Cię zrelaksować, odpręż się.- zaczął masować mój kark, a następnie plecy. Przymknęłam oczy z rozkoszy. Nie wiem jak to zrobił, ale strach odszedł, a pojawił się spokój. Jego ręce były jak lekarstwo. Poczułam jak składa delikatne pocałunki na mojej szyi, było mi tak dobrze, że całkowicie poddałam się jego ruchom. Zjechał dłońmi na moje biodra, lekko je ściskając. Nie mogłam wytrzymać i odwróciłam twarz w jego stronę, żeby w końcu go pocałować. Położył mnie na plecach, a ja oplotłam go udami w pasie. Przylegał do mnie całym ciałem. Nie przestając mnie całować, odpiął kilka guziczków mojej koszuli, a właściwie swojej. Pocałunkami zjechał na mój dekolt. Westchnęłam cichutko, robiło mi się coraz bardziej gorąco, a oddech był przyspieszony. Zaczęłam delikatnie drapać go po rozgrzanym torsie. Kiedy językiem zataczał kółka wokół mojego pępka nie wytrzymałam.
-Micha..eeel...- jęknęłam, przestał i zawisnął nade mną uśmiechając się zadziornie. Przygryzłam wargę. Spojrzałam na jego lekko umięśnioną klatkę piersiową i przejechałam po niej dłonią w dół. Czułam jak napina mięśnie brzucha, gdy„niechcący" dotknęłam sporego wybrzuszeniu w spodniach.
-Chyba jesteś już wystarczająco rozluźniona hmm?- zapytał zabierając moją rękę i całując ją czule. Widziałam, że było trudno mu się opanować, ale nie chciał się z niczym spieszyć tak samo jak ja. Nie byłam w stanie się odezwać, zaśmiał się. Ostatni raz pocałował mnie namiętnie i położył się po drugiej stronie. Byłam lekko oszołomiona jego bliskością, której doświadczyłam pierwszy raz. Mój oddech wracał powoli do normy, a całe napięcie zeszło. Drżącymi rękoma zapięłam koszulę. Czułam się dziwnie, ale jednocześnie przyjemnie. Ułożyłam głowę na torsie Michaela na co objął mnie w pasie.
-Kocham Cię.- uśmiechnął się.
-Ja Ciebie bardziej. Teraz zaśniesz?
-Teraz tak...
-Ale na pewno?
-A co?- uśmiechnęłam się pod nosem.
-A nic, bo wiesz jak będziesz miała jeszcze kłopoty to ja chętnie Ci pomogę.- wyszeptał mi
do ucha, przygryzłam wargę.
-Zapamiętam, ale na chwilę obecną spokojnie mogę zasnąć.
-Więc śpij, dobranoc skarbie.- cmoknął mnie w usta.
-Dobranoc.- zmęczenie dopadło mnie od razu, a sen wraz z nim.
******
To i teraz moja paplanina :D Zacznę od początku. Jak wszyscy wiedzą motyw gwałtu jest często wykorzystywany w opowiadaniach. Nie miałabym chyba serca, żeby wprowadzić tego tutaj. Zaraz pewnie zaczęłabym ryczeć, a poza tym to jest za bardzo brutalne. Po prostu nie mogłam... Ale, że dałam tu bohatera o imieniu Sebastian, którego gra Jamie Dornan musiał tu odegrać jakąś rolę w tym przypadku jest tym czarnym charakterem (jak Wasza kochana Madonna). Czemu wzięłam akurat tego aktora? A to bardzo proste. Bo wygląda mi na skurwiela xDD za każdym razem, gdy na niego patrzę kojarzy mi się z 50 TG nic na to nie poradzę, mimo że bardziej przekonałam się co do filmu jak i książki w sumie dzięki Patrycji, to tego człowieka lubić nigdy nie będę i jakaś odraza do niego po zagraniu roli Christiana Grey'a zostanie. Ale koniec już o tych złych rzeczach, przejdźmy dalej. To co wydarzyło się na końcu między Victorią a Michaelem nawet mnie zaskoczyło, bo nie było planowane - zwykły spontan. Coś mnie naszło po prostu. Ja wiem, że Wy na pewno myśleliście, że tu będzie hot i teraz chcę widzieć wasze miny jak się okazało, że jednak nie XDD Delikatnie mówiąc zrobiłam Was w konia (chciało by się teraz powiedzieć coś innego, ale „ograniczam” brzydkie słowa). Przepraszam Was za to, bo było już blisko, ale ja po prostu nie jestem jeszcze na to gotowa hahaha. Jak to zabrzmiało xD Obiecałam więc hot będzie. To była taka mała...zapowiedź? Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie bardzo źli :) ale w sumie resztę można sobie wyobrazić co by się działo, gdyby Michael nie przerwał. Mądry chłopak z niego nie? :D W pewnym momencie się zacięłam i nie wiem czemu akurat spojrzałam na moje rozkopane łóżko. Może liczyłam, że zobaczę na nim nagiego MJ i dostanę natchnienia XDD ale momentalnie przed oczami zobaczyłam tą scenę, którą właśnie pisałam więc naprawdę Wy również możecie puścić wodze wyobraźni, na to samo wyjdzie :D Okej już Was nie denerwuje więcej i kończę tą rozprawkę.
Liczę na szczere opinie :)
Pozdrawiam Basia <333