12 marca 2016

Rozdział 16. „Alkohol to taki wyjątkowy środek, przy którego pomocy szybko można doprowadzić stan naszego ciała do stanu zgodnego z aktualnym stanem naszego umysłu.”

Witajcie kochani!
Nie mam dzisiaj dużo to powiedzenia, to chyba nowość XDD Powiem tylko tyle, że długo się zastanawiałam czy zrobić z tego rozdziału dwie części, bo jest długi i zdecydowałam, że go jednak nie podzielę, a tak chciałam przerwać w fajnym momencie żebyście się na mnie wkurzyli no :D Mam nadzieję, że rozdział chociaż trochę przypadnie Wam do gustu (no starałam się :D), ale zapewne scena, która teoretycznie każdemu powinna się spodobać w tym przypadku się nie spodoba XD zresztą zaraz sami się przekonacie.
Zapraszam do czytania i komentowania!
*******
Pół roku później...
Ostatnie sześć miesięcy trochę zmieniło moje życie, a przede wszystkim uczucia. Postaram się w skrócie o tym opowiedzieć. W firmie wygrałam konkurs i od miesiąca jestem na oficjalnym stanowisku zastępcy pana Smith'a. Cieszę się z tego bardzo, ale cieszyłabym się bardziej gdyby ktoś mnie w tym wspierał...Michael rozpoczął, a właściwie skończył przygotowania do trasy Bad World Tour. Wszystkie próby odbywały się w Nowym Jorku, dlatego na ten czas przeprowadził się tam. Widywaliśmy się raz na dwa miesiące i dzwoniliśmy do siebie jak najczęściej, ale wiadomo, że to nie to samo. Nie widzieliśmy się nawet w święta Bożego Narodzenia, które spędziłam z rodzicami, a Mike na sali treningowej w NY. Mimo moich próśb nie przyjechał na ten czas do Neverlandu. Ta rozłąka między nami uświadomiła mi, że...zakochałam się. Nie ma co już tego ukrywać i tak za długo się oszukiwałam. Myślałam, że to tylko głupie zauroczenie. Oczywiście nie mam zamiaru mówić o tym Michaelowi. To bardzo trudne... nie potrafię od tak mówić o swoich uczuciach. Boję się w końcu wyznać prawdę. Czuję, że nie jestem tym ideałem, którego on tak uparcie szuka. Chociaż kilka razy chciałam mu wszystko wyznać, wyrzucić to z siebie, ale za każdym razem tchórzyłam. Dzisiaj jest 19 maja 1987r. Jutro Michael wyjeżdża na rok, pierwsze koncerty ma w Japonii. Postanowiłam, że zrobię mu niespodziankę i z pomocą Janet i Jess przygotujemy imprezę pożegnalną. On oczywiście o niczym nie wie, za godzinę odbieram go z lotniska. Jessica zajęła się jedzeniem, a ja z Janet gośćmi i dekoracjami. Zaprosiliśmy braci MJ'a, La Toye, Rebbie, Elizabeth Taylor, Dianę Ross, Alex z James'em i Ninę ze Stefano, Jennifer Batten i Karen Feye, Quincy'ego, oczywiście impreza nie mogła odbyć się bez słynnego Slasha z całym zespołem na czele. Mimo, że za nimi nie przepadam to ich zaprosiłam wiedząc, że Michael bardzo ucieszy się z ich obecności. To chyba wszyscy, mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam.
*******
Mój samolot właśnie lądował na lotnisku w LA, a ja zamiast myśleć o trasie i koncertach, z których jakoś specjalnie się nie cieszę moje myśli zajmowała ciągle jedna i ta sama dziewczyna. Po naszym małym „incydencie" pół roku temu nie wydarzyło się nic podobnego. Pamiętam tamten dzień jak dziś. Oczywiście, że zrobiłem to specjalnie. Chciałem zobaczyć jej reakcję, która mnie zaskoczyła, bo myślałem, że po tym pocałunku Victoria domyśli się, że czuję do niej coś więcej od dłuższego czasu, ale się przeliczyłem. Po jej zachowaniu od razu widać, że ma mnie tylko za przyjaciela, a ja muszę to uszanować. Nie mogę zmusić kogoś do miłości, ale jest mi strasznie trudno ukrywać to uczucie przed nią, muszę się pilnować we wszystkim. W ruchach, słowach, nawet myślach. Oszalałem na jej punkcie. Zakochałem się po uszy w jej pięknym uśmiechu, który sprawia, że mój każdy dzień staje się piękniejszy, w piwnych głębokich oczach od których nie mogę oderwać wzroku, w zapachu, dotyku, sposobie mówienia, a nawet chodzenia. Teraz wracając myślami do moich poprzednich związków stwierdzam, że to były same porażki. Mój związek z Madonną wydawał mi się miłością na całe życie, ale ja byłem tak zaślepiony i głupi, że zmarnowałem na ten pseudo związek cztery lata swojego życia. I mimo, że nigdy nie wybaczę jej jaki i mojemu bratu zdrady jestem im po części wdzięczny, bo gdyby nie to Mad robiłaby ze mnie idiotę do końca życia i najważniejsze: nie poznałbym Victorii. Nawet jeżeli mielibyśmy być tylko przyjaciółmi będę szczęśliwy, że jest przy mnie osoba, której ufam bezgranicznie i kocham.
*******
Zerkałam co chwilę na Michaela, który siedział obok mnie i zawzięcie mi się przyglądał jak bym była co najmniej ósmym cudem świata. Czasami się zastanawiam czy on wszystkie dziewczyny tak bajeruje czy tylko mnie. Chociaż on nie musi nic robić, bo wystarczy spojrzeć na jego uśmiech, a kolana same się uginają. -Wolniej się nie da?
-O co Ci chodzi? Jadę 120/h chcesz żeby gliny nas złapały?
-A od czego masz mnie?- uśmiechnął się bajerancko.
-Całe życie będziesz mówić, że spieszysz się na koncert?- spojrzałam na niego spod byka.
-No jak nie jak tak.
-Jesteś...
-...najseksowniejszym facetem jakiego znasz, wiem nie musisz mi ciągle tego powtarzać.- parsknęłam śmiechem.
-Panie najseksowniejszy nie rozśmieszaj mnie, bo ja tu muszę się na drodze skupić.
-Foch.- rzucił i odwrócił się w stronę okna. Zaśmiałam się.
-Od kiedy Ty się obrażasz?
-Jak dasz mi buzi to może przestanę...
-Hahaha już zadzieram kiecę i lecę.
-Jak chcesz możesz dać coś innego...- powiedział cicho i pewnie myślał, że nie słyszałam.
-Wiedziałam, że to ma głębszy sens. Ty nie obrażasz się bez powodu tylko, żeby coś dostać i powiem Ci więcej to się nazywa szantaż emocjonalny. To jest karalne wiesz?
-A Ty wiesz, że nazywam się Michael Jackson?- poruszył brewkami, no tak nazwiskiem w dzisiejszych czasach można załatwić wszystko.
-To niesprawiedliwe, że wszystko uchodzi Ci płazem.
-Life is brutal baby. To jak z tym buzi?- materialista. -Przysuń się bliżej.- wykonał moją prośbę i tradycyjnie nadstawił mi policzek. Złapałam go za kołnierz koszul i szybko pocałowałam przypominając sobie o podobnej sytuacji pół roku temu.
-No niech będzie.- machnął ręką. Jechaliśmy chwilę w ciszy, ale widziałam, że Michael zerka na mnie tak jak chciałby się o coś zapytać, ale...się boi?
-Pojedziesz ze mną w trasę?- wypalił nagle. Tego się nie spodziewałam. Przeniosłam
na niego swój zdziwiony wzrok po czym zatrzymałam samochód na poboczu.
-Mike rozmawialiśmy o tym.- spojrzałam na niego błagalnie.
-Wiem, ale...proszę Cię...
-Dobrze wiesz, że chciałabym bardzo rzucić wszystko i wyjechać z Tobą, ale nie mogę. Mam tu rodzinę, przyjaciół i pracę. Co ja powiem szefowi? Dzień dobry wyjeżdżam sobie w trasę z Michaelem Jacksonem dlatego przez rok nie będę chodzić do pracy?- spuścił rozczarowany wzrok. Podniosłam jego podbródek.
-Przecież nie zerwiemy ze sobą kontaktu tak? Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.- wreszcie spojrzał mi w oczy.
-No tak, ale...
-...nie ma żadnego ale, bo zaraz Cię wykopie z samochodu i pójdziesz z buta, a gazety znowu napiszą, że jesteś dziwny, bo chodzisz na pieszo. Toż to skandal!- wybuchnęliśmy śmiechem.
******
-Aooooow!- Michael krzyknął wpadając na ścianę- Co tu tak ciemno?- usłyszeliśmy chichoty. Jak tak będą się śmiać to się w końcu skapnie.
-Słyszałaś?-złapał mnie za dłoń- Duchy...- szepnął i wziął w rękę buta.
-Po pierwsze uważaj jak łazisz gamoniu, a po drugie zmień dilera.
-Jakiego dilera?- kretyn.
-No skoro Ty już duchy słyszysz to musisz coś brać.- znowu usłyszeliśmy chichoty.
-Oooo znowu!
-Chodź Ty pogromco duchów i załóż tego buta.- złapał mnie kurczowo za ramię i potykając się po drodze o różne rzeczy doszliśmy do salonu. Nagle zapaliły się światła i wszyscy krzyknęliśmy:
-Niespodzianka!- Michael stanął jak wryty.
-O to Twoje duchy.- wskazałam ręką na wszystkich zebranych, a w odpowiedzi usłyszałam falę śmiechu.
-Ale...jak...to? Ty to przygotowałaś?- zwrócił się do mnie.
-Z pomocą Jess i Janet.- uwiesił mi się na szyi.
-No no starczy tego miziania! Mnie nie podziękujesz?- zawołała uśmiechnięta Jan. Rodzeństwo wpadło sobie w ramiona i zaczęło się witanie ze wszystkimi. W końcu usiedliśmy do ogromnego stołu, na którym było pełno jedzenia jak i alkoholu rzecz jasna. Z głośników leciała cicho muzyka. Wstałam od stołu i postukałam widelcem w kieliszek. Rozmowy ucichły, a wszyscy zawiesili swój wzrok na mnie.
-Chciałabym wznieść toast za Michaela mojego najlepszego przyjaciela. Żebyś dał czadu na koncertach i pokazał kto tu jest Królem- zaśmiał się- Nie zapomnij o nas i wracaj jak najszybciej.- podniosłam kieliszek z szampanem do góry.
******
Mimo zapewnień Michaela, że nie będzie dużo pił był już wstawiony, ale nieźle się trzymał. Ja mam o wiele bardziej słabą głowę. Nagle ktoś krzyknął:
-Michael zaśpiewaj coś!
-Co chcecie?- od razu się ucieszył.
-The way you make me feel!- odpowiedziały chórkiem wszystkie kobiety. Wstał i popatrzył na mnie, zmarszczyłam czoło.
-Ale do tej piosenki potrzebuję partnerki. Mhmm kogo by tu wziąć?- udał zamyślonego.
-Victorię!-tym razem odezwała się męska grupa towarzystwa. Spojrzałam na nich przerażona.
-O nie, nie, nie...- pokręciłam głową.
-Prosimy!- Michael uśmiechnął się słodko. I jak ja mogę mu odmówić?
-Zrobię z siebie idiotkę.- parsknęłam.
-Przestań! Będzie super.- wyciągnął do mnie rękę, którą bez zastanowienia chwyciłam. Stanęliśmy na środku salonu. Oczywiście Nina i Alex zajęły się odpowiednim nastrojem i zgasiły kilka świateł, a bracia Michaela przesunęli meble, żeby zrobić więcej miejsca. Chciało mi się śmiać kiedy tak patrzyłam na ich zaangażowanie. Wszyscy usiedli jak by byli w kinie tylko popcornu brakowało. Zajęliśmy „pozycje" tak samo jak w teledysku, który znałam na pamięć.


Michael stał na środku twarzą odwróconą w moją stronę, a ja szłam dumnie z uniesioną głową i wyminęłam go. Krzyknął: „Hey!" Zatrzymałam się, a on podszedł do mnie powoli pstrykając palcami.
Obszedł mnie, patrząc się na mój tyłek. Spojrzałam na niego i założyłam ręce na klatce piersiowej.
-You knock me off of my feet baby heeee!- i zaczął tańczyć, zmierzyłam go obojętnym wzrokiem i ruszyłam dalej. Chyba nie muszę mówić co robiłam? Michael za mną biegał i zastawiał drogę próbując zwrócić na siebie uwagę, a ja musiałam udawać niewzruszoną na jego zaloty i to było najtrudniejsze. W pewnym momencie oparłam się o stół i złapałam go za kołnierz koszuli przez co ręką opierał się o moje kolano i był bardzo blisko. Kiedy zauważyłam, że patrzy się na moje usta szybko go odepchnęłam. Podszedł do swoich braci, a ja jego sióstr. Zaczęli tańczyć tak jak pod koniec teledysku. Michael rozerwał trochę koszulę i krzyknął. Muzyka ucichła, nigdzie go nie widziałam. Pobiegłam na środek rozglądając się. Był za mną, dotknął mojego ramienia. Odwróciłam się, patrzyliśmy sobie głęboko w oczy po czym przytuliłam go. Objął mnie mocno, wtuliłam twarz w jego szyję. Światła się zapaliły, czułam się jak na scenie. Usłyszeliśmy brawa i gwizdy. Ukłoniliśmy się teatralnie. Zaraz dopadła mnie Elizabeth.
-Victoria to było genialne! Moim zdaniem minęłaś się z powołaniem. Michael powinien zabrać Cię w trasę.- zawstydziłam się.
-Proponowałem jej, ale odmówiła.- powiedział mój przyjaciel ze smutkiem w głosie.
-Przestańcie gdzie ja mogłabym się równać z Tatianą...
-Zawsze możesz zmienić zdanie. Masz czas do jutra.- powiedział poważnie.
-Ej Jackson!- zawołał Slash, który ledwo trzymał się na nogach. Podszedł do nas i uwiesił się na mnie. Boże jaki on ciężki!
-Ja też chcę sobie pośpiewać..cooo Ty sobie myślisz? Ja...że ja nie potrafjeeee? Zaraz Ci pokaże. Tylko pożyczyłbyś mi swoją panienke taaaak na pięśś..sisi minutek.
-Ja nie jestem rzeczą i odejdź ode mnie, bo wali od Ciebie na kilometr.- powiedziałam krzywiąc się.
-Cha..charakterek ma.- wyszczerzył się.
-Saul idź się lepiej przewietrzyć.
-Aleeee ja chcę śpiewać!
-Ale Ty nie umiesz śpiewać!- powiedziałam z Michaelem w tym samym czasie na co reszta się zaśmiała.
-Śmiejcie się, śmiejcie. Wujek Slash Wam zaraz pokaże! Diana ko...kochanie gzzzie jesteś? Zaraz im zaprezentujemy nasz popisowy występ.
-Już biegnę!- Diana chwiejnym krokiem weszła ze Slashem na stół i się zaczęło. Mieliśmy z nich niezły ubaw.
-Dirtyyyy Diaaana!! Noooh Dirtyyy Dianaa!- w połączeniu z wylewnymi ruchami Diany wyglądało to komicznie. Żałowałam, że nie miałam przy sobie kamery. Mielibyśmy fajną pamiątkę. Po debiutanckim występie pani Ross i Hudsona wznieśliśmy jeszcze kilka toastów za Michaela. Czułam jak alkohol uderza mi do głowy i byłam się przewietrzyć, ale nie wiele to pomogło. Najrozsądniejsza osoba w całym gronie czyli Alex zakończyła imprezę. Część gości zostało w Neverlandzie, a resztę odwieźli ochroniarze. Szłam z Michaelem długim korytarzem. Chwialiśmy się i śmialiśmy z byle czego. Zatrzymaliśmy się przed jego sypialnią. Spoważniał nagle i przyciągnął mnie w talii. Próbowałam wyczytać z jego oczu o co mu chodzi, ale nim się zorientowałam zostałam przyciśnięta do ściany. Czułam tylko jego oddech na twarzy, który drażnił moją skórę. W tym momencie byłam całkowicie uległa, mógł zrobić zemną wszystko. Przestałam myśleć kiedy poczułam jego słodkie wargi na swoich ustach. Wplotłam dłonie w jego puszyste loki, zawsze chciałam to zrobić...
Złapał moje udo i ułożył na swoim biodrze. Jęknęłam cicho, byliśmy tak ściśnięci, że czułam jego każdy napięty mięsień. Po fali gorących pocałunków, którymi mnie obdarował uniósł mnie do góry na co oplotłam go udami w pasie. Otworzył drzwi do pokoju i zamknął je nogą. Podszedł do komody i usadził mnie na niej strącając przy tym porcelanowe figurki, które narobiły hałasu. Oderwał się na chwilę od moich ust.
-Jesteś piękna.- wyszeptał i przeniósł pocałunki na szyję. Odchyliłam głowę do tyłu. Poczułam jak rozpina moją sukienkę po czym szybko ją ściągnął i rzucił za siebie. Zostałam w samej bieliźnie. Pocałowałam go namiętnie i guzik po guziczku rozpinałam jego koszulę, zsunęłam ją z ramion ukazując lekko wyrzeźbiony tors. Sięgnęłam drżącymi rękoma do paska, który równie szybko jak koszula opadł na podłogę. Gdy poczułam jego ręce szukające zapięcia od stanika otworzyłam oczy, które miałam przez cały czas zamknięte. Zobaczyłam płonący ogień w jego oczach i nagle mój rozum wrócił na swoje miejsce. Zdałam sobie sprawę z tego co my właśnie wyprawiamy. Michael nic nie robiąc sobie z  mojego chwilowego „zawieszenia" kontynuował swoje pieszczoty.
-Michael..przestań...-nie zareagował na moje słowa więc odepchnęłam go lekko. Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Przepraszam..ja nie mogę tego zrobić...- pozbierałam swoje rzeczy i z łzami w oczach jak najszybciej wybiegłam z jego sypialni. Wpadłam jak burza do pokoju obok i rzuciłam się na łóżko wybuchając płaczem. Nie mogłam tego zrobić, poczułam w sobie blokadę, a może to był głos rozsądku? To nie miałoby najmniejszego sensu skoro na następny dzień większości byśmy nie pamiętali, a Michael na pewno by żałował. To nie jest łatwe, momentami mam ochotę mu wszystko wyznać, ale tak bardzo boję się odrzucenia. Michael jest jedynym mężczyzną, w którym zakochałam się bez opamiętania. Przy nim tracę rozum, a w konsekwencji robię rzeczy, których później żałuję, bo one robią mi tylko złudną nadzieję, że kiedyś będziemy razem. Od tych wszystkich myśli rozbolała mnie głowa, a na dodatek ryczę jak głupia i nie mogę się uspokoić. Jutro będę wyglądać strasznie, a o samopoczuciu nie wspomnę. Nie dość, że kac to jeszcze cała czerwona i spuchnięta od płaczu. Od razu wszyscy skapną się, że coś się stało. Jak ja po tym
wszystkim spojrzę Michaelowi w oczy? Znowu poczułam gorzkie łzy, których nie mogłam powstrzymać. I tak całą noc. Nad ranem zasnęłam ze zmęczenia.
*******
Obudziły mnie jakieś szturchania i szarpnięcia.
-Michael kochanie jeszcze chwilka...- usłyszałam śmiechy.
-Michaela tu nie ma, ale mogę go zawołać.- otworzyłam gwałtownie oczy i ujrzałam nabijające się ze mnie Ninę i Alex.
-Hahaha bardzo śmieszne.- powiedziałam z sarkazmem przewracając się na drugi bok.
-Wstawaj leniu w końcu, już 12:00.- zerwałam się z łóżka.
-Co jak 12?! Przecież Michael za dwie godziny wylatuje!
-No i? Co Ty taka dziwna?- spytała Alex. Przypomniałam sobie o wydarzeniach z wczorajszej nocy. Usiadłam na łóżku i zaniosłam się płaczem, schowałam twarz w dłoniach. To taki ogromny ból, gdy kogoś kochasz, a wiesz, że nigdy z nim nie będziesz. Czujesz się wtedy bezsilny, tak jak ja. Zdezorientowane dziewczyny od razu mnie przytuliły. Dobrze, że mam chociaż je. Kiedy już się uspokoiłam opowiedziałam im o wszystkim.
-Vicki powinnaś powiedzieć w końcu Michaelowi, że go kochasz. Ile będziesz to ukrywać? Cierpicie oboje.- spojrzałam niepewnie na Ninę. Jej reakcji obawiałam się najbardziej.
-Wiem zaraz powiesz...
-...jesteś idiotką.- stwierdziła.
-Michael Jackson rozumiesz? Jackson! Mówi, że jesteś piękna, całuję Cię, rozbiera, a Ty uciekasz? Czy Ty jesteś normalna? Wiesz co zrobiłaby każda laska na Twoim miejscu? Zaciągnęłaby go łóżka na pierwszej randce! Czaicie się tylko ja takie dwa debile, zamiast zacząć działać!- wstałam. -Wiedziałam, że to powiesz. Codziennie mi mówisz, że jestem idiotką. Jesteś zajebistą przyjaciółką wiesz? Potrafisz mnie tylko krytykować i pouczać! Ja potrzebuję Twojego wsparcia...- mówiłam ze łzami w oczach- To, że Ty się puszczasz na prawo i lewo nie znaczy, że każdy musi, a tym bardziej ja. Wyobraź sobie, że mnie nie interesuje pieprzenie się z byle kim po kątach. Jeżeli uważasz, że to takie fajne to rób tak dalej. Dla mnie najważniejsze są uczucia, ważniejsze od potrzeb fizycznych. Jak tak masz ochotę na Michaela to na co czekasz? Leć do niego! I nie patrz na tą idiotkę, która jest w nim po uszy zakochana. Skoro masz się ciągle na mnie wydzierać to najlepiej w ogóle się nie odzywaj!- wykrzyczałam jej prosto w twarz. Zabrałam jakieś czyste ciuchy i wpadłam do łazienki. Miałam już dość jej głupiego gadania.
Nina zawsze była osobą szczerą do bólu i już się do tego przyzwyczaiłam, ale teraz przegięła. Czasami zamiast wytykać mi błędy, których jestem w pełni świadoma mogłaby mnie pocieszyć, to nie jest tak wiele. Gdy zerwał ze mną chłopak to ona siedziała i pomagała mi się pozbierać, bo dla Alex ważniejsza była nauka. Nawet nie wiem kiedy to wszystko tak się pozmieniało. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Spojrzałam w lustro. Szczerze? Można było by nakręcić drugą część Thriller'a w głównej roli ze mną. Westchnęłam cicho. Nałożyłam na twarz makijaż, który w większości zakrywał wszystkie niedoskonałości. Wyszłam z łazienki, a w pokoju nie było już dziewczyn co mnie ucieszyło. Postanowiłam iść do Michaela i wyjaśnić wczorajszą sytuacje między nami. Trzeba w końcu stawić czoło problemom.
*******
Siedziałem w bibliotece czytając książkę, żeby zająć myśli czymś innym, ale nic to nie pomogło. Jak zwykle myślałem o Victorii, a dokładniej o tym co się wczoraj wydarzyło. Mimo, że byłem pijany pamiętam wszystko. I zastanawiam się jak mogłem być takim kretynem, Vicki mogła pomyśleć, że chcę ją wykorzystać co absolutnie nie jest prawdą. Poniosło mnie... i nie tylko mnie. Trudno panować nad sobą jeżeli się kogoś kocha. Muszę znaleźć Victorię i porozmawiać z nią o tym. Wyznam jej całą prawdę, nie mam nic do stracenia. Najwyżej mnie wyśmieje, ale będę miał pewność, że nic do mnie nie czuje. Usłyszałem pukanie, po czym drzwi się otworzyły, a do środka weszła moja przyjaciółka.
-Nie przeszkadzam?- spytała nieśmiało.
-Oczywiście, że nie.- uśmiechnąłem się i odłożyłem książkę- Usiądź.- nastała niezręczna cisza. Przygryzłem nerwowo wargę, nie wiedziałem od czego zacząć.
-Chcę Ci powiedzieć...- zaczęliśmy w tym samym czasie i zaśmialiśmy się oboje.
-Ty pierwsza.- spojrzała mi w oczy i posmutniała.
-Michael chciałam Cię przeprosić za wczoraj...
-...to ja powinienem przeprosić, Ty nic nie zrobiłaś.
-Ale mimo wszystko, ja też nie jestem bez winy.- wzięła głęboki wdech i kontynuowała tyle, że już nie patrzyła mi w oczy- Myślę, że powinniśmy zapomnieć o tym co się wczoraj wydarzyło...to był błąd, byliśmy pijani, nie panowaliśmy nad sobą.- nie wierzyłem własnym uszom. A ja chciałem jej powiedzieć co czuję. Poczułem ukłucie w sercu, spuściłem zawiedziony wzrok. Teraz mam pewność, że mnie nie kocha. Już drugi raz chce zapomnieć. Czyli widocznie dla niej to nic nie znaczyło, ma mnie tylko za przyjaciela. Siedzieliśmy w ciszy przez dłuższy czas.
-Mike...- spojrzała na mnie niepewnie.
-Ja uważam tak samo.- powiedziałem smutno- A teraz wybacz, ale za godzinę mam samolot i muszę się zbierać.- wyszedłem z biblioteki jak najszybciej i udałem się do swojej sypialni po walizki, których większość była zapakowana już do samochodu. Wszyscy po chwili znaleźli się w holu, żeby się ze mną pożegnać. Na koniec została Victoria. Spojrzała na mnie niepewnie, ale po chwili znalazła się w moich ramionach, a ja chciałem, żeby było tak już zawsze. Zobaczyłem łzę płynącą po jej rumianym policzku, starłem ją kciukiem.
-Będę tęsknić Piotrusiu.- szepnęła.
-Ja bardziej, ale proszę nie płacz.- uśmiechnąłem się delikatnie.
-Obiecuję, że będę dzwonił najczęściej jak się da.- pocałowałem ją czule w policzek i nie chcąc przedłużać tego bolesnego dla mnie pożegnania wraz z Lucasem i Georgiem skierowałem się do wyjścia. Na dworze padał deszcz i było pochmurnie. Ta pogoda idealnie oddawała mój nastrój. Wsiadłem do limuzyny i ostatni raz spojrzałem na mój kochany Neverland, który zobaczę dopiero za rok. Wyjechaliśmy z posiadłości, wzrok miałem cały czas utkwiony w szybie.
-Szefie wszystko w porządku?- wyrwał mnie z rozmyśleń George. Oprócz tego, że czuję się beznadziejnie, a muszę skakać po scenie i udawać szczęśliwego? Jasne wszystko w jak najlepszym porządku.
-Tak...-resztę drogi spędziliśmy w ciszy. Kiedy dotarliśmy na lotnisko przywitał mnie tłum fanów, który wiwatował moje imię i paparazzi. Po drodze nie obyło się bez robienia zdjęć i rozdania autografów. Krzyknąłem do fanów, że ich kocham robiąc znak pokoju, a w zamian usłyszałem piski i krzyki. Przecisnęliśmy się przez tłum ludzi i w końcu znalazłem się w samolocie, który leciał prosto do Japonii. Usiadłem wygodnie w fotelu i pierwsze co zrobiłem to wyciągnąłem z portfela
zdjęcie Victorii, które zawsze przy sobie noszę.
-Żegnaj...-szepnąłem i starłem słoną kropelkę, która wolno spływała po moim policzku.
Wpatrywałem się w nie chyba z godzinę, powieki robiły mi się coraz cięższe aż w końcu nie wiedząc kiedy zasnąłem.
*******
Rozdział bardzo długi, ale spokojnie następne będą o wiele krótsze :D Jak widzicie Victorię i Michaela ciągnie do siebie jak magnez, ale Jackson chyba złego magnezu używa, bo jeszcze nic się nie wydarzyło XD to w sumie przez Vicki, bo cały czas przerywa, ale tak musi być :D jeśli myśleliście, że oni pójdą do łóżka po pijaku to chyba na głowę upadliście xD
Jak zawsze liczę na szczere opinie i nie krzyczcie bardzo na mnie (to było zwłaszcza do tej mendy niedobrej, tak tak Patrycji :*)
PS: Jak zauważyliście z boku zrobiłam listę blogów, które są zajebiste i warte przeczytania :)
Pozdrawiam Basia :)

7 marca 2016

Rozdział 15. „Praw­dzi­wa miłość jest chy­ba samą tęsko­notą i pragnieniem."

Witajcie kochani!
Tak jak obiecałam jest rozdział przed niedzielą :) Podejrzewam, że przed każdą notką myślicie, że między Victorią i MJ coś się w końcu wydarzy. Muszę Was rozczarować żadnych seksów nie będzie dzisiaj XDDD
Anonimów proszę o ujawnienie się, jak napisała ostatnio Patrycja, dla nas to duża motywacja. Nie musicie się rozpisywać tak jak ja na przykład, bo ja rozprawki walę XD Ale wystarczy dobre słowo, albo w sumie złe też, bo negatywne komentarze też są czasami potrzebne, żeby być lepszym i poprawić błędy, które się popełniło. Mimo iż ja nie lubię jak ktoś mnie poucza, krytykuje i wytyka błędy, ale blog to inna sprawa tutaj jest potrzebna krytyka czy tego chcemy czy nie :)
Ps: Chciałam dedykować Patrycji ten rozdział. Patryniu nie wkurwiaj się tak na mnie :D Przecież wiesz, że Cię kocham (wcale się nie podlizuje xD) :*** Masz swój upragniony rozdział!
Zapraszam do czytania i komentowania!
******
Obudził mnie straszny ból głowy. Otworzyłam powoli zaspane oczy i podparłam się na łokciach co było błędem, bo zaraz syknęłam z bólu i opadłam z powrotem na poduszki. Poczułam suchość w gardle, ale nie miałam siły wstać z łóżka. Jednym słowem czułam się strasznie. W życiu nie miałam takiego kaca i to wszystko przez Ninę co jak co, ale to akurat pamiętam, że wciskała mi do ręki co chwile drinki robione przez siebie. Dopiero teraz zauważyłam, że Michael leży obok mnie i się we mnie wpatruje z ogromnym uśmiechem na ustach. Zmarszczyłam czoło i zmierzyłam go wzrokiem. Od pasa w górę był nagi co mnie zaniepokoiło. Zajrzałam pod kołdrę na co ryknął śmiechem. To co zobaczyłam mnie ucieszyło czyli to, że nie był nagi, a tym bardziej ja. 
 
Wolałam się upewnić, bo jego uśmiech był jakiś dziwny. Nigdy się tak nie uśmiechał.
-I z czego się tak cieszysz?- spytałam oburzona i jeszcze bardziej nakryłam się kołdrą. Spoważniał i przysunął się do mnie.
-Dzisiaj nie chcesz się kochać?- przygryzł wargę i zaczął gładzić kciukiem mój policzek.
-Co? O...o czym Ty mówisz?- odsunęłam się zmieszana jego wylewnością.
-O tym, że wczoraj składałaś mi niemoralne propozycje.-uśmiechnął się, poczułam jak moje policzki natychmiast przybierają kolor czerwony.
-Co mówiłam?!- podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na niego wyczekująco.
-Różne, śmieszne rzeczy.- zaśmiał się.
-O Boże...-złapałam się za głowę- Zrobiłam z siebie idiotkę.
-Nie przesadzaj, chciałaś mnie tylko zaciągnąć do łóżka. Nie Ty pierwsza i nieostatnia.
-No dzięki, ale pocieszenie.- było mi strasznie głupio, miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Co on sobie o mnie pomyślał? Podciągnęłam kolana pod brodę i odwróciłam twarz w stronę okna, żeby tylko nie patrzeć mu w oczy.
-Ej no co Ty, zła jesteś?- pocałował mnie w odkryte ramię, odsunęłam się.
-Victoria daj spokój nic takiego się nie stało. Jeżeli mam być szczery to trudno było mi się opanować, bo byłaś prawie naga i do tego strasznie się do mnie kleiłaś, ale nie jestem dupkiem, który tylko korzystając z okazji, że jesteś pijana przeleciałby Cię nie patrząc na to czy naprawdę tego chcesz tylko, żeby zaspokoić swoje potrzeby. Powinnaś to docenić.- syknął, wstałam z łóżka.
-Może mam Ci jeszcze na kolanach dziękować? Nie Ty zrobiłeś z siebie ostatniego kretyna,
nie Ty wygadywałeś głupie rzeczy, których nawet nie pamiętasz i nie Ty zachowałeś się jak pierwsza lepsza ulicznica! Jak taki szlachetny jesteś to trzeba było mnie zaliczyć skoro tak żałujesz, że tego nie zrobiłeś!- wykrzyczałam mu prosto w twarz, nie wiem co we mnie wstąpiło. Nie odezwał się słowem, a ja weszłam do łazienki trzaskając drzwiami. Oparłam ręce o umywalkę i spojrzałam w lustro. Wyglądałam tragicznie czyli nic nowego. Przemyłam twarz zimną wodą. Nagle poczułam się niedobrze, strasznie mnie zemdliło. Zawisłam nad muszlą klozetową i zaczęłam żałować każdej kropli spożytego alkoholu. Odgarnęłam włosy na jedną stronę. Czułam się fatalnie i miałam nadzieję tylko, że Michael nie wejdzie teraz do łazienki. Jak na zawołanie usłyszałam pukanie.
-Vicki wszystko w porządku?- nie miałam zamiaru się odzywać.
-Vickuś...otwórz proszę...przepraszam no...- przytrzymując się szafki wstałam powoli z klęczek i jak najszybciej opłukałam usta. Spojrzałam ostatni raz w lustro kręcą głową i otworzyłam drzwi przez co prawie nie wywróciłam Michaela. Chciałam go wyminąć, ale złapał mnie za nadgarstek.
-Zostaw mnie.- warknęłam, ale wbrew temu przyciągnął mnie do siebie.
-Przepraszam nie chciałem żebyś w ten sposób odebrała moje słowa. Nie żałuję, że Cię nie wykorzystałem. Mówiłaś...wręcz prosiłaś żebym się z Tobą przespał, a ja tego nie zrobiłem rozumiesz? Czy dla Ciebie to nic nie znaczy?- spojrzałam w jego ciemne, hipnotyzujące oczy, odebrało mi mowę. Spuściłam wzrok. Jak zwykle się go czepiam, a powinnam mu podziękować.
-Znaczy...dużo znaczy. To ja powinnam Cię przeprosić nie dość, że zrobiłam z siebie napaloną idiotkę to jeszcze na Ciebie niepotrzebnie naskoczyłam, a przecież nic nie zrobiłeś.- spuściłam zażenowana wzrok, podniósł mój podbródek.
-Już Ci mówiłem, że nic się takiego nie stało. Byłaś pijana to normalne, że wygadywałaś takie rzeczy.- zaśmiał się, a ja razem z nim. Przytuliłam go mocno.
-Naprawdę to powiedziałam?- spytałam niedowierzająco.
-Ale co?
-No wczoraj...
-Tak.
-Pewnie miałeś ze mnie ubaw.- odsunęłam się od niego delikatnie.
-Tylko troszeczkę.- pstryknął mnie w nos.
-Nina dostanie niezły opieprz jak do mnie przyjdzie- zaśmiał się- Co proponujesz na kaca?
-Mhmm...tabletki?
-Oszalałeś? Mam się faszerować prochami tak jak Ty?
-Przecież żartowałem.- pokręcił głową.
-Na dole pewnie jest niezły bajzel, trzeba to posprzątać.- podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej jeansy i koszulę w kratę. Znowu poczułam mdłości, zakryłam usta ręką i jak najszybciej popędziłam do łazienki. Po dziesięciu minutach wyszłam ledwo trzymając się na nogach, ból głowy mi nie pomagał. Michael podszedł do mnie od razu.
-Dobrze się czujesz?- spojrzałam na niego z politowaniem- No tak głupie pytanie.
-Zaraz mi przejdzie...
-Mam pomysł. Ty się położysz, ja zrobię śniadanie i posprzątam.
-Mike daj spokój, miałeś mi pomóc, a nie robić wszystko sam.
-Powiedziałem, że w tej chwili kładziesz się do łóżka.
-Ale ja nie mam pięciu lat, na pewno zaraz mi przejdzie. A poza tym najlepsza na kaca jest praca więc jak trochę posprzątam to od razu mi przejdzie.
-Jesteś blada jak ściana nic nie będziesz sprzątać. Jak nie pójdziesz po dobroci to zastosuje inne środki...- próbował zrobić groźną minę. Złapał mnie za rękę i jak małą dziewczynkę zaprowadził do łóżka.
-Ty nie udawaj złego, bo nawet w teledysku Ci to nie wychodzi.
-Ej co chcesz od teledysku? Jestem tam bardzo zły.
-Taaa myślisz, że jak ubierzesz się na czarno, pomalujesz oczy kredką i pokrzyczysz trochę to wyglądasz na złego?
-A nie?- spytał z ogromnym uśmiechem.
-Nie, ale dobry z Ciebie aktor.
-No wiadomo.
-Nie ma za co.- pokręciłam głową.
-Okej więc Ty sobie grzecznie leż, a ja zrobię śniadanko. Na co masz ochotę?
-Bez różnicy tylko żebym się nie otruła.
-No wiesz co? To ja tu z dobroci serca dla Ciebie gotuję, a Ty mnie o takie rzeczy posądzasz?
-Niestety, ale ja nie jestem przekonana co do Twojego gotowania.
-A pamiętasz jak robiliśmy tort...
-...i zlizywałeś ze mnie bitą śmietanę? Tak pamiętam.- wyszczerzył się.
-Hahaha fajnie było nie? Ale nie o to mi chodziło, gdybym nie zrobił takiego dobrego kremu czekoladowego to tort by tak super nie wyszedł.
-Nie wiem czy on był taki dobry skoro Mac'a przez cały wieczór bolał brzuch. Aż boję się pomyśleć co Ty tam dodałeś.
-Mógł się tyle nie opychać przed spaniem.
-Odezwał się! Resztę tortu Ty zjadłeś.
-Nie prawda, bo Ty.- wystawił mi język.
-Krowa ma dłuższy i się nie chwali.
-Ale ja mam ładniejszy od krowy.- powiedział w miarę poważnie, po chwili jednak oboje wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
-Czy Ty siebie słyszysz? Nie powiedziałabym, że masz ładny język.-powiedziałam dalej się śmiejąc.
-Idę sobie, bo mnie nie kochasz, w ogóle mnie obrażasz i we mnie nie wierzysz.- zrobił smutną minę, a ja parsknęłam śmiechem.
-Miałeś mi zrobić śniadanie.
-Ale nie zasłużyłaś.
-Oczywiście, że zasłużyłam, ale Ty jesteś tak bezinteresownym człowiekiem, że na bank chcesz coś w zamian.
-No pewnie w końcu na tym polega bezinteresowność.- nadstawił policzek. Miałam ochotę dać mu w tym momencie z liścia, ale się powstrzymałam. Kiedy już chciałam go pocałować gwałtownie się odwrócił i nim zdążyłam zareagować musnął lekko moje usta po czym delikatnie się odsunął.
Patrzyłam na niego zaskoczona widząc błysk w jego oczach. Serce zaczęło walić mi jak młotem. Nasze twarze dzieliły milimetry, niemalże stykaliśmy się nosami.
Przyłożył dłoń do mojego policzka i jeszcze raz pocałował, a ja zaczęłam odwzajemniać. Poczułam milion motyli w brzuchu. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Czułam się wspaniale jak nigdy dotąd, długo na to czekałam. W końcu jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody zdałam sobie sprawę z tego co my właśnie wyprawiamy. Oderwałam się nagle od Michaela i spojrzałam na niego przerażona. Co ja zrobiłam?! Patrzeliśmy się na siebie nie wiedząc co powiedzieć.
-Ja przepraszam...nie chciałem...to był impuls...Victoria...to nie tak.- jąkał się, a ja dalej nie mogłam wykrztusić z siebie słowa, poczułam jak się czerwienię, szybko spuściłam wzrok.
-Jesteś na mnie zła? Nie chciałem żeby to tak wyszło. Jestem kretynem, przepraszam Cię...-złapał mnie za ręce. Podniosłam powoli wzrok.
-Nic się nie stało...uznajmy, że to była nasza wina i więcej się nie powtórzy. Po prostu zapomnijmy o tym.- zobaczyłam w jego oczach coś dziwnego...jakby smutek i rozczarowanie? Wstał nagle.
-Idę zrobić to śniadanie.- rzucił pospiesznie i wyszedł zostawiając mnie samą. Poczułam ukłucie w sercu. Co my wyprawiamy? Oczy zaszłymi mgłą, a po policzku spłynęła pojedyncza łza. Nie chciałam płakać, ale to było silniejsze ode mnie. Jak ja mu teraz spojrzę w oczy? Ludzie nie całują się od tak, a ja bardzo tego chciałam. Michael zrobił ten krok, to on mnie pierwszy pocałował, ale dlaczego? Nie chcę robić sobie głupich nadziei, że kiedyś będziemy...Nie, nie mogę o tym myśleć, ja nawet nie wiem co do niego czuję. Nie wiem czy
go kocham...to trudne. Potrzebuję go jak powietrza, chcę żeby mnie przytulał, pragnę jego bliskości coraz bardziej, nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego. Wzięłam głęboki wdech. Po jakimś czasie usłyszałam kroki więc szybko otarłam z policzków ostatnie łzy i wzięłam do ręki pierwszą lepszą książkę, która leżała na stoliczku nocnym.
-Już jestem.- ujrzałam Michaela w moim różowym fartuchu, wyglądał w nim uroczo. Uśmiechnęłam się delikatnie. W rękach trzymał tacę, a na niej pełno smakołyków. Postawił mi ją na kolanach. Czułam jego wzrok na sobie.
-Dziękuję.- szepnęłam. Widocznie nie to chciał usłyszeć, bo dalej się na mnie patrzył.
-Czemu mi się tak przyglądasz?- usiadł obok mnie nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Victoria ja...czy Ty...na pewno chcesz o tym zapomnieć?- moje serce zabiło szybciej.
-Tak...-skłamałam. Musiałam to powiedzieć. Nie mogę wyznać, że go kocham skoro nie jestem tego pewna. Westchnął smutno, nastała niezręczna cisza.
-Pojadę już do siebie.- odezwał się w końcu.
-Mike daj spokój, zostań jeszcze. Dzisiaj sobota nie musisz jechać do studia.
-Jestem umówiony.- wstał i wziął swoją marynarkę, którą założył.
-Z kim?
-Od kiedy Cię to obchodzi?- warknął.
-Od kiedy jesteś dla mnie taki oschły?
-Od kiedy Ty oszukujesz sama siebie.
-Co?
-Może jak zostawię Cię samą to zrozumiesz pewne rzeczy.- skierował się w stronę drzwi.
-Ale Michael! Nie zachowuj się jak dzieciak do cholery tylko powiedz o co Ci chodzi.- podeszłam do niego.
-Zjedz śniadanie i nie ruszaj się z łóżka, zadzwonię później.- pocałował mnie w czoło i wyszedł. Usiadłam na łóżku i podciągnęłam kolana pod brodę. O czym on mówił? I w ogóle z kim chce się spotkać? Może kogoś ma tylko nie chce mi tego powiedzieć. Tak poczułam się strasznie zazdrosna, nie wyobrażam sobie, żeby spotykał się z jakąś inną kobietą. Nie chcę żeby mnie zostawiał. Powinniśmy oboje zapomnieć o tym co się wydarzyło, a on się obraża nie wiadomo dlaczego. Na co on liczy? Zmęczona natłokiem myśli postanowiłam wziąć relaksującą kąpiel. Napuściłam całą wannę wody i wlałam do niej olejek różany mój ulubiony. Ściągnęłam z siebie piżamę i spięłam włosy w kok, zanurzyłam się w gorącej wodzie. Od razu poczułam się lepiej, a dotychczasowe dolegliwości zniknęły z czego bardzo się cieszyłam. Kiedy woda robiła się chłodna wyszłam z łazienki owinięta w ręcznik. 

Zrobiłam też lekki makijaż, bo po wczorajszej imprezie nie wyglądałam najlepiej. Wzięłam tacę ze śniadaniem, które było już zimne i zeszłam na dół. Zatrzymałam się na ostatnim schodku zaskoczona porządkiem jakim zobaczyłam. Wszędzie było posprzątane. Byłam wdzięczna Michaelowi, bo nawet teraz gdy czułam się lepiej nie miałam ochoty na porządki. Wypiłam szklankę soku pomarańczowego i zjadłam jednego rogala z dżemem. Nie byłam w ogóle głodna, ale dla mnie śniadanie to podstawa każdego dnia. Włożyłam brudne naczynia do zmywarki i poszłam do salonu. Całe popołudnie i wieczór spędziłam na kanapie oglądając brazylijskie telenowele. Usłyszałam nagle dzwonek mojej komórki, odebrałam od razu.
-Halo?
-Cześć.- usłyszałam melodyjny głos Michaela.
-Hej.
-Obiecałem, że zadzwonię. Jak się czujesz?
-Dzwonisz, bo musisz?
-Dzwonię, bo chcę. Więc jak się czujesz?
-Już o wiele lepiej. Dziękuję, że się o mnie troszczysz.
-A zjadłaś śniadanie?
-Tak.- nie wiedziałam jak mam z nim rozmawiać, zawsze mieliśmy wiele tematów do rozmów, a teraz jakbyśmy się kompletnie nie znali.
-Michael?
-Tak?
-Jesteś na mnie zły?- postanowiłam zaryzykować.
-Nie, dlaczego tak sądzisz?
-Bo tak nagle wyszedłeś.
-Byłem zdenerwowany.
-Na mnie?
-Nie, na siebie.
-Jak Twoje spotkanie?
-Jeszcze na nim jestem. Elizabeth Cię pozdrawia.
-Elizabeth?
-Liz Taylor mówiłem Ci, że się przyjaźnimy.- kamień spadł mi z serca.
-Ach Liz...Dziękuję również ją pozdrów.
-Pozdrowię.
-Jesteś jutro zajęty?
-A co? Zapraszasz mnie na randkę?- zaśmiałam się.
-Może...
-Będę jutro o 15.
-Okej więc do jutra.
-Do zobaczenia Victorio.- rozłączyłam się. Ucieszyłam się, że zadzwonił i jutro znowu się zobaczymy, nie wyobrażam sobie nawet jednego dnia spędzonego bez niego. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Ludzie nie mają co robić o 22:00? Poszłam otworzyć. Ujrzałam dwójkę policjantów z moją młodszą siostrą Ashley.
-Dobry wieczór Pani.
-Dobry wieczór...
-Sierżant Wilson i porucznik Perry czy mam przyjemność z Panią Victorią Lancaster?- byłam strasznie zdziwiona.
-Tak, ale o co chodzi?
-Pani jest matką Ashley prawda?- spojrzałam na siostrę, która zaczęła dawać mi jakieś dziwne znaki.
-Tak, ale dalej nie wiem o co chodzi.
-Już tłumaczę. Znaleźliśmy Pani córkę pod klubem. Miała we krwi 1 promil alkoholu i nie miała ze sobą żadnych dokumentów, ale od znajomych dziewczyny dowiedzieliśmy się, że ma 15 lat więc jest nieletnia z tego względu odwieźliśmy ją do domu.
-Ashley! Jak mogłaś?! Masz szlaban do odwołania, telefon i laptop wiedzę zaraz na stole i do domu, ale już!- zaśmiała się pod nosem i weszła do środka.
-Ja bardzo przepraszam za nią. To się więcej nie powtórzy.- dobrze, że chodziłam na zajęcia teatralne. Wiedziałam, że przydadzą mi się w życiu.
-Dobrze w tym przypadku skończy się tylko na pouczeniu, ale proszę następnym razem lepiej pilnować córki.
-Dobrze będę.
-Dobranoc.
-Dobranoc.- zamknęłam drzwi z hukiem i odwróciłam się w stronę Ash, która stała oparta o ścianę i żuła gumę mlaskając przy tym. Zmierzyłam ją wzrokiem. Wyglądała strasznie wyzywająco i jeszcze ten makijaż, tak nie powinny ubierać się 15- latki.
-Co Ty sobie do jasnej cholery wyobrażasz?!- stanęłam naprzeciwko niej i założyłam ręce na biodra.
-O co Ci chodzi? Weź wyluzuj siostra. Seksu Ci brak czy co?- zaśmiała się.
-Wyglądasz jak tania dziwka i zachowujesz się jak rozkapryszona gówniara! Ja w Twoim wieku nie wiedziałam co to jest alkohol, a tym bardziej papierosy. Nie latałam za chłopakami tylko siedziałam nad książkami, żeby...
-...odezwała się wielka pani architekt.- prychnęła.
-W przeciwieństwie do Ciebie coś w życiu osiągnęłam i nie pyskuj do mnie, bo nie jestem Twoją koleżanką.
-Odpierdol się ode mnie!- chciała mnie wyminąć i pójść na górę, ale złapałam ją za łokieć.
-O nie! Już drugi raz ratuję Ci tyłek przed policją i tym razem zawożę Cię do domu. Nie będziesz tu nocować, a ja nie będę okłamywać rodziców.
-Ty chyba oszalałaś!
-Nie nie oszalałam, wracasz do domu.- założyłam buty i zarzuciłam na siebie kurtkę.
-Wychodzimy.-przepuściłam ją i zamknęłam drzwi na klucz. Weszłyśmy do mojego samochodu, oczywiście Ashley musiała trzasnąć drzwiami.
-Nie strzelaj fochów, bo zaraz pójdziesz na pieszo i szanuj czyjeś rzeczy.- burknęła coś pod nosem i odwróciła się w stronę okna. Odpaliłam auto i ruszyłyśmy. Żadna z nas się nie odzywała, zresztą Ashley tak podniosła mi ciśnienie, że lepiej dla niej jak będzie siedzieć cicho. Mam już dość jej wybryków tego typu, zaraz się dowiem, że bierze narkotyki. Czasami czuję się jak jej matka, a nie siostra. Nasza mama uważa, że robię z igły widły, a Ash powinna się wyszaleć, bo przechodzi trudny wiek bla bla bla...Ja też miałam 15 lat i nie odwalałam takich akcji, ani razu nie przyprowadziła mnie policja do domu. Nie mówię, że ma się tylko uczyć i nic poza tym, ale w jej wieku alkohol i takie imprezy nie są normalne. Do tego jej znajomi sprowadzają ją na złą drogę. Nieraz miałam ochotę pójść do jej szkoły i coś z tym wszystkim zrobić, ale to nie ja jestem od załatwiania takich spraw tylko nasi rodzice. Jechałam bardzo szybko więc droga zajęła nam około godziny. 
Gdy byliśmy już na miejscu postanowiłam odezwać się do siostry.
-Jeżeli Ty nie powiesz matce i ojcu co zrobiłaś ja wszystko im powiem.
-To sobie mów, mam to głęboko w dupie i Ciebie też! Zawsze byłaś kablem i zawsze na mnie skarżyłaś! Córeczka tatusia...-prychnęła pod nosem i wyszła z samochodu oczywiście trzaskając drzwiami. Wzięłam kilka głębszych wdechów i wparowałam do domu.
-Halo jest tu kto?!- mimo że wszędzie światła się paliły w domu było cicho.
-Victoria to Ty?- usłyszałam z kuchni głos mamy, szybko tam poszłam.
-Cześć mamo.- ucałowałam ją w policzek, ale dla niej to widocznie było za mało, bo musiała mnie wyściskać.
-Czemu tyle się nie odzywałaś?- oderwała się w końcu ode mnie.
-A wiesz praca i...praca...
-...i Michael.- wyszczerzyła się.
-Co, jaki Michael?- postanowiłam udawać idiotkę.
-Nie udawaj, bo to widzę. Nawet mi się nie pochwaliłaś, że kogoś poznałaś.
-Uprzedzam Twoje pytanie my się tylko przyjaźnimy. Nie wierz w to co piszą w brukowcach jasne?
-No niech Ci będzie chociaż ja i tak wiem...
-...gdzie tata i Max?- zmieniłam szybko temat.
-Max jest na wycieczce, a Harry...
-Co ja?- o wilku mowa. Odwróciłyśmy się, ujrzałam uśmiechniętego tatę.
-Victoria! Przypomniałaś sobie w końcu o rodzicach?- zaśmiał się, a ja bez wahania podbiegłam do niego i uwiesiłam mu się na szyi. Strasznie się za nim stęskniłam.
-Przyjechałaś na długo?- spojrzałam na mamę.
-Głównie przyjechałam, żeby porozmawiać o Ashley.
-Co znowu przeskrobała?
-Nakłamała policji, że jestem jej matką i przywieźli ją do mnie oczywiście pijaną, a gdzie ją znaleźli? W jakimś klubie.
-Żartujesz teraz.
-Nie, mówię poważnie.
-Ashley w życiu czegoś takiego by nie zrobiła.- zaczęło się. Mama jakby oburzona tym, że powiedziałam prawdę zaczęła jak gdyby nigdy nic zmywać naczynia.
-Jutro z nią porozmawiam i obiecuję Ci, że dostanie dożywotni szlaban.
-Chociaż Ty coś zrobisz.- powiedziałam głośno, żeby dotarło to do mamy.
-Twoja siostra poszła na dyskotekę, a Ty jak zwykle dramatyzujesz. W jej wieku też mogłaś chodzić gdzie chciałaś, nikt Ci nie zabraniał.
-Czy Ty nie widzisz jak ona się zachowuje? Pije, pali, przeklina, ubiera się jak ulicznica, zadaje z podejrzanymi typami i jeszcze ją policja przyprowadza do domu. Uważasz, że w jej wieku to normalne? Bo ja nie chcę widzieć ją za kilka lat w więzieniu przez te jej „dorastanie"- zrobiłam cudzysłów w powietrzu.
-Idę do niej.- odezwał się wkurzony tata.
-Zostaw ją teraz. Porozmawiasz z nią jutro, bo widzę, że mama nie ma zamiaru nic zrobić.
-Wyolbrzymiacie wszystko.- rzuciła i wyszła z kuchni.
-Dobra ja mam dość wrażeń na dzisiaj. Mogę zostać na noc?
-Oczywiście to dalej jest Twój dom, pamiętaj o tym.- tata pocałował mnie w czoło.
-Dziękuję, dobranoc.- poszłam do pokoju Ash żeby pożyczyć coś do przebrania, akurat była w łazience więc korzystając z okazji wzięłam pierwsze lepsze ubrania oczywiście czarne. Udałam się do swojego „starego" pokoju, który po mojej wyprowadzce prawie w ogóle nie uległ zmianie, oprócz wiszących plakatów na ścianie nie zmieniło się nic. Poszłam wziąć szybki prysznic i jak najszybciej położyłam się do łóżka. Zanim zasnęłam minęło trochę czasu, bo rozmyślałam o dzisiejszych wydarzeniach, a zwłaszcza o pocałunku z Michaelem. Tak bardzo chciałabym zasmakować jego ust raz jeszcze, poczuć milion dreszczy i jego dotyk...Nie widziałam go tylko kilka godzin, a już tęsknię. Dlaczego akurat jego musiałam spotkać na swojej drodze? Czemu to musiał być właśnie on? Zmęczona natłokiem wszystkich myśli w końcu zasnęłam.
*******
Rozdział mi się kompletnie nie podoba. Moim zdaniem jest strasznie niedopracowany, ale już nie miałam czasu i siły, żeby kolejny raz go poprawiać. Ogólnie tego pocałunku Vicki i MJ miało nie być, ale jakoś tak mi się zachciało XDD
No co? Hotów nie ma to niech chociaż buzi buzi będzie, tak na pocieszenie ;)
Nie najeżdżajcie też bardzo na Victorię za jej zachowanie tylko najpierw postawcie się w jej sytuacji :) Liczę na szczere opinie.
Pozdrawiam Basia <333

6 marca 2016

Ogłoszenia parafialne # 1

Witajcie kochani!
Chciałabym Was przeprosić za tak długą nie obecność na blogu. Dzisiaj miał być rozdział, ale jednak nie dam rady. Pewnie niektórzy pomyśleli sobie, że rzuciłam pisanie czy coś, ale nie nie rzuciłam po prostu przez sprawy osobiste nie mogłam dodać rozdziału mimo, że bardzo bym chciała. Obiecuję, że w przyszłym tygodniu na pewno wrzucę notkę i nie będziecie musieli czekać aż do kolejnej niedzieli. Jeszcze raz przepraszam, liczę na zrozumienie i miłej niedzieli życzę.
Pozdrawiam Basia <3333