7 lutego 2016

Rozdział 11. Bad.

Witajcie kochani!
Notki nie miało być jeszcze przez tydzień, ale nie którzy bardzo chcieli i ja też postanowiłam wrzucić dzisiaj :) Ogólnie po ostatnim rozdziale i komentarzach załamałam się XD Ja wiem, że Wy (a przynajmniej większość) gorsze rzeczy czytaliście niż Jackson, który zlizuje bitą śmietanę z Victorii XDDD Sama nawet nie wiem czy on to zrobił na żarty czy z podtekstem, chyba jedno i drugie, ale to wie tylko Michael :D Po prostu zdawało mi się, że przesadziłam. Poniosło mnie, sami wiecie jak to jest, gdy się ma wenę to się po prostu pisze, nie patrząc czy wypada wprowadzić takie sytuacje czy nie, przynajmniej ja tak mam :) Ale, kilka osób uświadomiło mi, że wcale nie przegięłam pały co mnie ucieszyło, bo naprawdę miałam ochotę usunąć ten rozdział. W tym opowiadaniu pojawi się wiele dwuznacznych sytuacji, albo nieco zboczonych tekstów więc trzeba się z tym pogodzić :D Ja sama muszę się z tym pogodzić, bo jeżeli teraz jest mi głupio pisząc takie sceny to co będzie z hotami? A takowe też się pojawią, ale trochę sobie poczekacie, bo będę przedłużać jak tylko się da xD Na pewno nie powiem Wam kto z kim, gdzie na co i po co. I do niektórych osób mówię, żeby się nie nastawiali na TE SCENY z Michaelem i Victorią tu jeszcze wszystko MOŻE się wydarzyć, a rozdział mogę zawsze zmienić :D Nie żebym ja Was straszyła, nie bądźcie przewidywalni po prostu :) Dobra, bo się rozpisałam ZNOWU. Przepraszam XDD
PS: Zuzia jak znowu ominiesz moją przemowę to dostaniesz lanie ode mnie w szkole, masz czytać wszystko, a później głupie pytania i dlaczego ona zrobiła tak, a nie inaczej XD
Jeszcze tylko jedno słowo przyrzekam i daje Wam czytać w spokoju :D W 13 rozdziale mam dla Was niespodziankę, z której większość się nie ucieszy, a ja wręcz przeciwnie, bo pośmieję się z siarczystych komentarzy, przepełnionych nienawiścią :***
Zapraszam do czytania i komentowania!
******

Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające przez niezasłonięte okno w sypialni Michaela. Natychmiast dopadły mnie wspomnienia z wczorajszej nocy. Chciałam już wstać, bo na pewno było późno. Tylko był jeden problem. Ktoś mi uniemożliwiał jakikolwiek ruch, a dokładniej leżał na mnie Michael. Otworzyłam szerzej oczy. Głowę miał na moich piersiach, a rękę na tyłku. No super, zrobił sobie ze mnie poduszkę! Próbowałam go z siebie zepchnąć, ale był za ciężki. Wygląda niby na chudzielca, ale w rzeczywistości nie jest anorektykiem jak do tej pory myślałam. Szturchnęłam go lekko.
-Michael durniu...złaź ze mnie nooo.
-Zaraz pięć minut...- mruknął przytulając się jeszcze bardziej.
-Jackson!!!- krzyknęłam mu do ucha, aż spadł z łóżka.
-Cholera...- zaklął pod nosem. Wstał z podłogi i usiadł ledwo przytomny na łóżku, a ja wreszcie mogłam odetchnąć i rozprostować kości. Przetarł rękoma zaspaną twarz.
-Odbiło Ci?- spytał z pretensją w głosie, również usiadłam.
-Mi odbiło? A kto spał na mnie i to dosłownie? Jeszcze tą głowę na cyckach mogę Ci wybaczyć, ale łapa na tyłku to już przesada.- patrzył na mnie zdziwiony.
-Że niby ja?
-Nie, Whitney Houston.
-Serio? Z tego co wiem to Whitney nie jest lesbijką.- rzuciłam w niego poduchą i tak się zaczęło.
********
Siedzieliśmy w czwórkę w kuchni jedząc śniadanie.
-Jess pyszne te naleśniki.- pochwaliłam kucharkę.
-No chociaż jedna osoba w tym domu mnie docenia.- spojrzeliśmy na Michaela.
-Nioo choooo?
-Nico jedz.- wzruszył ramionami i jadł dalej.
-Jak się spało?- zapytał Mac szczerząc kły.
-Dobrze, a co?- nie wiedziałam o co mu chodzi.
-A tak pytam, bo widziałem jak rano wychodziłaś z sypialni Michaela nad ranem. Byłaś rozczochrana, czerwona i zdyszana ciekawe dlaczego.- poruszył zabawnie brwiami. Mike się zakrztusił, więc zaczęłam go klepać po plecach.
-A więc?- Mac nie odpuszczał, spojrzałam na mojego przyjaciela.
-A więc...-zaczął- razem z Victorią oglądaliśmy wczoraj telewizję, zasnęliśmy w trakcie i tyle.- zarumieniłam się.
-Co Ty taka czerwona się zrobiłaś?- spytała podejrzliwie Jessica.
-A jakoś tak...gorąco tu, nie uważacie? Otworzę okno.- otworzyłam jena oścież i wypuściłam powietrze ze świstem.
-Ale to dalej nie tłumaczy Twojego stanu w jakim wyszłaś...
-...Mac skończ już to przesłuchanie. Nie musimy Ci się z niczego tłumaczyć.- powiedział stanowczo Michael.
-Dobra tylko nie chcę zostać teraz wujkiem, jestem za młody.- palnął. Wyplułam sok, który piłam z powrotem do szklanki.
-Przepraszam...muszę do toalety.- rzuciłam pospiesznie i wyszłam do łazienki. Co mi odbija? Nie mogę się tak zachowywać, bo Mac i Jessica pomyślą, że coś nas łączy. Oparłam ręce o umywalkę i spojrzałam w lustro. Tak naprawdę to nie wiem co łączy mnie i Michaela. Spędzam z nim dużo czasu więcej niż z Alex i Niną. Z boku nie zachowujemy się jak przyjaciele, bo wszyscy mają nas za parę. Co do niego czuję? Sama nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, ale czuję że wszystko wymyka się spod kontroli. Nie jestem pewna swoich uczuć i to mnie przeraża, bo powinnam wiedzieć czy go...Nie nie mogę tak myśleć, nie mam prawa. Nie jestem odpowiednią kobietą dla Michaela, nie pasujemy do siebie, ja nie pasuję do niego. Przecież mu się nawet nie podobam. Fakt podrywa mnie, ale to na żarty i żeby mnie po wkurzać. W ogóle przestanę tak o tym myśleć, to bez sensu. I tak mam szczęście, że się ze mną przyjaźni. 
Przepłukałam twarz chłodną wodą i wyszłam z łazienki. Usłyszałam głośne śmiechy więc poszłam w tamtym kierunku. Uśmiech sam wpełzł mi na usta, gdy zobaczyłam tych dwóch dzieciaków. Mac gonił Michaela po całym salonie ze statuetką Grammy w ręku, na co ten cały czas się śmiał. Mimo, że często sobie dogadują i dokuczają są dla siebie jak bracia. Mike ma świetne kontakty z dziećmi. Na pewno będzie wspaniałym ojcem.
-Victoria ratuj mnie! On chce mnie zabić i to jeszcze moją statuetką!- poskarżył się chowając za moimi plecami.
-Dobra spokój! Idziemy obejrzeć wiadomości.- poszli za mną grzecznie na kanapę.
-O nie. Posuń tyłek wy nie możecie siedzieć obok siebie.- zwróciłam się do Michaela, zrobił mi miejsce. Usiadłam pomiędzy nimi i włączyłam telewizor, akurat trafiłam na popołudniowe wiadomości na kanale o gwiazdach.
-Witamy państwa serdecznie w popołudniowych wiadomościach.-zaczęła dziennikarka. Widziałam jak denerwuje się Michael więc dla otuchy złapałam go za rękę na co posłał mi piękny uśmiech.
-Tematem numer jeden dzisiejszego dnia jest Michael Jackson i jego nowy album Bad.

Po pięciu latach wyczekiwania świat ponownie mógł usłyszeć Króla Popu. Muszę przyznać, że nowy krążek jakże i zmiana image'u Michaela wywarła na mnie ogromne wrażenie. Widać, że piosenkarz nie spoczął na laurach tylko ciężko pracował przez te lata. Łączymy się w takim razie z Nick'em który właśnie znajduje się pod jednym z najbardziej popularnych sklepów muzycznych w LA.
-Dzień dobry Nick. Jak fani Michaela zareagowali na jego nowy album?
-Witaj Claro. Już od piątej rano fani koczują pod sklepem, żeby jak najszybciej zakupić album zanim wszystkie egzemplarze zostaną wyprzedane. Porozmawiajmy zatem z jednym z nich.- podszedł do jakiejś kobiety.
-Dzień dobry, czy jest pani fanką Michaela Jacksona?
-Oczywiście, kocham go!- krzyknęła do kamery.
-A od której godziny pani tu przebywa?
-Od 6 rano.- obecnie była 13.
-Widzę, że album zakupiony i jak wrażenia?
-Jeszcze nie usłyszałam żadnej piosenki, ale album jest świetny! Michael na okładce wygląda wspaniale! To najprzystojniejszy facet na świecie!- cały czas krzyczała,zaśmiałam się na jej słowa. Gdy inni zobaczyli kamerę i dziennikarza, podbiegli do niego i wyrwali mikrofon.
-We love you Michael!- krzyczeli robiąc znak pokoju- Michael! Michael! Michael!- a dziennikarz stał z boku z otwartymi ustami i nie wiedział co ma robić. Znowu spojrzałam na mojego przyjaciela, który sam był w szoku, ale również miał ogromny uśmiech na ustach. Transmisja została przerwana i na ekranie TV pojawiło się studio z redaktorką.
-Tak drodzy widzowie to była reakcja fanów na album Bad.- zaśmiała się- Czy okaże się on lepszym fenomenem niż Thriller, który pokrył się 30- krotną platyną, otrzymał 8 nagród Grammy więcej niż jakikolwiek album w historii i sprzedał się na całym świecie w ok. 100 mln egzemplarzy? Tego dowiemy się wkrótce. Gratulujemy Michaelowi i życzymy więcej sukcesów w karierze, a teraz zapraszam na krótką przerwę. Widzimy się za chwilę.- w tym momencie wyłączyłam TV i rzuciłam się na szyję Michaelowi.
-Widzisz?I było się tak denerwować?
-Dziękuję...nie wiem co powiedzieć, jestem szczęśliwy.- spojrzałam na niego.
-Nic lepiej nie mów, Twoje przemowy do najlepszych nie należą. Śpiewaj i tańcz to wystarczy.- zaśmialiśmy się.
*****
Właśnie pakowałam swoje rzeczy do walizki. Jestem jeszcze w Neverlandzie, ale zaraz jadę do siebie. Jutro późnym wieczorem mam samolot. Nagle zadzwonił mój telefon, odebrałam od razu nie patrząc kto dzwonił.
-Halo?
-Cześć Vicki.
-Hej Alex dawno się nie widziałyśmy.- ucieszyłam się słysząc głos przyjaciółki.
-No właśnie chyba o mnie zapomniałaś.- rzuciła z pretensją.
-Nie no coś Ty, po prostu jestem u Michaela i się pakuję...
-...u Michaela?
-Tak.
-Czemu nic mi nie powiedziałaś?
-Oj no byłam kilka dni u niego i jakoś nie miałam kiedy zadzwonić.
-Rozumiem, to może spotkamy się na jakąś kawę co? Wszystko mi opowiesz.
-Bardzo bym chciała, ale nie będę miała czasu jutro wyjeżdżam do Chicago.
-Szkoda, a na ile?
-2 tygodnie.
-Tak długo?
-Niestety, a co się stało z Niną, że się nie odzywa? Obraziła się czy co?- zaśmiałam się. Do pokoju ktoś zapukał po czym wszedł Michael, gdy zobaczył, że rozmawiam chciał wyjść, ale ręką pokazałam mu żeby został. Usiadł na łóżku po turecku i zaczął mi się przyglądać.
-A żebyś wiedziała. Opieprzyłam ją, że jest wścibska i interesuje się tym co nie trzeba więc się obraziła, ale raczej nie potrwa to długo znasz ją.
-No, aż za dobrze. Jak tam sytuacja z James'em?
-Rozmawialiśmy ostatnio bardzo dużo i naprawdę jest już lepiej. Opowiem Ci dokładniej jak się spotkamy, ale powiem Ci, że jedziemy na tydzień w góry, żeby naprawić relacje, spędzić trochę czasu ze sobą.
-To super, a macie z kim zostawić Rachel?
-Tak mama się nią zajmie.- Mike zaczął stroić głupie miny, ale jak zrobił zeza już nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. 
-Michael przestań!
-Może zadzwonię później?- spytała niepewnie Alex.
-Nie daj spokój, po prostu ta menda mnie rozśmiesza.- zrobił naburmuszoną minę.
-Pozdrów ją.
-Masz pozdrowienia od małpy zwanej potocznie Jacksonem.- zaśmiała się.
-Dzięki również go pozdrów.
-Masz pozdrowienia gamoniu.
-Dzięki gamoniu.- rzucił we mnie poduszką, ale nie trafił, bo w odpowiednim momencie schyliłam się i trafił w wazon, który rozpadł się na miliony kawałków. Pokazałam mu język.
-O widzę, że tam ostro u Was.- zaśmiała się- Nie będę Wam przeszkadzać, na razie.
-Papapa.- rozłączyłam i odłożyłam telefon na komodę. Spojrzałam na Michaela.
-I patrz co zrobiłeś ciamajdo, będziesz to sprzątał.- wskazałam palcem na porcelanę.
-Jasne, jasne...- rozłożył się na łóżku, a ja dalej się pakowałam, czułam na sobie jego wzrok co mnie irytowało.
-Nie gap się tak na mnie.- nie wytrzymałam w końcu.
-Czemu?
-Bo mnie rozpraszasz.- zaśmiał się.
-Wiesz tak sobie pomyślałem..
-...Ty myślisz?- znowu rzucił we mnie poduszką, która tym razem wyleciała przez otwarte okno, zaczęłam się śmiać.
-Widzę, że nie masz cela.- podszedł do mnie.
-Mam i to bardzo dużego jak chcesz to mogę Ci pokazać.- ten jego chytry uśmieszek doprowadzał mnie do szału. 
 
-Wiesz?Jesteś tak samo zboczony jak Nina. Pasujecie do siebie.- założyłam ręce na krzyż.
-Wydaję mi się, że bardziej pasuję do Ciebie.
-Taaaa na pewno. Wracając do tematu co sobie pomyślałeś?
-Że mogłabyś polecieć moim...
-...wykluczone.
-Vicki, ale dlaczego nie? Przecież dla mnie to nie problem, nie będę się chociaż o Ciebie martwić.
-Michael wiem, że chcesz dobrze i dziękuję Ci za to, ale jestem już dużą dziewczynką i poradzę sobie. Poza tym mam już kupiony bilet, który tani nie był.- zapięłam walizkę.
-Eh...okej, ale przyjedziesz się jutro pożegnać?
-Tak przyjadę, a Ty nie powinieneś być w studiu?
-Nie, a po co? Przecież wziąłem sobie wolne.
-Tak, ale dzisiaj wydanie Twojej płyty. Nie powinieneś być na jakiejś konferencji prasowej czy coś w tym stylu?
-Wszystkie dokumenty i formalności podpisałem tydzień temu, a Tom powiedział, że jak mam ważniejsze sprawy to nie muszę być na konferencji, on się tym zajmie jest moim menadżerem.
-Dobra, ale jakie niby są ważniejsze sprawy od płyty?
-Ty.
-Ja?-zaśmiałam się.
-No Ty, miałem zostawić Cię samą na cały dzień? Bo znając życie nie pojechałabyś ze mną.
Wolałem zostać z Tobą w domu.-zaskoczył mnie tym bardzo.
-W takim razie dziękuję, ale jak bym była sama nic by się takiego nie stało.
-Dobrze już nie marudź specjalnie Ci o tym nie mówiłem, a jutro Lucas zawiezie Cię na lotnisko.
-Nie przesadzasz? Po co mi Twój prywatny ochroniarz?
-Nie zapominaj, że zadajesz się z Michaelem Jacksonem...
-...największym głupkiem na świecie.- dokończyłam za niego z czego nie był zadowolony. Pokręcił tylko głową i wziął moją walizkę. Zeszliśmy na dół. Nie żegnałam się z Jess i Mac'em, bo zrobię to jutro.
-Mac pilnuj go, a jak będzie niegrzeczny to od razu do mnie dzwoń.- zwróciłam się do chłopca.
-Masz to jak w banku.- uśmiechnął się.
-Ej to chyba ja powinienem go pilnować w końcu jestem dorosły.
-No tego bym nie powiedziała. Do jutra.- pocałował mnie w policzek i razem z Lucasem wyszliśmy na zewnątrz. Oczywiście nie mogłam zamówić zwykłej taksówki, bo Michael się uparł, że Luc mnie zawiezie i to nie będzie problem, a że nie chciałam się z nim kłócić to zgodziłam się od razu. Wsiedliśmy do czarnego BMW i opuściliśmy Neverland.
*****
Jeszcze tylko chciałam się odnieść do pewnego wątku, a mianowicie wydania płyty. Nie mam zielonego pojęcia jak to się odbywa, czy jest jakaś konferencja prasowa czy nie dlatego nie chciałam się w to bawić i zostawiłam to tak jak jest. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. Liczę na szczere opinie jak zawsze.
Pozdrawiam Basia <333

2 lutego 2016

Rozdział 10. Bo bita śmietana nie służy tylko do jedzenia.

Witajcie robale moje kochane!
Fajna nazwa nie? XDD Niby internet mi nie działa i nic się nie chcę załadować, ale blog mi chodzi i rozdziały się wstawiają chociaż piszę, że błąd jakiś tam jest. To się nazywają czary :D Nie przepraszajcie mnie za długie komentarze. Ja sama staram się pisać długie komentarze co niektórzy wiedzą i wiem jaka jest ważna opinia czytelnika, bynajmniej dla mnie. I powiem Wam, że te Wasze komy jeżeli o długość chodzi można o kant dupy rozbić XDDD Żarcik <33333 Mam taką prośbę do anonimków, bo wiem, że i tacy tu się czają. Na prawdę napiszcie chociaż słowo. Nie wiem na przykład co Wam się podoba, a co nie i nie chodzi mi o błędy ortograficzne, interpunkcyjne itd. tylko o treść. Na prawdę czasami mogę zapomnieć przecinka, ale jak znajdę błąd to od razu poprawiam. Więc teraz zaznaczam, że nie radzę pisać komentarza typu : Zapomniałaś o przecinku, albo kropce, albo kropką nad „z”. Idealnie pisać nigdy nie będę w życiu nie dałabym tego opowiadania pani od polskiego, bo wszystko na czerwono by mi pozaznaczała. Znowu się rozpisałam, ale Ci którzy mnie znają wiedzą, że ja lubię dużo mówić, a już zwłaszcza pisać :D Jak zobaczyłam w moim „kochanym” zeszycie jaka jest długość notki to się przeżegnałam, bo w porównaniu do ostatniego rozdziału naprawdę ten BYŁ krótki jak nie powiem co XDD Ale jak ja siadam przed komputerem to dostaję nagłej weny co mnie bardzo cieszy i co nieco dopisałam. Rozdział dupy nie urywa innych części ciała również, ale nie jest zły. Mnie się podoba, ale mogę Wam powiedzieć, że 11 rozdział, a raczej jego początek będzie bardzo interesujący, ale nic więcej nie mówię. W ogóle się nagadałam, przepraszam.
Zapraszam do czytania i KOMENTOWANIA !!! :***
******
Te kilka dni w Neverlandzie minęło bardzo szybko, ale gdy ktoś świetnie się bawi czas niestety nie zatrzymuję się w miejscu. Dzięki Michaelowi i Macowi przypomniałam sobie najlepsze lata mojego życia. Dzieciństwo...gdyby ktoś miesiąc temu powiedział, że będę bawić się w chowanego z Michaelem Jacksonem i łazić po drzewach nazwałabym go niedorozwiniętym umysłowo człowiekiem, ale każdy dorosły ma w sobie dziecko tylko nie chce tego pokazać, bo uważa to za coś głupiego. Co innego Michael, który ma szalone pomysły i często zachowuję się jak dziecko, ale kiedy trzeba potrafi być poważny. Ja mam 25 lat, jestem dorosłą kobietą i to znaczy, że mam być sztywna jak kołek i nie bawić się wganianego, bo to nie wypada w moim wieku? To co w taki razie wypada?Jestem pewna, że każdy z takich poważnych biznesmenów w garniturach zmieniło by się po jednym spędzonym dniu na zabawie w tej bajkowej krainie. Dzisiaj wraca Jessica i razem z Michaelem postanowiliśmy upiec tort i przy okazji się powygłupiać.
-Gdzie Mac?- spytałam Michaela, który właśnie wszedł do kuchni.
-Włączyłem mu bajki, żeby się nie nudził.
-Niech zgadnę Kaczor Donald?- oparłam się o blat.
-Nie, Scooby Dooby Doo. Wiesz duchy i te sprawy. Uwielbia tą bajkę.
-Myślałam, że on kocha Kaczora Donalda.
-Już nie. Przed chwilą stwierdził, że nie będzie oglądał Kaczora, bo to bajka dla cieniasów, on przecież jest facetem.- wybuchnęliśmy śmiechem.
-To co robimy ten tort?- zapytał ochoczo zacierając ręce.
-Tak tylko najpierw powiedz mi gdzie znajdę fartuchy.
-Fartuchy! No tak, przygotowane już są. Poczekaj zaraz wracam.- wybiegł z kuchni i po chwili wrócił z dwoma różowymi fartuszkami w ręku,podał mi jeden. Gdy zobaczyłam napis na nim zaczęłam się śmiać.
-Seksowna Lancaster? A Ty co masz?- założył go i zrobił piruet.
-Seksowny Jackson.- przeczytałam, a po chwili parsknęłam śmiechem- Skąd to wziąłeś?
-A nie ważne, nie musisz wszystkiego wiedzieć. Podoba Ci się chociaż?
-Ale mój czy Twój?
-Oba.-uśmiechnął się.
-Są świetne. Nie wiem skąd Ty masz takie pomysły.
-I nie chcesz wiedzieć.- puścił mi oczko, założyłam fartuszek.
-Okej, wyciągnij z lodówki składniki. Wiesz jakie?
-Tak robiłem już tort nieraz.- wyszczerzył się.
-Mhmm i pewnie zakalec wyszedł.- mruknęłam pod nosem.
-Słyszałem.- wychylił się i pogroził mi palcem, na co pokazałam mu język. Wszystko położył na blacie, a ja wyciągnęłam dwie miski i mikser.
-Ty zrobisz krem, a ja biszkopt.
-Nie ma problemu.- od razu zabrał się do roboty.
-Na pewno wiesz jak?- zaśmiał się.
-Tak na pewno, nie wiem dlaczego tak we mnie nie wierzysz. Co w tym dziwnego, że Michael Jackson gotuje?
-Nic dziwnego, tylko boję się, że „niechcący"-zrobiłam cudzysłów w powietrzu- coś Ci nie wyjdzie.
-Powiadam Ci niewiasto, że nikt nie robi lepszego kremu czekoladowego niż ja.- zaśmiałam się.
-Ocenę końcową zostaw mi.
-Jeszcze będziesz prosiła, żebym Cię nauczył taki robić.
-Zobaczymy pewniaku.- zajęłam się przygotowywaniem masy na biszkopt, a czasami zerkałam jak idzie Michaelowi. Jutro wracam do domu, bo muszę się spakować. Wyjeżdżam na dwa tygodnie do Chicago. Nie, nie na wakacje. Sprawy służbowe, a dokładniej projekt dla Pauli Abdul.
-Mike...
-Tak?-spojrzał na mnie.
-Jutro wyjeżdżam.- zmarszczył brwi.
-Wyjeżdżasz gdzie?- odłożył mikser.
-Wiesz wyprowadzam się i raczej już się nie zobaczymy.- powiedziałam z udawanym smutkiem. Wybałuszył oczy.
-Co?!!
-Ale miałeś minę!- zgięłam się w pół cały czas się z niego śmiejąc.
-Żartownisia patrzcie państwo!
-Ej no nie dąsaj się Królu.- pogłaskałam go po włosach.
-Foch.- rzucił i obrócił się do mnie tyłem, zaśmiałam się.
-Jak będziesz się obrażał to będę Cię nazywać King Of Złote Kalesony.
-Tylko nie złote kalesony.- spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Wiedziałam, że to podziała.
-A tak poważnie to gdzie wyjeżdżasz, po co i na jak długo?
-A co książkę piszesz?
-Tak piszę już od miesiąca o Tobie.- wyszczerzył się.
-To możesz napisać, że jadę do Chicago na dwa tygodnie, zająć się ogrodem Pauli.
-Na dwa tygodnie?! Musisz?- spojrzał na mnie smutno.
-Michael muszę, ale nim się obejrzysz będę z powrotem.
-I kogo ja będę teraz podrywał?- zaśmiałam się.
-A znajdziesz sobie jakąś Dirty Dianę. Na dwa tygodnie musi Cię zadowolić.
-Ale ja wolę Ciebie, a nie jakąś tam Dianę.- uśmiechnął się słodko.
-Zjadłem banana nooo...Zjadłem banana nooo...Zjadłem ba na na nooo. Dobry był! -to był Mac i jego przeróbka Dirty Diany. Zaczęłam się śmiać.
-Mac czy Tobie się nudzi? A może zadzwonimy do Twojej mamy i pochwalimy się jaki jesteś grzeczny!- krzyknął Michael.
-Ale ta wersja jest lepsza niż ta Twoja Dirty coś tam. Ty mnie słuchaj lepiej na tym wyjdziesz. Jakbyś umieścił taki kawałek na płycie rozchodziłaby się jak świeże bułeczki, a na Ciebie mówili by nie Król Popu tylko Król bananów HAHAHAHAHAHAHAHA!
-Zaraz dostaniesz bananem po łbie jak chcesz. Oglądasz te bajki to oglądaj i się nie udzielaj!
-Jackson żeby ktoś Ci tego banana nie wsadził w dupę!
-Boże po kim to dziecko jest takie wredne?- westchnął i złożył ręce jak do modlitwy.
-Mike nie denerwuj się, on żartował.- poklepałam go po ramieniu.
-Te jego żarty mnie do grobu wpędzą, a ja nie mam jeszcze trzydziestki.
-No wiesz...
-Sugerujesz, że jestem stary?
-Tak, ale jary. Jeszcze.- puściłam mu oczko.
-Jary to ja jestem w szczególności.- uśmiechnął się bajerancko.
-Dobra kończ ten krem, bo ciasto wkładam już do piekarnika.
-Krem już gotowy. Możesz spróbować.
-Wiesz trochę się boję. Cholera wie czego Ty tam dosypałeś.
-Nic szczególnego prócz trutki na szczury.
-Ha ha ha.- zaśmiałam się sarkastycznie. Wzięłam łyżkę i spróbowałam czekoladowej masy. Skrzywiłam się.
-I jak? Co ty się tak krzywisz?
-Boże ohyda!
-Nie możliwe...no.. przecież. Robiłem tak jak zawsze, ale...- jąkał się, a ja wybuchłam śmiechem.
-Ty kłamczucho!
-Hahaha, uwielbiam Twoje przerażone miny hahaha...
-Czy Ty coś brałaś, albo coś wąchałaś?- spytał podejrzliwie i podszedł do mnie.
-Tak muszę ograniczyć kontakty z takim jednym Jacksonem, bo przez niego mi odwala.
-Tak najlepiej zwalić całą winę na biednego...
-...biedaku już nie gadaj tyle tylko szybko kończymy ten tort, bo za trzy godziny przyjeżdża Jessica, a my w proszku.- rzuciłam pospiesznie widząc, która godzina. Biszkopt po pół godzinie był gotowy i zostało tylko przełożyć go kremem i udekorować bitą śmietaną i owocami. Kroiłam mango, gdy nagle poczułam na szyi i
ramieniu coś mokrego i lepkiego.
-Michael!-odwróciłam się w jego stronę.
-Co?
-Co Ty wyprawiasz?
-Sprawdzam czy ta śmietana nie jest przeterminowana.
-Tak i musiałeś mnie nią wysmarować?
-No tak, bo muszę chyba ją jakoś spróbować.
-Chcesz ze mnie jeść bitą śmietanę?-spojrzałam na niego jak na debila po czym zaczęłam się śmiać, oparłam się o blat, a on stał naprzeciwko mnie.
-Dokładnie tak.- przysunął się bliżej opierając ręce o blat, tym sposobem odbierając mi drogę ucieczki.
-I nie możesz jej...
-...nie, bo na Tobie lepiej smakuje.- nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć Michael dosłownie zaczął zlizywać ze mnie śmietanę, tak wiem jak to brzmi. Poczułam dreszcze na całym ciele, czułam się dziwnie, bo to nie była komfortowa sytuacja, ale po chwili zaczęłam się chichrać.
-Przestań, bo mnie to łaskocze!- zaczęłam się wiercić.
-Zachciało Ci się nagle bitej śmietany?- odsunął się delikatnie, ale wciąż był blisko.
-Ale bita śmietana nie służy tylko do jedzenia.- poruszył zabawnie brwiami.
-Tak ciekawe do czego jeszcze.- spojrzałam na niego z uśmiechem. Sama dziwiłam się, że moja nieśmiałość nagle zniknęła, stałam się bardziej wylewna, a może po prostu się zmieniłam?
-Powiem Ci z własnego doświadczenia, że może ona dać więcej radości niż tylko jedzenie.- cały czas dwuznacznie się uśmiechał.
-Taki ekspert z Ciebie? Bardzo ciekawe wnioski i jeszcze z własnego doświadczenia. W takim razie duże masz to doświadczenie...
-Nie wierzysz mi?
-No jakoś nie za bardzo.- pokręciłam głową, postanowiłam się trochę z nim podroczyć.
-Wiesz zawsze mogę Ci zademonstrować niedowiarku.
-Proszę bardzo czekam na tą demonstracje.- mierzyliśmy się przez chwilę wzrokiem. Zaśmiał się.
-Najpierw praca później przyjemności.- stchórzył.
-Jak wolisz.- rzuciłam obojętnie i wydostałam się z jego uścisku. Wzięłam tą jego śmietankę po czym wylałam całą jej zawartość na jego idealnie ułożone włosy.
-Miałeś rację bita śmietana może dać więcej radości niż tylko jedzenie. Wyglądasz fenomenalnie.- dorobiłam mu jeszcze brodę- Teraz wyglądasz jak święty Mikołaj.- na mojej twarzy cały czas gościł szeroki uśmiech.
-Zrobiłaś ogromny błąd i ja bym na Twoim miejscu nie spał dzisiaj spokojnie.
-Bla bla bla. Już to widzę, zamknę się od środka i nawet nie wejdziesz do mojej sypialni.
-Nie zapomnij, że mam klucz do każdego pomieszczenia w tym domu.
-A Ty nie zapomnij, że groźby są karalne.- wystawiłam mu język.
-Oooo bita śmietana to widzę, że gorąco było.- usłyszeliśmy nagle głos Mac'a, który nie wiadomo skąd się tu pojawił. Mam nadzieję, że nie widział tej sytuacji przed chwilą. Spojrzeliśmy w jego stronę.
-Bardzo gorąco.- odpowiedzieliśmy w tym samym czasie, a blondyn spojrzał na nas jak na podejrzliwie. Zaczęliśmy się śmiać nie wiadomo z czego.
-Jak dzieci...- westchnął teatralnie chłopak.
-Odezwał się dorosły. Co bajki Ci się już znudziły?
-Ileż można bajek oglądać? A poza tym musiałem sprawdzić co robicie. Ale jak Jackson wysmarowany to jest dobrze.
-Zapomniałeś chyba kogoś pochwalić.- przypomniałam.
-Przepraszam świetna robota Vicki, jestem z Ciebie dumny.- przybiliśmy sobie piątkę.
-Mac pomożesz mi dokończyć tort? Bo Michael musi się chyba umyć.- zaśmiałam się z jego miny. Chłopak ucieszył się od razu i zabraliśmy się szybko do roboty, bo do przyjazdu Jess zostało mało czasu.
*********
-Ale nie trzeba było!- zawołała kucharka, gdy tylko zobaczyła czekoladowy tort i dwie butelki wina.
-Nie marudź tylko wcinaj lepiej, bo jak zaraz Mac przyjdzie to nic niezostanie.
Usiedliśmy wszyscy w ogrodzie oprócz tego małego rozrabiaka, który postanowił spędzić pół dnia w basenie. Zapomniałam wspomnieć, że przyjechała także Janet.
-Jutro premiera Bad, denerwujesz się?
-Jasne, że się denerwuję. Wiesz dobrze, że zależy mi na opinii fanów. Minęło aż pięć lat od wydania Thriller'a i nie wiem czy uda mi się pobić liczbę sprzedaży.
-Jeszcze w to wątpisz? Przecież słyszałam te piosenki, są genialne.- powiedziałam pewna siebie. Spojrzał na mnie dziwnie.
-Chyba jesteś pijana.- palnął.
-Co?-zaśmiałam się.
-No, bo mówisz, że moje piosenki są genialne.
-Widzicie co ja z nim mam? Jak nie mówię nic to się obraża, że go nie doceniam, a jak chwalę jego piosenki to gada, że pijana jestem i to po jednej lampce wina. Jemu nie dogodzisz.- zwróciłam się do dziewczyn. Zaśmiały się.
-Ładna była by z was para.- uśmiechnęła się Jan.
-Zgadzam się.- druga mądra się odezwała.
-A ja nie!- krzyknął Mac z basenu- Vicki jest dla niego za dobra!-wybuchnęliśmy śmiechem, a Mike naburmuszony rzekł:
-Siedzisz w tym basenie to siedź, bo zaraz tam pójdę i Cię utopię!
-Muszę was rozczarować jesteśmy TYLKO przyjaciółmi.- wywróciłam oczami. Nie rozumiem ile można powtarzać w kółko i to samo. Czy my nie wyglądamy jak przyjaciele?
-Michael też tak uważa?- spojrzałyśmy na niego. Ten w odpowiedzi uśmiechnął się po czym wziął kieliszek z winem i wypił go jednym chlustem. Co wywołało kolejną falę śmiechu. Siedzieliśmy do późna rozmawiając i pijąc. Mac zjadł za dużo tortu przez co bolał go brzuch. Co zrobił Michael? Naśmiewał się z niego i powiedział, że to za karę. Oni są niemożliwi. Janet wróciła taksówką do domu, a każdy rozszedł się do swoich pokoi. Wzięłam gorącą kąpiel i położyłam się spać, sen przyszedł od razu. Alkohol zrobił swoje. Koło godziny 2 w nocy obudziłam się przewracając się z boku na bok. Nie mogłam usnąć więc postanowiłam zejść na dół. Założyłam szlafrok i bezszelestnie wyszłam z sypialni. W kuchni paliło się światło, a przy stole siedział Mike był odwrócony tyłem więc mnie nie widział. Na stole zauważyłam dwa
opakowania tabletek. Przetarłam zaspane oczy.
-Michael?- wstał gwałtownie i chciał wyjść, ale go zatrzymałam. Usiadł z powrotem, a ja klęknęłam przed nim.
-Co się dzieję?- próbowałam nawiązać z nim kontakt wzrokowy, ale miał spuszczoną głowę.
-Nic...-szepnął.
-Jak nic? Przecież widzę, nie ściemniaj.
-Eh...nie mogę zasnąć i głowa mnie strasznie boli.
-Denerwujesz się jutrem?- pokiwał głową.
-Długo masz kłopoty z bezsennością?
-Jakiś miesiąc.
-A głowa?
-To przez wypadek 4 lata temu na...
-...planie pepsi.- dokończyłam, a on znowu pokiwał głową.
-Michael musisz iść do lekarza. Nie możesz tego bagatelizować, a tabletkami nic nie zdziałasz. Po za tym piłeś alkohol.
-Wiem, ale...
-Chodź.-złapałam go za rękę i zaprowadziłam do jego sypialni. Zdziwił się, ale nic nie mówił. Położyłam się do łóżka, a on stał i się na mnie patrzył.
-Będziesz tak stał i się patrzył? Z kobietą nigdy nie spałeś?- zaśmiał się i położył obok mnie.
-Gdzie się podziały Twoje czułości?- nie wiedział o co mi chodzi, westchnęłam. Przysunęłam się do niego i ułożyłam głowę na jego torsie i przytuliłam się do niego jak do pluszowego miśka. Znowu zachichotał.
-Nie ciesz się tak, muszę Ci pomóc skoro sam nie potrafisz..
-Dziękuję.-pocałował mnie w czoło i wtuleni w siebie zasnęliśmy.
******
PS: Tak wiem macie dosyć już moich wywodów, referatów i w ogóle biadolenia xD Ale chciałam nawiązać jeszcze do końcowej sceny, żeby było jasne dla niektórych osób to może się wydawać chore. Kobieta i mężczyzna, którzy tylko się przyjaźnią w jednym łóżku przecież to nienormalne nie? Jak widać w moim opowiadaniu wszystko jest możliwe, a Victoria po prostu sama postanowiła pomóc Michaelowi. Chyba lepszy taki sposób niż branie prochów? Co do tej sceny ze zlizywaniem śmietany...czyż to nie było słodkie?! :D Wiem, że rozdział krótki, ale uwierzcie mi był jeszcze krótszy <3333